fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budowa i remont

Trudne konsultacje w sprawie wspólnej przestrzeni

Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Deweloperzy wciąż uczą się rozmawiać o potrzebach mieszkańców. Dialog przynosi pożyteczne skutki
Czy deweloper to drapieżnik, który chce zabudować każdy fragment przestrzeni? W ocenie przedstawicieli branży budowlanej to stereotyp, z którym muszą wciąż się zmagać. Czy robią to skutecznie?
O tym między innymi rozmawiano podczas debaty „Konstruktywna współpraca – relacje między miastem, deweloperami a mieszkańcami na miarę XXI wieku", która odbyła się podczas drugiego dnia Real Estate Impactor w Gdyni.
– Oczywiście musimy działać w pewnych ramach ekonomicznych. Natomiast nie jest prawdą, że chcemy i zabudowujemy każdy fragment posiadanych działek. Są przecież plany miejscowe czy warunki zabudowy, na podstawie których budujemy – mówiła Magdalena Reńska, dyrektor zarządzająca i członek zarządu Euro Styl.

Większy może więcej

Magdalena Reńska zaznaczała, że jej firma, budując, wsłuchuje się w potrzeby sąsiadów swoich inwestycji i często przeprowadza konsultacje społeczne. Tak było chociażby w przypadku Osiedla Beauforta zlokalizowanego w Gdyni, gdzie z inicjatywy mieszkańców Podgórza zdecydowano się zaprojektować i wykonać miejsca, które będą pobudzać ludzi do większej aktywności fizycznej.
W jej ocenie więcej do zaoferowania swoim klientom mają duże firmy deweloperskie, które dysponują większym kapitałem. Mniejszych podmiotów często bowiem po prostu nie stać na zrobienie czegoś ekstra.
– W tej chwili w Polsce zmierzamy w kierunku estetyzacji. Zaczynamy się otaczać ładnymi rzeczami. Podobnie jest z architekturą – podkreślała Reńska.
– Przeszliśmy z drapieżnej gospodarki rynkowej, gdzie klient nie był świadomy opinii o deweloperze, a ten mógł robić, co chciał, do gospodarki rynkowej, w której klient jest najważniejszy – wtórował Marcin Naczke, project manager w Vastint Poland. I zauważył, że obecnie – choć na pierwszy rzut oka trudno to zauważyć – deweloperzy, miasta oraz mieszkańcy mają ten sam cel: długoterminową jakość przestrzeni. – Jeśli wybudujemy fajny i udany fragment miasta, będzie to nie tylko nasz sukces, ale i samorządu czy mieszkańców, którzy również angażują się w proces inwestycyjny – akcentował Naczke.
Nie zawsze jednak konsultacje są konstruktywnym elementem. Eksperci podkreślali, że społeczeństwo dopiero uczy się partycypacji.
– Często konsultacje kończą się listą życzeń i wymagań. Co ciężko przełożyć na rozwiązania projektowe. Bardzo dużą rolę muszą więc odegrać samorządy i osoby, które przygotowują konsultacje – wskazywała Reńska.
W jej ocenie w procesie np. planistycznym czy na etapie rozpoczęcia dyskusji o danej inwestycji warto angażować autorytety, które pomagałyby społeczności w interpretowaniu chociażby skomplikowanych regulacji prawnych czy też aspektów architektonicznych.

Dzielnica budowana od zera

O trudach konsultacji społecznych mówił również przedstawiciel holenderskiego miasta Enschede. W 2000 roku wielki pożar spowodował zmiecenie z powierzchni ziemi 1400 domów mieszkalnych i równocześnie całej dzielnicy tego miasta. Osoby, które chciały ponownie zamieszkać na zniszczonym terenie, miały różne pomysły na jego odbudowę: część chciała więcej placów zabaw, część więcej terenów zielonych, część przywrócenia starego krajobrazu.
– Mieliśmy unikatową możliwość, by dodać coś nowego do tej części miasta. Mieliśmy możliwość, by stała się bardziej atrakcyjna niż poprzednio. Prace nad zagospodarowanie tego terenu były dużym wyzwania – mówił Richard Kokhuis, dyrektor ds. gospodarczych, społecznych i edukacyjnych miasta Enschede.

Wizerunek w stolicy Tatr

Narcyz Sadłoń z zakopiańskiego oddziału Związku Podhalan wskazywał natomiast, że jeśli chodzi o reprezentowany przez niego region Polski, w przypadku architektury jest jeszcze dużo do zrobienia. – Podhale, a bardziej Zakopane, nie jest przestrzenią, która służy deweloperom. Miasto 27-tysięczne nie może być porównywane z aglomeracjami, jak Warszawa czy Trójmiasto. Poza tym przestrzeń jest przyrodniczo, a co za tym idzie – również architektonicznie, trudna, jeśli chodzi o duże inwestycje. To być może jest jeden z powodów, dla których na Podhalu trudno znaleźć dużego inwestora. To powoduje, że inwestują u nas ci, dla których byt ekonomiczny jest najważniejszy, i poruszają się w skali mikro. Zabudowują przestrzeń tak, żeby to, co wybudowali, się sprzedało i mieli zysk. Skutki tego wszyscy widzimy – opisywał Sadłoń.
Jak podkreślał, nie służy to poprawie wizerunku deweloperów. Podobnie jak to, że w stolicy Tatr nie obowiązuje plan miejscowy, a wielu polityków na swych sztandarach niesie hasła walki z deweloperami. ©?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA