fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Turów pod napięciem

Kompleks Turów ma lokalne poparcie, ale budzi sprzeciw ekologów
Bloomberg News
Nowy blok węglowy w Elektrowni Turów ma działać do 2044 r., ale mnożą się przeszkody. Decydujące mogą być błyskawicznie rosnące koszty emisji CO2.

W należącej do Polskiej Grupy Energetycznej Elektrowni Turów, tuż przy granicy polsko-czesko-niemieckiej, ruszył właśnie nowy blok na węgiel brunatny. Warta niemal 4 mld zł netto inwestycja miała półroczne opóźnienie. Umowa na budowę instalacji została zawarta z konsorcjum firm: Mitsubishi Hitachi, Tecnicas Reunidas i Budimex jeszcze w 2014 r.

W międzyczasie warunki dla funkcjonowania bloków węglowych zmieniły się diametralnie, a zakładany przez PGE termin zakończenia eksploatacji jednostki, czyli rok 2044, wydaje się coraz mniej realny.

Mocny sprzeciw

Działalność kopalni i elektrowni Turów w Bogatyni wywołuje coraz większy sprzeciw ekologów, ale też Niemców i Czechów. Ci ostatni w lutym wnieśli skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE przeciwko Polsce, zarzucając jej nieprzestrzeganie unijnego prawa w trakcie postępowania o wydanie decyzji przedłużającej koncesję na działalność kopalni do 2026 r. Na dniach spodziewana jest decyzja TSUE dotycząca wniosku Czechów o zastosowanie środka tymczasowego w postaci natychmiastowego zamknięcia kopalni. Jednak nawet ekolodzy przyznają, że nie spodziewają się dla PGE aż tak drastycznej decyzji. – Nawet jeśli Trybunał odmówi zastosowania środka tymczasowego, to nie będzie przesądzać o sposobie rozstrzygnięcia skargi głównej. Na wyrok końcowy będziemy musieli poczekać pewnie dwa–trzy lata – wyjaśnia Dominika Bobek, radca prawny z Fundacji Frank Bold. W międzyczasie kopalnia Turów dostała już docelową koncesję – na eksploatację złoża do 2044 r.

Tak długie funkcjonowanie kompleksu może być trudne, zważywszy na rosnące bardzo dynamicznie ceny uprawnień do emisji CO2. W maju ceny te przekroczyły rekordowe 50 euro/t, a według niektórych prognoz jeszcze w tym roku mogą wzrosnąć do 70 euro/t. To potężny cios zwłaszcza dla elektrowni na węgiel brunatny, w których emisje są najwyższe.

Z drugiej strony już w przyszłym roku turoszowski kompleks może trafić do Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego. W efekcie problem zyskowności elektrowni, w tym też nowego bloku, spadnie bezpośrednio na barki państwa. – PGE zrzuci odpowiedzialność za tkwienie w nierentownej technologii węglowej. Związane z tym koszty poniesie całe społeczeństwo – twierdzi Katarzyna Kubiczek ze Stowarzyszenia Ekologicznego Eko-Unia. Zaznacza, że przedłużenie koncesji na wydobycie ze złoża Turów do 2044 r. w praktyce wyklucza cały region zgorzelecki z dostępu do środków unijnych na sprawiedliwą transformację.

Listy poparcia

Za utrzymaniem kompleksu energetycznego w Bogatyni opowiadają się natomiast mieszkańcy tego regionu. Rozpoczęli właśnie akcję wysyłania kartek do szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Apelują o wrażliwość społeczną oraz zrozumienie polskiej specyfiki. PGE jest w tym regionie największym pracodawcą. - Aby Europejski Zielony Ład był rzeczywistą, nową strategią rozwoju, transformacja powinna przebiegać na zasadzie ewolucji, a nie rewolucji. Powinna być dobrze zaplanowana, rozłożona w czasie i nie może skutkować utratą źródła dochodu i ubóstwem tysięcy mieszkańców regionu – argumentuje Wojciech Dobrołowicz, p.o. burmistrza Bogatyni.

PGE zapowiedziała już inwestycje w transformację regionu na kwotę ponad 2 mld zł. Wśród nich są farmy wiatrowe i fotowoltaiczne, magazyny energii oraz nowa elektrociepłownia. Koncern rozpoczął też międzynarodową kampanię informacyjną, która ma zwrócić uwagę polityków w Brukseli na niepewny los społeczności regionu, uzależnionego od działalności kompleksu Turów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA