fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Kasa państwa pod coraz większą presją

shutterstock
Rząd PiS przyspiesza realizację swoich obietnic wyborczych i obciąża kosztami tegoroczny budżet. Zdaniem ekonomistów istnieje ryzyko, że w końcu konieczna będzie nowelizacja i zwiększenie limitu deficytu.

Nowelizacja budżetu nie jest konieczna w związku z obniżką stawki PIT i podniesieniem kosztów uzyskania przychodów – mówił ostatnio minister finansów Marian Banaś w Programie I Polskiego Radia. – Jesteśmy w stanie sprostać wszystkim wymogom – zapewniał.

Czytaj także: Obniżka PIT, czyli radość na krótką metę 

Deklaracje ministra są o tyle ważne, że rząd PiS postanowił przyspieszyć realizację swoich obietnic przedwyborczych, tak by Polacy odczuli ich skutki w swoich portfelach jeszcze w tym roku. Problem w tym, że żadna z tych obietnic nie była w ustawie budżetowej na 2019 r.

I tak zmiany w PIT (o których mówił minister Banaś) mają wejść w życie już w październiku tego roku, to oznacza też ubytki w dochodach państwa z PIT na ok. 2,4 mld zł (koszty w połowie dotkną budżet centralny, a w połowie – samorządy). Rząd zdecydował też o szybkim wprowadzeniu w życie – od sierpnia – tzw. zerowego PIT dla młodych (koszt to 950 mln zł) oraz od października – nowego 500+ dla niepełnosprawnych (580 mln zł kosztów w tym roku). Przyspieszone zostały też podwyżki dla nauczycieli – już od września, co kosztuje ok. 2–3 mld zł.

Czytaj także: KO: grubsze portfele dla aktywnych 

Do tego trzeba także doliczyć 13. emeryturę oraz rozszerzenie 500+ na każde dziecko. Te programy idą zgodnie z harmonogramem (czyli realizacja w 2019 r.), ale warto przypomnieć, że ich koszty (odpowiednio 8,7 mld zł oraz 10 mld zł w tym roku) również nie były przewidywane w ustawie budżetowej na 2019 r. W sumie takie nieplanowane obciążenia sięgają ok. 25 mld zł – wynika z analizy „Rzeczpospolitej". To znacząca kwota sięgająca 6 proc. wydatków budżetowych ogółem.

– Finanse publiczne nie są z gumy, a każdy wydatek publiczny i każdy podatek odciska na nich swoje piętno – zaznacza Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego. – Jednak sama ustawa budżetowa jest dokumentem bardzo elastycznym i pisanym z dużą rezerwą. Przykładowo, w ubiegłym roku dochody okazały się o 25 mld zł wyższe, a wydatki o 7 mld mniejsze niż zakładane. W ten sposób w budżecie znalazło się 32 mld zł – wylicza Pogorzelski.

– W 2019 r. byłoby podobnie, gdyby nie przedwyborcze projekty wydatkowe rządu – dodaje Pogorzelski. Jego zdaniem w sytuacji szybkiej realizacji tych obietnic w tym roku można spodziewać się sporego deficytu, ale jednak na założonym poziomie, czyli ok. 28,5 mld zł. – Ustawa budżetowa nie będzie więc wymagać nowelizacji, tym bardziej że blisko połowę kosztów ekspansji fiskalnej państwa w zakresie zmian w PIT wezmą na siebie samorządy, a część nowych wydatków wróci do budżetu poprzez podatki – analizuje Pogorzelski.

Za to zdaniem Adama Antoniaka, ekonomisty banku Pekao SA, prawdziwym sprawdzianem dla kondycji budżetu państwa będzie końcówka roku. – Budżet charakteryzuje się elastycznością i jednocześnie swoistą sezonowością – mówi Antoniak. – Większa część wydatków jest realizowana pod koniec roku i podobnie będzie i w tym roku, ponieważ koszty większości nowych programów będą skoncentrowane w czwartym kwartale. To, czy będzie konieczna nowelizacja budżetu, wyjaśni się właśnie wówczas. Jeżeli jednocześnie w tym czasie obniży się dynamika wpływów podatkowych, to pod koniec 2019 r. może pojawić się potrzeba nowelizacji ustawy. Ewentualne podjęcie takich działań przed wyborami wydaje się mało prawdopodobne – zaznacza Antoniak.

Ekonomiści są za to zgodni, że większe napięcia w budżecie pojawią się w 2020 r. oraz 2021 r., wraz ze spodziewanych spowolnieniem gospodarczym. – W założeniach do projektu budżetu państwa na 2020 r. zbyt mało miejsca poświęcono strategicznym decyzjom dotyczącym przychodów i wydatków budżetu – piszą w opinii do projektu organizacje pracodawców. – Założenia powinny jednoznacznie wskazywać, kogo i jak państwo chce obciążać, a kogo nie, oraz na co państwo chce wydawać środki publiczne i dlaczego. Jest to przedmiotem wyboru i właśnie takie pytania powinny być podstawą do dyskusji – zaznaczają eksperci.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA