fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

#RZECZoBIZNESIE: Monika Kurtek: Zbyt niskie stopy utrzymywane przez długi czas mogą zaszkodzić

tv.rp.pl
Obniżki stóp procentowych oprócz tego, że miały ulżyć kredytobiorcom, mocno obniżyły koszty państwu. Nie zanosi się na to, żeby miały wzrosnąć - mówi Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Mamy nowelizację tegorocznego budżetu. Może niedługo będzie potrzebna kolejna?

Nowelizacja była konieczna. Zrównoważony budżet, który mieliśmy przygotowany na 2020 r. w sytuacji kryzysowej (pierwszej recesji od kilkudziesięciu lat), był fikcją. Było wiadomo, że nowelizacja musi nastąpić. Czy z kolei rekordowy deficyt zaplanowany w nowelizacji (prawie 110 mld zł) osiągniemy lub czy kolejna nowelizacja nie będzie potrzebna, na to pytanie nikt nie potrafi odpowiedzieć. Wiadomo, że deficyt będzie dużo wyższy niż w latach poprzednich. Skala będzie zależeć od wielu czynników, przede wszystkim tego, jak sytuacja gospodarcza będzie się rozwijała w drugiej połowie roku. Przed nami ogromna niepewność. Wszelkie prognozy, jakie są przygotowywane, są obarczone bardzo dużą niepewnością. Nikt nie potrafi powiedzieć, jak sytuacja epidemiologiczna będzie się rozwijać. Wiemy tylko, że druga fala rozpoczęła się wcześniej. Znowu dotyczy to wielu krajów. Wiemy, że przed nami okres jesienny, kiedy pojawią się również wirusy grypowe. To wszystko będzie się mieszać i dodatkowo komplikować sytuację. Poszczególne rządy mówią o tym, że drugiego lockdownu, na taką skalę jak mieliśmy, już nie będzie, ale są to tylko słowa. Nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy nie będzie takiej konieczności.

Nowelizacja budżetu była konieczna, ale czy zakładane w niej wartości są odpowiednie, trudno powiedzieć.

Wiemy, że państwo w wielu miejscach ukrywa różne wydatki. Jesteśmy w ogóle w stanie określić, jaki będzie faktyczny deficyt?

Deficyt w wysokości prawie 110 mld zł to tylko fragment finansów publicznych, to tylko budżet państwa. Mamy strumień ogromnych pieniędzy, które płyną poza budżetem. Są to fundusze z PFR czy fundusz antycovidowy w BGK. Każdy z tych funduszy ma możliwość wyemitowania 100 mld zł obligacji. Nie było powiedziane, że to górny limit, może być on zwiększony w razie potrzeby.

Wiemy, że bardzo mocno rośnie nam dług, bo wydatki PFR i BGK są pokrywane z emisji obligacji. W samym budżecie państwa wydatki rosły m.in. w związku z zaopatrywaniem służby zdrowia. Sam znowelizowany budżet zakłada wzrost wydatków o ponad 70 mld zł. Nie mamy szczegółów, ale z wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Finansów wiemy, że w deficycie tym jest już zabezpieczone finansowanie 13. czy 14. emerytury w przyszłym roku. W przestrzeni publicznej pojawiło się określenie predeficytowania. Jeżeli środki z nowelizacji są zabezpieczane na rok przyszły, to znaczy, że przyszłoroczny deficyt może być niższy, ale kosztem większego w tym roku. A to oznacza, że tak ogromny deficyt nie będzie związany tylko z wydatkami covidowymi.

Nasz dług jest jeszcze w ryzach? Czy grozi nam przebicie konstytucyjnego progu?

Spora część długu jest emitowana poza budżetem państwa. Dług w ramach samego budżetu państwa jest w ryzach. Jeśli chodzi o progi konstytucyjne, to jesteśmy coraz bliżej limitów, ale na razie nie grozi nam ich przekraczanie. Jeśli chodzi o koszty obsługi długu, to rekordowo niskie stopy procentowe zapewniają niższe finansowanie długu. Obniżki stóp procentowych oprócz tego, że miały ulżyć kredytobiorcom, mocno obniżyły koszty państwu. Nie zanosi się na to, żeby stopy procentowe miały wzrosnąć.

Nie przesadziliśmy z tymi stopami? Nie zostały obniżone za szybko i za mocno?

To zweryfikuje historia. Już pewne konsekwencje widzimy. Sektor bankowy bardzo dużo stracił w wypracowywanych wynikach. Po czerwcu wyniki banków są 50 proc. niższe niż rok temu. Obciążenia sektora bankowego już wcześniej były duże, więc banki oglądają z każdej strony każdą złotówkę, którą pożyczają.

Podnoszą też ceny różnych usług. Klienci płacą za to wszystko.

A z drugiej strony mamy ograniczane możliwości otrzymania kredytu. Jeżeli kredyt w gospodarce będzie ograniczony, to nie pomaga to wskoczyć na wyższe obroty. Zbyt niskie stopy procentowe przez długi okres mogą zaszkodzić, a nie pomóc, gospodarce.

Jaka jest sytuacja gospodarki? Z polskiej płyną dosyć pozytywne sygnały. Mamy dobre wyniki produkcji przemysłowej, powyżej ubiegłorocznego poziomu, mamy bardzo dobre wyniki w sprzedaży detalicznej, trochę gorsze w budowlance. Jaki będzie III kwartał? Mamy do czynienia z mocnym odbiciem?

Mieliśmy bardzo głębokie spadki zarówno w produkcji przemysłowej, jak i sprzedaży detalicznej w okresie kwiecień–maj. Dane dotyczące czerwca czy lipca, które okazały się lepsze od oczekiwań rynkowych, pokazują nadrabianie zaległości z wcześniejszych miesięcy. Szczególnie w produkcji przemysłowej widać, że firmy nadrabiają zaległości. Popyt konsumpcyjny i sprzedaż detaliczna też odbiły, więc zapotrzebowanie wzrosło. Firmy mogą także produkować do magazynów. Gorzej w przypadku usług, gdzie nie ma takiej możliwości. W Polsce nie ma takich danych, ale w innych krajach ten sektor po wybiciu zaczyna znowu opadać. Przypuszczam, że w Polsce będzie podobnie.

W przypadku sprzedaży detalicznej dane były lepsze od oczekiwań, ale to był tzw. popyt odłożony. Realizujemy zakupy, których musieliśmy zaniechać w okresie zamknięcia gospodarki. Koniunktura konsumencka w sierpniu znowu się pogorszyła, przyszłe oczekiwania też są gorsze. Biorąc pod uwagę, że mamy już drugą falę epidemii, to za chwilę nastroje mogą się jeszcze bardziej pogorszyć, a obawy gospodarstw domowych wzrosnąć. Niepewność jest ogromna. Po II bardzo słabym kwartale i recesji (8,2 proc. spadku PKB) III kwartał będzie lepszy, ale nie sądzę, żebyśmy wyszli z dynamiką PKB na plus. Raczej będzie to mniejszy spadek. O ile konsumpcja będzie nam poprawiała sytuację, o tyle inwestycje zanotują jeszcze większy spadek. Wskazują na to dane dotyczące produkcji budowlano-montażowej. Budownictwo, inaczej niż sprzedaż detaliczna czy produkcja przemysłowa, reagowało w kwietniu–maju. W budownictwie nie można pozamykać czegoś z dnia na dzień. Z pewnym opóźnieniem ta branża zaczyna odczuwać skutki. Jeżeli kredyt będzie w mniejszym stopniu płynął do gospodarki, to budownictwo będzie musiało się do tego dostosować. Najgorszy okres możemy mieć dopiero przed sobą.

Co dalej? Gospodarka znajdzie się w stagnacji, czy wzrost gospodarczy się odbuduje?

III kwartał to będzie spadek, ale płytszy niż w II kwartale. IV kwartał to wciąż będzie spadek, ale już mocno zbliżymy się do zera. Dopiero w I lub II kwartale przyszłego roku z dynamiką PKB możemy wyjść na jakiś plus.

W przypadku inwestycji mają być uruchamiane programy publiczne, dla samorządów, ale to ruszy z pewnym opóźnieniem.

Spodziewam się powolnej poprawy, ale pod warunkiem, że sytuacja epidemiologiczna będzie się toczyć jak w tej chwili. Czyli mamy lokalne lockdowny, na niedużą skalę. Gdyby epidemia przebiegała dużo gorzej, niż się wszyscy spodziewają, lockdownów byłoby dużo więcej i w większej skali, prognozy będzie trzeba rewidować w dół.

Mamy załamanie w gospodarce, a rynek pracy wydaje się bardzo mocny.

To prawda. Oczekiwania dotyczące stopy bezrobocia na początku pandemii były dużo wyższe. Przewidywano, że przekroczy nawet 10 proc. W tej chwili wiemy, że będzie to w okolicach 8 proc. Dane, które napływały za najgorsze miesiące, były dużo lepsze od oczekiwań rynkowych. Nie jest to jednak paradoks. Tutaj zadziałały tarcze, które odsunęły w czasie zwolnienia.

Ale tarcze się kończą.

Tak, ale przedsiębiorstwa, które dostały pieniądze, są zobowiązane przez kilka miesięcy do utrzymywania miejsc pracy. Możemy mieć zatem efekt opóźnionego zapłonu. Bezrobocie może zacząć rosnąć pod koniec roku. W tej chwili mamy bezrobocie na poziomie 6,1 proc., a spodziewamy się 8 proc. To będzie jednak spory wzrost.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA