fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Sejm dostanie mało czasu na prace nad budżetem

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Nowy projekt planu finansowego państwa na rok 2020 będzie gotowy za tydzień lub dwa. Posłowie przyznają, że to ogranicza ich możliwości szczegółowego przyjrzenia się budżetowi.

Ministerstwo Finansów pracuje nad nowym projektem budżetu na przyszły rok – deklarował prawie tydzień temu Tomasz Robaczyński, wiceminister finansów. Ale wygląda na to, że nie jest to kwestia priorytetowa, bo temat budżetu 2020 nie znalazł się w porządku najbliższych (wtorkowych) obrad Rady Ministrów.

Czytaj także: Rząd chce kolejnego rekordu akcyzy na papierosy, ale gra nie fair

Według naszych nieoficjalnych informacji rząd zajmie się nowym projektem najwcześniej za tydzień (10 grudnia), a najpewniej na posiedzeniu za dwa tygodnie (17 grudnia). Tym samym do Sejmu trafi on prawdopodobnie w drugiej połowie miesiąca i posłom zostanie zaledwie kilka tygodni na zapoznanie się z rządową propozycją.

– W grudniu zaplanowane jest tylko jedno posiedzenie Sejmu, więc tak naprawdę prace w tym zakresie zaczniemy w styczniu – mówi nam posłanka Izabela Leszczyna, wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Finansów Publicznych (Koalicja Obywatelska). – Biorąc zaś pod uwagę fakt, że Sejm powinien zakończyć prace do końca stycznia, czasu jest dramatycznie mało – zaznacza.

Czytaj także: PiS wycofuje z Sejmu projekt ws. 30-krotności

Tym mniej, im więcej zmian rząd wniesie w stosunku do swojego pierwotnego projektu, przedstawionego jeszcze we wrześniu. A może być ich rzeczywiście sporo.

Trzeba choćby rozstrzygnąć problem braku części dochodów w kasie państwa, po tym jak posłowie PiS wycofali się z pomysłu podwyżki składek ZUS dla najlepiej zarabiających (czyli zniesienia tzw. limitu składek ZUS). To ubytek rządu 5 mld zł netto (7 mld zł miał zyskać FUS, a o 2 mld zł miały być mniejsze dochody z PIT), który teraz trzeba pokryć, szukając innych dochodów lub poprzez ograniczenie wydatków.

– Nieco pomoże wyższa, niż planował rząd, podwyżka akcyzy (10-proc. wobec planowanej 3-proc.). Ale to oczywiście nie wystarczy – komentuje Tadeusz Cymański, poseł PiS, również wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych. – Moim zdaniem nie byłoby wielkiego problemu, gdyby pojawił się jakiś niewielki 2–3 mld zł deficyt. Co prawda premier Morawiecki obiecał „budżet bez deficytu", ale zamieszanie ze zniesieniem limitu uzasadniałoby zmianę – uważa Cymański.

W nowym projekcie trzeba też jakoś uwzględnić zmienioną konstrukcję Funduszu Solidarnościowego, która ma się zająć nie tylko wypłatą wsparcia dla osób niepełnosprawnych, niezdolnych do samodzielnej egzystencji, ale też finansowaniem dodatków emerytalnych w ramach programu Emerytura+ (głównie 13. emerytura od 2020 r. i 14. emerytura od 2021 r.). Tylko 13. emerytura kosztować będzie w przyszłym roku ok. 10 mld zł, co ma być finansowane pożyczką z budżetu centralnego.

– Z tym rozwiązaniem wiążą się też wyzwania stabilizującej reguły wydatkowej, ale przede wszystkim chciałbym podkreślić, że żadna pomoc osobom niepełnosprawnym, wbrew temu co mówi opozycja, nie zostanie odebrana – zastrzega poseł Cymański.

– Nie wiemy też, jak ostatecznie na stan kasy państwa ma wpłynąć likwidacja OFE i opłata przeksztaceniowa, ani jakie są plany rządu dotyczące kształtowania się cen energii elektrycznej – wylicza dalsze niewiadome Krystyna Skowrońska z KO, też wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Finansów. – Tak naprawdę na razie mało wiemy o przyszłorocznym budżecie. W 2015 r., gdy rozpoczynała się nowa kadencja Sejmu, też były takie opóźnienia, ale wówczas można było to zrozumieć ze względy na prawdziwą zmianą rządu i jego filozofii. Tym razem jednak mamy praktycznie ten sam rząd – podsumowuje Skowrońska.

Styczniowy termin końca prac parlamentu nad ustawą budżetową jest o tyle ważny, że po jego przekroczeniu prezydent RP może zarządzić skrócenie kadencji Sejmu.

– Mało realne jest, żeby Sejm i Senat wyrobiły się w tym terminie. Tym bardziej że Senat na pewno wykorzysta w pełni przysługujące mu 20 dni na ocenę ustawy – ocenia Izabela Leszczyna. – Ale też mało prawdopodobne jest, by prezydent z tego tytułu skorzystał ze swoich uprawnień i rozwiązał Sejm – przyznaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA