fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Gibraltar przechodzi na hiszpański

Hiszpania chce odzyskać Gibraltar ze względów historycznych, ale także, aby kontrolować wejście do Morza Śródziemnego oraz zablokować raj podatkowy i przerzut narkotyków
AdobeStock
307 lat po przejęciu przez Anglików terytorium po raz pierwszy stawia na integrację z Madrytem. Przez brexit.

Twardy rozwód Wielkiej Brytanii z Unią pod koniec tego roku staje się coraz bardziej prawdopodobny: rokowania w sprawie umowy o współpracy, która miałaby wejść w życie po wyjściu 31 stycznia 2020 r. królestwa ze Wspólnoty, drepczą w miejscu. Ale w ślady reszty królestwa nie zamierza pójść Gibraltar.

– Główny minister Fabian Picardo przyznał, że rozważa przystąpienie Gibraltaru do umowy z Schengen i unii celnej z UE – mówi „Rzeczpospolitej" Brian Reyes, redaktor naczelny „Gibraltar Chronicle", głównej gazety ukazującej się na tym terytorium.

Przeciw brexitowi

Taki scenariusz byłby krokiem ku poluzowaniu więzi z Wielką Brytanią i integracji z Hiszpanią. Londyn nie zgodził się w 2016 r. na idącą w tym kierunku propozycję Brukseli w sprawie Irlandii Północnej właśnie w obawie, że będzie to początek rozbicia królestwa. Jednak Gibraltar posiada odrębny system prawny w stosunku do Wysp Brytyjskich i Borisowi Johnsonowi trudno jest sprzeciwić się nawiązaniu przez „Skałę" – jak nazywa się Gibraltar – bliższej współpracy z Unią.

– Brytyjski rząd zobowiązał się, że nie podejmie żadnej decyzji w sprawie Gibraltaru wbrew jego mieszkańcom, także co do statusu po brexicie – mówi Reyes.

W referendum w 2002 r. 99 proc. Gibraltarczyków co prawda odrzuciło propozycję „dzielonej suwerenności" Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, ale w głosowaniu w 2016 r. 96 proc. głosowało za pozostaniem w Unii.

Utrzymanie bliskich relacji z Madrytem ma bowiem dla liczącego ledwie 6 km kw. terytorium żywotne znaczenie. Starsi mieszkańcy pamiętają katastrofalne skutki blokady, jaką w 1969 r. wprowadził Franco. Dopiero po jej zniesieniu wraz z przystąpieniem Hiszpanii do UE w 1986 r. zaczął się gospodarczy rozkwit Gibraltaru, który jest dziś bogatszy nawet niż Niemcy.

Na porozumieniu z wielu względów zależy także Hiszpanii. Jednym z nich jest możliwość rozwiązania konfliktów historycznych. Terytorium wpadło w ręce występującej w imieniu Habsburgów brytyjsko-holenderskiej floty w trakcie wojny o sukcesję hiszpańską w 1704 r. Choć ostatecznie po koronę w Madrycie sięgnęli Burbonowie (ich potomkiem jest obecny król, Filip VI), brytyjska suwerenność nad Gibraltarem została zgodnie z traktatem utrechckim z 1713 r. utrzymana.

Ale Hiszpanie uważają, że terytorium, które nie ma przedstawicieli w parlamencie w Westminsterze, jest zwykłą kolonią, która powinna wrócić do hiszpańskiej macierzy. W szczególności Madryt nie uznaje suwerenności Brytyjczyków nad 3-milowymi wodami wokół terytorium, które w uwagi na położenie w Cieśninie Gibraltarskiej mają strategiczne znaczenie. – Wody terytorialne nie zostały ujęte w traktacie utrechckim, dlatego regularnie przepływają przez nie hiszpańskie okręty, co wywołuje protesty Londynu – mówi Reyes.

Madryt uznaje też za bezprawną budowę lotniska w Gibraltarze w 1938 r., gdy Hiszpania była zajęta wojną domową, i to na terenie przyznanym czasowo w 1815 r., aby powstrzymać żółtą febrę.

Innym problemem są oszusta fiskalne. Madryt uważa, że Gibraltar to raj podatkowy, który podkrada mu miliardy dochodów fiskalnych. Zarejestrowanych jest tu 35 tys. (15 tys. zdaniem gibraltarskich władz) spółek offshore, które nie płacą podatków od zysku na hiszpańskim rynku.

Hiszpański as

– Hiszpanie dotąd uważali, że skoro Gibraltar jest kolonią, nie można go traktować jako strony w negocjacjach i nie zawierali umów o wymianie danych fiskalnych. Jedynym ich partnerem miał być Londyn – tłumaczy Reyes.

Teraz to się jednak może zmienić, bo socjalistyczny premier Pedro Sanchez zobaczył, że może sporo ugrać na różnicy w podejściu do Unii między Picardo a Johnsonem. Pod koniec lipca, ku oburzeniu hiszpańskiej prawicy, z głównym ministrem Gibraltaru spotkała się szefowa MSZ Arancha Gonzalez Raya. Dwa dni później Londyn wprowadził wymóg kwarantanny dla Brytyjczyków wracających z Hiszpanii, doprowadzając do ostatecznej ruiny sezon turystyczny w tym kraju (Brytyjczycy są najliczniejszą grupą zagranicznych turystów przyjeżdżających na hiszpańsie plaże). W Madrycie uznano to za zemstę za podjęcie przez Sancheza bezpośrednich kontaktów z Picardo.

Trwający od trzech wieków konflikt jest tak naładowany emocjami, że brytyjsko-hiszpańskie rokowania są prowadzone w największej tajemnicy. – Nic nie powiem – mówi „Rz" zwykle otwarty, wysokiej rangi hiszpański dyplomata.

Ale Hiszpania ma w tej grze asa: obietnicę Brukseli, że bez zgody Madrytu Unia nie zawrze żadnej nowej, całościowej umowy o współpracy z Wielką Brytanię. Dla Johnsona to może być nawet warte Gibraltaru.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA