fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Mocne słowa o Ryanairze i Airbnb: „Niszczą europejskie miasta”

Władze Amsterdamu obawiają się, że turyści przyjeżdżają do miasta tylko, by imprezować, a nie zwiedzać
Wikimedia, Michal Osmenda
Władze Amsterdamu ostro krytykują Ryanaira i Airbnb, twierdząc, że przyczyniają się one do wyludniania się europejskich miast. Ryanair nie pozostaje dłużny.

W trakcie World Tourist Forum w Lucernie szef marketingu Amsterdamu, Frans van der Avert, ostro zaatakował tanie linie lotnicze i platformę Airbnb, oferującą noclegi w prywatnych domach. Zdaniem van der Averta, tanie linie, w szczególności Ryanair, oraz Airbnb szkodzą miastom.

- Wielu turystów nie szanuje naszego miasta i jego charakteru. Tani przewoźnicy są tu przyczyną, a pasażerowie Ryanaira są najgorsi – mówił van der Avert. Stwierdził także, że Amsterdam nie wydaje już w ogóle pieniędzy na promocję, skupiając się raczej na podnoszeniu jakości usług dla turystów, niż napędzaniu ruchu.

- Chcemy turystów, których naprawdę interesuje Amsterdam, a nie tych, dla których pobyt w mieście jest pretekstem do imprezowania – wyjaśniał van der Avert.

Szef amsterdamskiego marketingu skrytykował też Airbnb, platformę, na której można znaleźć noclegi oferowane w prywatnych domach. Zwrócił uwagę, co podnoszą też władze innych miast, że ludzie oferujący noclegi za pośrednictwem Airbnb profesjonalizują się i kupują mieszkania specjalnie, by je wynajmować. W ścisłym centrum Amsterdamu jest już tyle ofert, że grozi to wyludnieniem tej części miasta.

Van der Avert zwrócił uwagę, że nadmiar „tanioliniowych” turystów to nie tylko problem Amsterdamu, ale także Barcelony, Pragi czy Dubrownika. Te miasta też zmagają się z kłopotami wynikającymi z napływu turystów zainteresowanych tanią rozrywką.

Na odpowiedź Ryanaira nie trzeba było długo czekać. Kenny Jacobs, szef marketingu Ryanaira w komunikacie prasowym podkreślił, że linia ma tylko dwa połączenia do Amsterdamu i przewiozła do tego miasta 525 tysięcy ludzi, z czego połowę stanowili Holendrzy.

- Jeżeli pan van der Avert sądzi, że Amsterdam przyciąga tylko imprezowych turystów, to nie powinien krytykować ich, tylko ludzi odpowiedzialnych za organizowanie turystyki w Amsterdamie, którzy najwyraźniej nie potrafią przyciągnąć innych gości niż imprezowiczów – stwierdził Jacobs.

W zeszłym roku Amsterdam odwiedziło 17 milionów turystów. Ta liczba wzbudza już niechęć mieszkańców, domagających się od burmistrza zaprzestania „dysneylandyzacji” (od Dysneylandu) miasta. Zdaniem lokalnej społeczności historyczne centrum Amsterdamu jest tak opanowane przez turystów, że nie da się tam już żyć.

Z podobnymi problemami mierzy się Kraków. Kilka lat temu nie było tygodnia bez doniesień o angielskich turystach, którzy w weekendy bawili się w nim bez umiaru, korzystając z taniego piwa. Obecnie historyczne Stare Miasto i Kazimierz (najpopularniejsze wśród turystów krakowskie dzielnice) w weekendowe wieczory są wypełnione turystami, jednocześnie maleje liczba mieszkańców – w 2004 w obrębie Starego Miasta mieszkało prawie 49 tys. ludzi, a w 2014 roku już tylko 35 tysięcy.

Amsterdam podjął już kroki mające ograniczyć ruch turystyczny. Rok temu burmistrz Eberhard van der Laan publicznie apelował do turystów, by nocowali w innych miastach. Wprowadził też ograniczenia dla ludzi zarabiających na Airbnb – każdy musi się zarejestrować i spełnić pewne, dość jednak liberalne, warunki. Lokal może być wynajmowany maksymalnie 60 dni w roku i najwyżej czterem osobom. Każdy, kto się nie dostosuje dostanie wysoki mandat w wysokości do 20 tys. euro.

Miasto zamierza też promować okoliczne miejscowości oraz ogłosiło zakaz budowy nowych hoteli w centrum.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA