fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

60 gmin ma rozterkę z farmami wiatrowymi

Według danych URE pod koniec września tego roku mieliśmy w Polsce ok. 5,8 GW mocy zainstalowanej w farmach wiatrowych.
Rzeczpospolita, Piotr Wittman Piotr Wittman
Władze Zgorzelca, Iłży i Pucka wydały pozytywne dla właścicieli wiatraków interpretacje podatkowe. To reakcja na pytania inwestorów o podstawę do naliczania daniny od turbin w 2017 r.

Niektóre interpretacje ustawy o inwestycjach w elektrownie wiatrowe wskazywały, że podatek od przyszłego roku powinien być pobierany od całości turbiny (wraz z jej częścią techniczno-elektroniczną, która jest najdroższa w całej konstrukcji), a nie tylko – jak dotąd – od fundamentu i postawionego na nim masztu.

Trzy samorządy uznały to drugie, dotychczasowe podejście za właściwe. Wśród argumentów przebija się m.in. ten o kierowaniu się zasadą niedyskryminowania technologii, braku analogicznych zapisów w innych ustawach czy rozstrzygania spraw na korzyść podatnika w przypadku „niedających się usunąć wątpliwości".

Nie wszyscy właściciele farm wiatrowych mają tyle szczęścia. Przykładowo wójt gminy Rypin już negatywnie odpowiedział na pytanie inwestora i każe płacić wyższy niż w 2016 r. podatek. Po założeniach budżetowych kolejnych samorządów też widać, że liczą one na dodatkowe pieniądze. Jak ustaliliśmy, wśród nich są m.in. Darłowo i Karlino. – Przygotowaliśmy budżet zakładający 2,5-krotny wzrost podatków dla farm (z 4 mln zł wzrosną do 10 mln zł). Stoimy na stanowisku, że jest to podatek należny gminie i wynikający z uchwalonej ustawy – tłumaczy Waldemar Miśko, burmistrz Karlina.

Nie ma jednak pewności, że dodatkowe pieniądze wpłyną do budżetu. W Karlinie liczą się z możliwymi pozwami inwestorów, a nawet z koniecznością zwrotu pobranego podatku z odsetkami po niekorzystnych wyrokach. – W sytuacji tak ogromnej niepewności co do interpretacji przepisów powinno zainterweniować państwa – twierdzi Miśko. – Jeśli odpowiednie ministerstwa nie pokuszą się o doprecyzowanie zapisów, by gminy miały pewność, że wyższy podatek rzeczywiście im się należy, to wpakują nas w ogromne problemy – dodaje.

Do tej pory 18 gmin z 60 zainteresowanych, na terenie których stoją wiatraki, wysłało do władz państwowych petycję z prośbą o wydanie ogólnopolskiej interpretacji zapisów podatkowych wynikających z tzw. ustawy wiatrakowej. – Samorządy są w rozterce. Z jednej strony nie chcą być posądzone o niegospodarność, jeśli nie zwiększą podatków dla farm, a z drugiej – obawiają się pozwów inwestorów – wyjaśnia Leszek Kuliński, wójt gminy Kobylnica.

On też nie ma wątpliwości, że takie się posypią. Zwłaszcza że dziś mogą pójść do sądów nie tylko z opiniami swoich kancelarii prawnych, ale także z pozytywnymi dla inwestorów interpretacjami indywidualnymi z trzech gmin.

– Na pewno będzie to argument wykorzystywany w procesach, ale tylko jednym z wielu. Nie mamy w Polsce prawa precedensowego, wiec każdy przypadek będzie oceniany w sądzie indywidualnie – zauważa Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Kamil Szydłowski, wiceprezes Stowarzyszenia Małej Energetyki Wiatrowej, twierdzi z kolei, że rozbieżności interpretacyjne zadziałają psychologicznie – skłonią inwestorów do podjęcia kroków: sądowych lub nastawionych na optymalizowanie podatków. – Nie ma żadnej podstawy prawnej dla pobierania wyższej daniny. To tylko interpretacja zapisów ustawy wiatrakowej. Dla samorządów najbezpieczniejsze byłoby zachowanie budżetów na obecnym poziomie. Inaczej narażają się na ryzyko – zwrotu nienależnie pobranego podatku i utraty tzw. janosikowego – uważa Szydłowski.

Kuliński przewiduje, że w 2017 r. wysokość podatków z tytułu farm wiatrowych będzie na tegorocznym poziomie. Gdyby była wyższa, do jego kasy wpłynęłoby o ok. 7 mln zł więcej. Zawiesił on też postępowanie podatkowe wobec pytających go o wysokość przyszłych danin właścicieli farm. Z wydaniem interpretacji wstrzymuje się przynajmniej do świąt. Wtedy powinien otrzymać odpowiedź na petycję.

– Ten problem zostawiony sobie doprowadzi do dualizmu podatkowego. Wskazuje też na niestabilność polskiego prawa – uważa Kuliński.

Zdaniem Cetnarskiego złe prawo w końcu zostanie zmienione, choć nie liczy na to, by stało się to w tym roku. Uważa zresztą, że nowelizowanie ustawy pod wpływem presji czasu bez szerokich konsultacji byłoby błędem. – Zdaję sobie sprawę, że ze względu na pozwy sądowe zapanuje chaos. Nie będzie przy tym wygranych. Bo inwestorzy będą mieli poczucie tymczasowości, a samorządy mogą stracić subwencje i dotacje rządowe – wyjaśnia szef PSEW.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA