fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Polska jest dziś pięć razy bogatsza niż w 1989 r.

Reporter
Polska jest dziś prawie pięć razy bogatsza niż 30 lat temu. Gospodarcza transformacja, mimo kosztów, okazała się udana.

W ubiegłym roku 81 proc. ankietowanych przez CBOS Polaków oceniało, że żyje na poziomie średnim lub dobrym (w tym bardzo dobrym), a zaledwie 19 proc. uważało, że żyje skromnie lub bardzo biednie. Dla porównania: w 1993 r., gdy CBOS pierwszy raz o to pytał, ponad połowa Polaków uważała się za biednych. Dobrze i bardzo dobrze żyło zaledwie 3 proc. respondentów.

Samochody ważniejsze od węgla

Ta zmiana w postrzeganiu warunków życia to odzwierciedlenie spektakularnego rozwoju polskiej gospodarki w minionych 30 latach.

Spowolnienie na razie zostało odwołane

Przeganiamy sąsiadów

Poziom zamożności liczony jako wartość PKB w przeliczeniu na jednego Polaka (w parytecie siły nabywczej) jest dziś prawie pięć razy większy niż 30 lat temu, a realna siła nabywcza produktu krajowego brutto przypadającego na jednego mieszkańca zwiększyła się trzykrotnie.

Schizofrenia w polskim przemyśle. Znamy majowy odczyt PMI

Czy to dużo? Według danych Eurostatu jesteśmy wciąż biedniejsi niż Czesi, Słowacy, Litwini i Estończycy. Udało się nam jednak przegonić Węgrów i Rumunów, choć w punkcie wyjścia byliśmy – biorąc pod uwagę siłę nabywczą PKB per capita – biedniejsi. Na tle tych krajów postkomunistycznych, które nigdy nie zintegrowały się z Europą Zachodnią, sukces był jeszcze większy. Ukraina, która w 1989 r. mogła pochwalić się nieco wyższym poziomem życia niż Polska, dziś jest o dwie trzecie uboższa.

dr Piotr Koryś: Odbicie po kryzysie

Bogacimy się

Bardzo ważne, że szybki wzrost PKB jest nie tylko statystycznym wskaźnikiem, ale przekłada się na nasze kieszenie. Widać to choćby po rosnącej sile nabywczej wynagrodzeń. Jeszcze w 1990 r. za przeciętną płacę (która wówczas wynosiła ok. 1 mln st. zł) można było kupić ok. 605 bochenków chleba czy 278 litrów benzyny. By kupić telewizor, trzeba było odkładać przez pięć miesięcy. Dziś przeciętna płaca starczy na trzy razy więcej chleba i benzyny, za jedną pensję możemy zaś kupić cztery telewizory z płaskim ekranem.

Mimo hiperinflacji na początku lat 90. nasze dochody rosły szybciej, jesteśmy więc po prostu coraz bogatsi, stać nas na więcej, podnosimy stopę życia, co dobrze obrazuje chociażby fakt, że po polskich drogach jeździ ponad 22,5 mln samochodów, 30 lat temu – było ich raptem 5,2 mln.

Wybuch aktywności

Zdaniem ekonomistów sukces polskiej gospodarki to splot wielu czynników, jednak najważniejsze, że praktycznie zawdzięczamy go sami sobie. – W każdym kraju, który przechodzi systemową zmianę, pojawia się tzw. recesja transformacyjna. W Polsce było to także nie do uniknięcia i robiliśmy wszystko, by była ona jak najmniejsza i jak najkrótsza – mówi prof. Stanisław Gomułka, który był w tamtych czasach jednym z doradców ekonomicznych rządu. – Spodziewaliśmy się upadku przedsiębiorstw, wzrostu bezrobocia, skoku inflacji, spadku PKB, itp.

To wszystko się stało, ale nie w takiej skali jak mogło. Rząd wiele robił na poziomie makroekonomicznym, a w skali mirkoekonomcznej zaskoczeniem i pozytywną niespodzianką było szybkie pojawienie się nowego sektora prywatnego, który rósł po 20–30 proc. przez kilka lat – podkreśla Gomułka.

– Taka eksplozja aktywności i przedsiębiorczości była w Polsce czymś wyjątkowym, czegoś takiego nie było w innych krajach postkomunistycznych – ocenia Bohdan Wyżnikiewicz. Jako szef jednego z pierwszych w Polsce think tanków ekonomicznych, na bieżąco śledził przekształcającą się gospodarkę. Nowo powstające firmy jakimś cudownym sposobem uzupełniły niedobory rynkowe (handel przeniósł się ze sklepów na ulice), a także zaczęły tworzyć miejsca pracy dla ludzi zwalnianych z niewydolnych przedsiębiorstw państwowych.

– Ważna też była wśród Polaków pewna świadomość, jaka szansa przed nami stoi, i jednocześnie gotowość do poświęceń, czyli społeczna zgoda, że przez chwilę musi być gorzej, by potem mogło być lepiej – mówi Wyżnikiewicz.

Wykorzystać szansę

Stanisław Gomułka dodaje, że równie ważna była zgoda polityczna i społeczna co do kierunku, w którym ma iść polska gospodarka. – Dla Polski takim kierunkiem od początku była zachodnia Europa. To była taka nasza kotwica, a po 1989 r. Europa też wyciągnęła do nas przyjazną rękę – ocenia prof. Cezary Wójcik z PAN.

– Odnieśliśmy bez wątpienia ogromny sukces, z którego możemy być dumni. Przez pierwsze 15 lat udało się nam zbudować fundamenty ekonomiczny i instytucjonalny, gwarantujące stabilność polityczno-gospodarczą. A przez następnych 15 lat, wykorzystywaliśmy szansę, jaką dała nam integracja z Unią Europejską – ocenia Wójcik.

Koszty też były

Koszty transformacji też oczywiście były – takie jak wysokie bezrobocie utrzymujące się przez lata, ucieczka w bierność zawodową, rozwarstwienie dochodowe społeczeństwa, itp. Prof. Cezary Wójcik zaznacza, że do dziś nie udało się do końca zreformować szkolnictwa wyższego, tak by było na poziomie światowym, czy wymiaru sprawiedliwości.

– Oczywiście nasza gospodarka szybko rosła przez ostatnich 30 lat, a Polacy byli beneficjantami tego wzrostu – przyznaje prof. Ryszard Bugaj z PAN. – Średnio PKB rosło o 4 proc. rocznie, ale to nie jest zawrotne tempo jak na kraj doganiający. Pojawiły się za to duże nierówności dochodowe, a za wzrost gospodarki w dużej mierze odpowiada kapitał zagraniczny, który teraz z tego tytułu odbiera swoją dywidendę – wylicza Bugaj. – Uważam, że mogliśmy pójść w Polsce inną ścieżką – zamiast kierunku neoliberalnego, można było postawić na społeczny, bardziej opiekuńczy kapitalizm. Myślę, że efekty byłyby podobne, koszty – mniejsze – zaznacza.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA