fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Arabia Saudyjska: Potknięcie, czy błąd arabskiego Buffeta

Książę Al-Waleed bin Talal
Flickr, Presidency Maldives
Minął tydzień od aresztowania o wielkiej skali w stolicy Arabii Saudyjskiej. I oprócz zarzutów o bliżej nieokreśloną korupcję, nadal nie wiadomo, jaki był powód tak spektakularnej akcji. Aresztowano 11 nietykalnych dotychczas książąt oraz 38 wysokich urzędników i przedsiębiorców.

Największe emocje budzi nadal, że wśród zatrzymanych, to prawda w luksusowych warunkach w hotelu Ritz Carlton, jest książę Al-Waleed bin Talal, nazywany arabskim Warrenem Buffetem. Mnożą się spekulacje na temat powodów, z jakich znalazł się w grupie aresztowanych. Przecież popierał księcia — następcę trony Mohammeda bin Salmana, który kilka miesięcy temu zrobił chociażby to, o co Al Waleed zabiegał od dawna — zezwolił kobietom na prowadzenie samochodów. Ale konserwatywną politykę, zwłaszcza wobec kobiet Al Waleed krytykował już od dawna. Jego czwarta żona, księżniczka Amira, była chyba jedyną osobą w królestwie, która pojawiała się publicznie bez hidżabu obowiązkowo zakrywającego głowę.

Własna polityka

Podczas szczytu OPEC w Rijadzie w 2007 roku książę z otwartością przyjmował grupkę kilkorga zagranicznych dziennikarzy zaproszonych przez kartel. Po wjeździe na jedno z najwyższych pięter wieżowca Kingdom Holding Company dziennikarki zachęcono do zdjęcia nie tylko hidżabów, ale i abaji, bez których nie mogłyśmy się poruszać w publicznych miejscach. Jeszcze pod budynkiem Kingdom Holding policja polityczna pokrzykiwała na nas „Woman! Woman! Cover! Cover! ”, kiedy tylko spod hidżabu wymknął się nawet mały kosmyk włosów. Tymczasem kobiety pracujące u Al Waleeda były w mini bądź obcisłych spodniach. Sam Al Waleed przyjął nas wtedy także w bardzo cywilnym ubraniu, miło rozmawiał. Pytany o inwestycje mówił, że kilkakrotnie zdarzyły mu się małe pomyłki, ale błędów nie popełnił. Stąd konsekwencja w budowaniu majątku, który zresztą chciał rozdzielić na świecie. Chętnie opowiadał o tym, jak lubi pracować z kobietami, opowiadał o Hanadi Al Hindi, pierwszej kobiecie, która w Arabii Saudyjskiej otrzymała licencję pilota samolotów pasażerskich. W sieci natychmiast pojawily się jej zdjęcia z kokpitu Jumbo B747 należącego do Al Waleeda, ale tak naprawdę nikt nie widział, czy rzeczywiście samolot pilotowała. Natomiast Al Waleed jak najbardziej, bo także jest pilotem. Pojawiły się również pogłoski, że kupił także Airbusa A380, po królewsku go wyposażył, ale nigdy nie odebrał. Podobno stoi gdzieś zaparkowany na płycie na jednym z lotnisk należących do Airbusa.

Prowadził także swoją własną politykę zagraniczną. W 2001 roku, po zamachach lotniczych natychmiast poleciał do Nowego Jorku i chciał wręczyć burmistrzowi miasta Rudy Giulianiemu czek na 10 mln dolarów. Gest był bardzo kontrowersyjny, chociaż miał Amerykanów przekonać, że Arabia Saudyjska potępia zamachy. Chociaż nikt nie miał wątpliwości, że za zamachami stali terroryści pochodzący właśnie z Arabii Saudyjskiej. Dodatkowo Giuliani uznał, że Al Waleed dając mu czek uśmiechnął się ironicznie.

Natomiast kiedy rząd w Rijadzie dyskretnie milczał, gdy ówczesny kandydat na prezydenta, Donald Trump zapowiadał wprowadzenie kategorycznego zakazu wjazdu do USA wszystkich obywateli państw muzułmańskich, Al Waleed nie obawiał się napisać wprost, że Donald Trump jest nieszczęściem dla Ameryki. Tę retorykę zmienił, kiedy został on wybrany rezydentem. Administracja zakaz wjazdu obywateli z kilku krajów arabskich wprowadziła, jednak okazał się on bardzo kulawy.

Nie tylko po tatusiu

Kiedy Saudyjczycy weszli na ścieżkę sporów z Iranem, Al Waleed natychmiast poparł politykę Rijadu i wycofał się z inwestycji w tym kraju.

Przy tym bogactwo księcia, który znajduje się od kilku lat w trzeciej dziesiątce najmajętniejszych ludzi na świecie (szacowane jest na 19 mld dol. przez „Forbesa” i na 30 mld dol. przez Bloomberga), inaczej niż jego kraju, wcale nie było oparte na inwestycjach w wydobycie ropy, ale na mocno zróżnicowanych przedsięwzięciach. Do wniosku, że tak powinna być prowadzona gospodarka kraju doszedł dopiero kilka miesięcy temu książę Mohammed, który zaplanował jej dywersyfikację do 2030 roku, kiedy już zapewne będzie nie następcą tronu, ale królem Arabii Saudyjskiej.

Książe był i nadal jest bajecznie bogaty. Co ciekawe wcześniej, zanim doszło do jego zatargu z Donaldem Trumpem, a przyszły prezydent miał potężne kłopoty finansowe, Al Waleed odkupił od niego jacht i kilka nieruchomości ratując go przed bankructwem. Nie przeszkodziło to obecnemu prezydentowi USA wyśmiewać bogactwo Al Waleeda, że byłby nikim, gdyby nie pieniądze po tatusiu. Prawdą jest, że swoją działalność jako przedsiębiorca rozpoczynał z 30 tysiącami dolarów, które mu podarował jego ojciec, zresztą były minister finansów Arabii Saudyjskiej. Do tego tata Al Waleeda dorzucił mu jeszcze jeszcze 300 tys. pożyczki. Prawdą jest również, że budowa jego bogactwa rozpoczęła się od saudyjskiego rynku nieruchomości i kilku innych przedsięwzięć, w których był osobą wprowadzającą zagranicznych inwestorów. Saudyjskie prawo tak stanowi: zagraniczny biznes musi mieć miejscowego partnera. A potem budowa majątku potoczyła się już jak kula śniegowa i dla nikogo nie jest tajemnicą, że to Al Waleed i jego pieniądze uratowały np. Citigroup w 1991. Potem jeszcze pojawiły się inwestycje w Apple Google, sieć hoteli Four Seasons czy luksusowy Georges V w Paryżu. Zaprzyjaźnił się z politykami i głowami koronowanymi. Żonie brytyjskiego następcy tronu, księżnej Camilli, podarował pierścionek wyceniany na 1,5 mln dolarów, więc nikt się nie dziwił, że został zaproszony na ślub Kate Middleton i księcia Williama. Ma jeszcze potężną sieć telewizyjną i medialną firmę Rotana, która spokojnie i rzeczowo informuje teraz o aresztowaniach. „Wszystkie firmy Kingdom Holding Company działają normalnie” brzmiał komunikat natychmiast po aresztowaniach.

Nie jest więc wykluczone, że dla panujących w Rijadzie stał się po prostu zbyt wpływowy, a nowi władcy chcieli kraj poukładać po swojemu. Na razie tracą saudyjskie firmy, których jest właścicielem bądź udziałowcem. A wielkim znakiem zapytania jest to, jak z tego kryzysu wyjdzie nie tylko sam książę Al Waleed, bo zapewne wyjdzie. Ale przede wszystkim jak wybrną z obecnej sytuacji saudyjskie władze, które muszą zachęcić inwestorów do wsparcia przebudowy ich gospodarki. Bo nikt nie ma wątpliwości, że będą chętni na akcje naftowego giganta Aramco, który wkrótce znajdzie się na giełdzie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA