fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Niepewne rosyjskie dostawy

Fotorzepa, Andrzej Cynka
Przesył ropy rurociągiem Przyjaźń obarczony jest zagrożeniami, z którymi spółki muszą sobie radzić.

Do dziś polskie rafinerie nie rozliczyły w pełni ubiegłorocznych strat wynikających ze skażenia chlorkami organicznymi ropy przesyłanej z Rosji rurociągiem Przyjaźń.

Wykrycie brudnego surowca spowodowało wówczas wstrzymanie dostaw ze Wschodu na 46 dni, co wpędziło nasze rodzime firmy w niemałe kłopoty. Orlen przypomina, że wystąpił do rosyjskich dostawców o odszkodowania. Obejmują one m.in. dodatkowe koszty poniesione w związku z przerobem brudnego surowca czy pozyskaniem czystej, nieskażonej ropy w celu utrzymania ciągłości przerobu. Z kolei Lotos podaje, że w najbliższym czasie przedstawi drugiej stronie swoje stanowisko w zakresie wysokości rekompensat.

Białoruski tranzyt

Polskie koncerny żądają zadośćuczynienia, mimo że poradziły sobie z brudną ropą. – W tym czasie Orlen, dzięki m.in. wdrożonej strategii dywersyfikacji dostaw, a także wykorzystaniu zapasów operacyjnych i infrastrukturze, takiej jak kawerny w IKS Solino, dysponował zasobami, które wystarczały do utrzymania produkcji na założonych wcześniej poziomach i pomocy w udrożnieniu systemu przesyłowego – twierdzi biuro prasowe spółki. – Realizując politykę zaopatrzenia w ropę, wykorzystując w tym również swoje położenie geograficzne, Grupa Lotos jest bardzo dobrze przygotowana na sytuację ewentualnego ograniczenia lub wstrzymania tłoczeń rurociągiem – mówi Adam Kasprzyk, rzecznik Lotosu.

Wkrótce polskich spółek może dotknąć kolejny problem. Aleksander Łukaszenko, prezydent Białorusi, zapowiedział, że jego kraj, w przypadku niedostarczenia przez Rosję zakontraktowanej ilości ropy dla swoich dwóch rafinerii, zacznie pobierać surowiec przesyłany tranzytem do zachodnich odbiorców. Mimo że na razie taka sytuacja nie ma miejsca, to ryzyko jej wystąpienia jest realne.

– Ropa przesyłana infrastrukturą PERN nominowana jest przez Transnieft – rosyjskiego operatora ropociągu sieci przesyłowych. Nie mamy informacji, aby ilości napływające do Adamowa (miejscowość przy granicy z Białorusią, w której znajduje się przepompownia ropy – red.), odbiegały od tych, które zamówili nasi klienci u dostawców rosyjskich – informuje nas PERN, do którego należy polski odcinek Przyjaźni. Jednocześnie zaznacza, że nie jest stroną umów handlowych pomiędzy dostawcami a odbiorcami przesyłanej ropy.

Rozmowy trwają

Białoruś chciałaby też skorzystać z polskiej infrastruktury przesyłowej do pozyskania innej ropy niż rosyjska. Pojawiła się zwłaszcza propozycja jej transportu statkami do terminalu w Gdańsku, a stamtąd rurociągiem przez Płock do granicy z Białorusią. Na razie nie jest to jednak możliwe. PERN tłumaczy, że wprawdzie odcinkiem Gdańsk–Płock można zapewnić transport w dowolnym kierunku, ale za to odcinek Płock–Adamowo nie ma dziś takich możliwości. Poza tym spółka musi przede wszystkim zabezpieczać dostawy do swoich obecnych klientów – głównie więc polskich i niemieckich rafinerii. Niezależnie od tego prowadzone są rozmowy z Białorusinami. – Odbyło się spotkanie służb techniczno-eksploatacyjnych PERN i Gomeltransneft, operatora białoruskiego, dotyczące bieżącej współpracy – podaje PERN. Szczegółów nie ujawnia.

Polskie rafinerie uważają, że jednym z najskuteczniejszych sposobów uchronienia się przed zagrożeniami ze Wschodu jest dywersyfikacja dostaw. Orlen cel ten realizuje poprzez współpracę biznesową z firmami spoza Europy, w tym z Afryki, Zatoki Perskiej i USA. Lotos zwraca z kolei uwagę na korzystne położenie. Dostęp do morza stwarza grupie możliwość elastycznego podejścia i zakupu szerokiej gamy różnych gatunków ropy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA