fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Chiny

Covid-19 jednak z probówki? Zarzuty wracają z nową siłą

Szczepienia studentów w Wuhan
Szczepienia studentów w Wuhan, gdzie półtora roku temu zaczął się szerzyć koronawirus
AFP
Chińskie władze od przeszło roku robią wszystko, aby odsunąć podejrzenia, że wirus wydostał się z Instytutu Wirusologii w Wuhan. Ale zarzuty wracają z nową siłą.

Trzydziestu czołowych naukowców zwróciło się do dyrektora generalnego Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa z apelem o dogłębne zbadanie hipotezy, że Covid-19 jest owocem badań laboratorium w Wuhan i przez przypadek wydostał się na zewnątrz.

Eksperci WHO już analizowali przez 14 dni w stolicy Hubei pochodzenie wirusa, ale pod ścisłą kontrolą chińskich władz. Miesiąc temu szef WHO, choć jest uważany za „człowieka Pekinu", przyznał, że hipoteza wydostania się Covid-19 z laboratorium nie była wystarczająco zbadana i wymaga dalszych prac.

W liście naukowcy koncentrują się na wypadku z 2012 r., kiedy sześć osób sprzątających odchody nietoperzy w opuszczonej kopalni Mojiang w górskiej prowincji Junan zapadło na chorobę bardzo przypominającą Covid-19. Mimo leczenia szpitalnego trzech z nich zmarło.

Próbki zawierające wirusa zostały wówczas przekazane do instytutu w Wuhan. W prace przy ich użyciu, m.in. w celu opracowania szczepionki, zaangażowała się dyrektor tej placówki Shi Zenghli. W pismach naukowych chwaliła się w kolejnych latach opracowaniem nowych odmian wirusa, w tym przypominające Covid-19, jak ten o oznakowaniu RATG13. Na początku zeszłego roku, gdy pandemia już nabierała na sile, znana chińska badaczka publicznie przyznała, że teoria przypadkowego wydostania się wirusa z laboratorium jest „wiarygodna". Dwa dni później, niewątpliwie pod presją władz, wycofała jednak tę hipotezę i zażądała, aby ci, którzy ją dalej lansują, „zamknęli swoje śmierdzące mordy".

Wśród sygnatariuszy listu jest aż siedmiu francuskich naukowców. To nie przypadek: gdyby nie Paryż, instytut w Wuhan nigdy by nie istniał. Jego korzenie sięgają 2003 r., gdy ówczesny prezydent Hu Jintao zwrócił się do swojego francuskiego odpowiednika Jacques'a Chiraca o pomoc w zwalczaniu rozwijającej się wówczas epidemii SARS. Francja, a w szczególności instytut Merieux z Lyonu, mocno się w to wsparcie zaangażowała, co doprowadziło do powstania w 2017 r. jedynej w Chinach placówki kategorii P4 określającej najbardziej niebezpieczne badania biologiczne. Następca Chiraca, François Hollande, uznał wtedy, że jest „dumny", iż może przyczynić się do rozwoju chińskich badań naukowych.

Współpraca obu krajów szybko jednak się urwała. Chińczycy nie chcieli dłużej dopuszczać francuskich współpracowników do prowadzonych w Wuhan badań. Zakład podporządkowano armii.

W Paryżu zaczęto podejrzewać, że zamiast zajmować się powstrzymaniem kolejnych pandemii, instytut został wciągnięty przez władze w rozwój nowego rodzaju broni masowego rażenia: biologicznej.

Australia już na początku 2020 r. wysunęła tezę, że Covid-19 zrodził się w probówkach w Wuhan. To wywołało wściekłą reakcję Chin. Zwolennikiem tej teorii był jednak też sekretarz stanu u Donalda Trumpa Mike Pompeo, zaś administracja Joe Bidena nadal domaga się dostępu do instytutu, ale bez skutku.

Naukowcy nie podejrzewają, aby wirus został umyślnie wprowadzony do środowiska. Ale nawet ustalenie, że pandemia jest wynikiem wypadku w instytucie, miałoby katastrofalne skutki dla wizerunku Chin, kraju, który według propagandzistów Pekinu zmierza pod rządami komunistów od sukcesu do sukcesu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA