fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budowa i remont

Przed nami era deweloperów myślących o przyrodzie

materiały prasowe
Budując za mało, myśleliśmy o zachowywaniu zieleni – mówił w programie #RZECZoNIERUCHOMOSCIACH Konrad Płochocki, dyr. generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich (PZFD).
„Od dewelopera do ekobohatera, czyli jak uratować świat i nie zbankrutować" – to tytuł skierowanego do deweloperów przewodnika, który niedawno ujrzał światło dzienne. Jak to się stało, że PZFD postanowił rozpocząć akcję zachęcającą deweloperów do przechodzenia na zieloną stronę mocy?
Można powiedzieć, że zmądrzeliśmy i dużo rzeczy zobaczyliśmy. Zrozumieliśmy, że przy wielu naszych inwestycjach mogliśmy być bardziej ekologiczni, mogliśmy być bardziej zieloni. Zależy nam na tym, by u deweloperów zaczęła kiełkować idea, że każda kolejna inwestycja musi być bardziej zielona, że musimy wdrażać rozwiązania, które pomagają naszej planecie i naszej przyrodzie.
Widzimy przecież dokładnie, co dzieje się dookoła, co dzieje się z klimatem. Doświadczamy rekordowo gorących okresów letnich oraz zim bez śniegu – to wszystko z roku na rok się potęguje. My, jako branża budowlana, oczywiście również przyczyniamy się do tego w jakimś stopniu.
Główne deweloperskie „zbrodnie" na przyrodzie to...?
Myślę, że można wskazać wiele elementów. Pewnie za mało myśleliśmy o zachowywaniu zieleni dookoła nas. Wcześniej zdawało nam się, że klienci oczekują od nas pięknych chodników, brukowanych placów, miejsc postojowych i często faktycznie eliminowaliśmy zieleń.
Myśleliśmy, że klienci nie będą chcieć dziko rosnących nieszlachetnych drzew, które znajdowały na terenie inwestycji. Za rzadko myśleliśmy też o przesadzaniu. Oczywiście – nie ma co się oszukiwać – to jest związane z kosztami. Przesadzanie, zwłaszcza większych okazów, jest droższe i bardziej ryzykowne. Inwestor się boi, że nie dość, że wyda więcej pieniędzy, to jeszcze takie drzewo się nie przyjmie i spotka go jeszcze większy hejt. Bo tak się oto postarał, że finalnie i tak drzewo padło.
Naszym celem jest zachęcić deweloperów i pokazać im, że jest wiele już przetestowanych rozwiązań ekologicznych, które sprawdzają się w praktyce. Będziemy szczęśliwi, jeżeli zdecydują się na zastosowanie nawet najprostszych rozwiązań z tego przewodnika
Jak wyglądać powinien taki ekologiczny plan minimum?
Moim absolutnie subiektywnym wyborem byłby bluszcz na elewacjach. Elewacja to najbardziej niewykorzystany element budynku. Nie robi ona nic poza tym, że wygląda i odbija promienie słoneczne, nagrzewając się w ciągu lata. Posadzenie winobluszczu daje nam natomiast choćby chłód. Pamiętajmy, że dzisiaj nasze budynki zużywają więcej energii nie w zimie, kiedy się je dogrzewa, tylko właśnie latem – na ich chłodzenie i klimatyzację.
Coraz istotniejsze staje się więc ochranianie naszych budynków przed przegrzewaniem się w lato. Zielone ściany powodują też i to, że budynek staje się przyjemniejszy, a my jesteśmy bardziej zrelaksowani, bo przecież kolor zielony wpływa uspokajająco. Będąc przy przegrzewaniu, powiedziałbym, że punktem numer dwa jest malowanie dachów na jasne kolory. Biały – w przeciwieństwie do stosowanego najczęściej na dachach czarnego – odbija promienie słoneczne, dzięki czemu nie dochodzi do przegrzewania tej powierzchni.
Jeżeli projekt fizycznie i kosztowo na to pozwala, róbmy dachy retencyjne albo nawet z powierzchnią biologicznie czynną. Z badań wynika, że najlepszych rozwiązaniem w przypadku takich zielonych dachów jest sprzedanie ich użytkownikom ostatniego piętra, którzy zadbają o nie w trakcie suszy. Taki dach to także możliwość zarobku dla dewelopera. I właśnie w tym przewodniku mówimy deweloperowi: zarabiaj na ekologii, jeśli to tylko możliwe. Będzie to zarówno z pożytkiem dla ciebie, jak i naszej planety.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA