fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Jak wygląda rewolucja, którą planuje w podatkach PiS?

Podatki
Adobe Stock
Jeśli zapowiadana przez PiS reforma podatkowa ma być neutralna dla budżetu, koszty zmiany zostaną przerzucone nawet na średnio zarabiających Polaków.

Nawet ok. 17 mln osób ma skorzystać na rewolucji w podatkach, którą PiS ma przedstawić w ramach Nowego Ładu – wynika z informacji „Rzeczpospolitej". Szczegóły nie są znane, ale minister finansów Tadeusz Kościński mówił, że system ma być sprawiedliwy, to znaczy mniej zarabiający mają płacić niższe podatki, a lepiej zarabiający – proporcjonalnie wyższe.

Czytaj także: Bogatsi mają procentowo płacić większe podatki

Na łamach „Dziennika Gazety Prawnej" minister Kościński poinformował, że zmiana ma być neutralna dla budżetu państwa. A to oznacza, że cała reforma ma się sfinansować sama, czyli koszty obniżki obciążeń dla 17 mln podatników poniosą prawdopodobnie wszyscy pozostali.

Kto jest bogaty

Bez danych, na czym dokładnie polegać ma reforma, trudno oszacować, jak liczna będzie grupa stratnych podatników ani jak mocno wzrosłyby ich obciążenia. Ale jeśli zmiana ma być odczuwalna dla słabiej zarabiających, to mowa o dużych kosztach.

– Retoryka sprawiedliwych podatków to przekaz typu „niech bogaci płacą na tych biednych" – komentuje Sławomir Dudek, główny ekonomista Fundacji FOR. – Ale pytanie, kto to jest ten „bogaty"? Zapewne milionerzy, czyli osoby o rocznych dochodach powyżej miliona złotych. Ale w Polsce jest raptem 30 tys. takich podatników, którzy i tak płacą dodatkową daninę solidarnościową, w wysokości 4 proc. – zaznacza Dudek. I wylicza, że ta danina przynosi ok. 1,6 mld zł rocznie, gdyby zaś tylko milionerzy mieli pokryć koszty nowej reformy, stawka ich podatku musiałaby wzrosnąć 20-krotnie, do ok. 80 proc.

– To niemożliwe, więc z definicją bogacza trzeba by schodzić coraz niżej, pytanie, jak nisko – zauważa Dudek.

Miliony ze stratami

Może mogłyby być to osoby z II przedziału podatkowego? W 2020 r. dochody powyżej ok. 85 tys. zł rocznie (a więc płaciło 32-proc. stawkę PIT), uzyskało 1,23 mln osób. W sumie zapłacili oni 25,4 mld zł PIT.

By pokryć koszty propozycji PIS, przy założeniu, że wprowadzona zostanie kwota wolna od podatku w wysokości 30 tys. zł (a taka propozycja pojawiała się w przeciekach medialnych) dla wszystkich podatników, fiskus musiałby zebrać od tych z II progu nawet trzy razy więcej. Gdyby tak wysoka kwota wolna dotyczyła tylko osób o dochodach na poziomie minimalnego wynagrodzenia – fiskus musiałby zebrać od lepiej zarabiających dwa razy więcej niż obecnie.

Ciekawe, że łącznie z PIT rozlicza się ok. 26 mln Polaków. Z czego 24,3 mln ma dochody poniżej 85 tys. zł rocznie, płaci 17-proc. stawkę. Jeśli więc na reformie skorzystać ma 17 mln osób, to pozostałe 7,3 mln nawet tych pozostających w I przedziale podatkowym może być stratne.

Zapłacą firmy?

– Przestrzeń do zmian, nawet przy zachowaniu neutralności budżetowej, jest dosyć spora – uważa z kolei Jakub Sawulski, ekonomista Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Chodzi o to, że obecnie tzw. klin podatkowy jest prawie taki sam zarówno dla osób o najniższych, jak i wyższych dochodach. Różnica wynosi ok. 2 pkt proc., zaś średnio w UE to ok. 10 pkt proc. na korzyść tych słabiej uposażonych – podkreśla. Zdaniem Sawulskiego sposobów na zwiększenie różnicy w klinie podatkowym może być kilka. – Można zmienić skalę podatkową, wprowadzić więcej stawek, niższych dla słabiej zarabiających, wyższych – dla tych z wyższymi płacami – mówi ekspert. Możliwe byłoby też uzyskanie podobnych efektów przez podniesienie kwoty wolnej od podatku lub kosztów uzyskania przychodów dla wybranej grupy podatników i dodatkowej stawki podatkowej dla bogatszych.

– Warto pamiętać, że w naszym systemie wśród podatników o wysokich dochodach sporą część stanowią prowadzący działalność gospodarczą. Prawdopodobnie im trzeba by podnieść stawki – dodaje Sawulski. W 2020 r. wedle 19-proc. podatku liniowego PIT rozliczyło się z fiskusem 702 tys. właścicieli firm, zapłacili oni łącznie prawie 33 mld zł PIT.

Trzeba ruszyć składki

Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Pracodawców RP, podkreśla, że w dyskusji nad zmianami w systemie podatkowym nie da się uciec od zmian w systemie składkowym. – Wadą polskiego systemu jest to, że nie da się uzyskać pożądanych efektów tylko zmianami w podatkach, np. poprzez kwotę wolną – podkreśla Wojciechowski. – Aż trzy czwarte klina to różne składki, np. na ubezpieczenie emerytalne, zdrowotne, ale też na Fundusz Pracy czy fundusz rentowy. Jeśli chcemy uzyskać rzeczywistą progresję podatkową, to konieczna jest restrukturyzacja składek – zaznacza.

To, że proste zmiany nie wystarczą, pokazują efekty reformy podatkowej rządu PiS, wprowadzonej pod koniec 2019 r. Wówczas obniżono stawkę PIT z 18 do 17 proc., a także podniesiono ponaddwukrotnie koszty uzyskania przychodów.

Efekt jest taki, jak wynika z danych Eurostatu, że średnie obciążenie wynagrodzenia brutto spadło o 1,1 pkt proc. – z 25,2 w 2018 r. do 24,1 proc. w 2020 r. – Dla przeciętnego Polaka było to mało odczuwalne. Jeszcze gorzej, że ta reforma, które kosztowała 10–12 mld zł, okazała się zmarnowaną szansą na usunięcie istotnych problemów w polskim systemie podatkowym – ocenia Aleksander Łaszek z Towarzystwa Ekonomistów Polskich. – Nie udało się ani go uprościć, ani obniżyć klina podatkowego dla osób o niższych zarobkach – podkreśla Łaszek.

Spadek obciążeń, ale nieduży

W 2020 r. obciążenia podatkowo-składkowe przeciętnego wynagrodzenia wynosiły 24,11 proc. – wynika z danych przedstawionych ostatnio przez Eurostat. To o 0,88 pkt proc. mniej niż w 2019 r., gdy weszła w życie ostatnia reforma podatkowa (obniżka stawki PIT z 18 do 17 proc., wyższe koszty uzyskania przychodu) i o 1,1 pkt proc. mniej niż w 2018 r. Obniżenie klina podatkowego jest pozytywną zmianą, jednak trzeba zauważyć, że ten spadek był prawie taki sam zarówno dla najniższych dochodów (wg metodologii Eurostatu to 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia), jak i wyższych dochodów (167 proc. przeciętnego wynagrodzenia). W efekcie łączne obciążenie niskich dochodów pozostaje w Polsce prawie najwyższe wśród krajów UE. U nas w kraju w 2020 r. było to 22,1 proc., dla porównania w Hiszpanii czy Portugalii – poniżej 7 proc., a we Francji – 11 proc. Za to klin podatkowy dla wyższych zarobków jest prawie najniższy w UE. W Polsce to 24,8 proc., we Francji – 33,4 proc., a w Szwecji – 34,8 proc.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA