fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Chińczycy kradną polskie znaki towarowe

Adobe Stock
Oszuści masowo rejestrują w Chinach marki polskiej żywności. Kradzież znaków towarowych to w Państwie Środka sposób na dochodowy biznes.

Nawet największe polskie firmy spożywcze padają w Chinach ofiarą oszustów. Ich znaki towarowe rejestrują w chińskim urzędzie znaków patentowych nieuczciwi pośrednicy albo firmy, które z takich kradzieży uczyniły sobie źródło dochodu.

Czytaj także: Polskie firmy tracą w Chinach znaki towarowe

Na stronie chińskiego urzędu znaków patentowych logo znanej polskiej spółdzielni mleczarskiej Mlekpol i logo marki Łaciate zarejestrowała na siebie chińska firma Yu Dan Dan. Markę Łowickie, zarówno nazwę, jak i charakterystyczne logo z kobietą w stroju łowickim, zarejestrował podmiot Zhe Jiang Meng Ba Xing Mao Yi Gu Fen You Xian Gong Si. Popularna marka makaronów Lubella, należąca do firmy Maspex, jest zarejestrowana na firmę Son Kyungsoo. Nie uchroniła się również Mlekovita, która swoje mleko i sery eksportuje na cały świat. Jej logo w różnych rozmiarach zarejestrowały na siebie aż trzy różne firmy, m.in. Miao Jiu Chang.

Niektóre chińskie firmy, które przywłaszczyły sobie polskie znaki towarowe, mają zarejestrowanych kilkadziesiąt albo i więcej marek. – To jest bardzo duży problem – przyznaje Jacek Strzelecki, ekspert ds. chińskiego rynku rolno-spożywczego. Brak rejestracji grozi nawet utratą praw do nazwy firmy lub produktu. – Gdy się przegląda chiński rejestr pod kątem polskich marek, widać, kto zrobił to dobrze, a kto markę na chińskim rynku stracił. Szokiem jest, że w tej drugiej grupie są często firmy z pierwszej ligi – mówi Strzelecki.

Chińczycy polują na atrakcyjne znaki w internecie, śledzą rejestry europejskich urzędów patentowych, popularne są też wizyty na chińskich targach branżowych, gdzie pierwszego dnia wszystkie stoiska zostają dokładnie obfotografowane.

– Często rejestracji polskiej marki w złej wierze dokonuje ktoś z jej chińskiego otoczenia, kto miał styczność z marką, np. dystrybutorzy, pośrednicy, a nawet pracownicy tych firm – mówi Marta Szmidt z kancelarii Szmidt & Partners.

Źródłem problemu jest zasada „first to file", czyli kto pierwszy zarejestruje znak handlowy, ten jest jego właścicielem w Chinach. Rozwinęła się więc masowa rejestracja znaków towarowych w złej wierze, by odsprzedawać prawa do nich właścicielom ze sporym zyskiem. Taki trolling to dziś bardzo dochodowy biznes. Firmy zarabiają na obracaniu cudzymi znakami towarowymi, są wręcz agencje, które zajmują się jedynie wyszukiwaniem znaków z potencjałem do „komercjalizacji".

W Polsce świadomość ryzyka wciąż jest znikoma, choć nasze interesy w Azji rosną. Eksport polskiej żywności do Chin sięgnął w ubiegłym roku 890 mln zł, a w tym wzrósł o 3 proc. mimo pandemii koronawirusa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA