fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Michał Szułdrzyński: PiS myli Strasburg z Petersburgiem

Fotorzepa
Gdy prawica porównuje PO do kolaborantów lub targowicy, jej wyborcy mogą uznać, że UE to III Rzesza lub Rosja z XVIII w., która dąży do anihilacji Polski.

Po głosowaniu w Parlamencie Europejskim, podczas którego sześciu posłów PO zagłosowało za rezolucją wzywającą do nałożenia sankcji na Polskę, Platforma znalazła się w głębokiej defensywie.

Czym innym jest bowiem krytyka działań własnego rządu na forum UE (robił to swego czasu także PiS), czym innym zachęcanie UE, by zmusiła PiS do wycofania się z pewnych działań, a czymś zupełnie innym głosowanie za rezolucją, której efektem mogą być sankcje dla Polski.

Część polityków PO tłumaczy, że głosowali nie przeciwko Polsce, ale przeciwko rządowi PiS. Sęk w tym, że unijne sankcje uderzyłyby w Polskę, a nie w rządzące Prawo i Sprawiedliwość. To nie PiS przestałoby dostawać środki strukturalne, to nie partia Jarosława Kaczyńskiego zostałaby pozbawiona głosu na posiedzeniach Rady Europejskiej, to Polska straciłaby fundusze i prawo do artykułowania swoich racji na forum UE.

Dobrze to zrozumiała większość eurodeputowanych PO, którzy (podobnie jak posłowie lewicy) wstrzymali się od głosu, czy jak PSL, które po prostu nie wzięło udziału w głosowaniu. Fakt, że aż sześciu polityków PO poparło tę rezolucję (w której sprawę Trybunału Konstytucyjnego, ustaw o sądownictwie pomieszano z wycinką puszczy, Marszem Niepodległości czy bezpłatną antykoncepcją), pokazuje, jak pogubiona jest w swej strategii największa partia opozycyjna. I jak łatwo wpadła w pułapkę, którą jest niezrozumienie różnicy pomiędzy krytyką przeciwników a podejmowaniem działania, które na końcu szkodzi interesowi kraju, z którego pochodzą.

Nic więc dziwnego, że Grzegorz Schetyna próbował kontrataku. Zgłoszenie wniosku o konstruktywne wotum nieufności wobec Beaty Szydło jest pułapką zastawioną na PiS.

Jest bowiem tajemnicą poliszynela, że Jarosław Kaczyński jest coraz bliższy decyzji o zajęciu fotela premiera. Wniosek Platformy krzyżuje nie tylko plany wymiany premiera, ale komplikuje też nawet mniejszą rekonstrukcję rządu, ponieważ oznaczałyby one, że Jarosław Kaczyński realizuje scenariusz pisany mu przez Grzegorza Schetynę. Na to zaś PiS nigdy się nie zgodzi.

Nic więc dziwnego, że na propozycję Schetyny partia rządząca zareagowała oburzeniem. Tyle tylko, że krytykując Platformę – nie tylko za środowe głosowanie, ale w ogóle za podnoszenie sprawy Polski w Parlamencie Europejskim – PiS popełnia trzy błędy. Po pierwsze, sam „donosił na Polskę", gdy był w opozycji i usiłował zainteresować PE wyborami samorządowymi czy katastrofą smoleńską, choć miało to charakter symboliczny, bo nie miał możliwości przeforsowania żadnej rezolucji.

Po drugie, dochodzi tu do inflacji słów. Podłość, obrzydliwość, łajdactwo, kolaboracja, hańba, Targowica – krzyczy prawica. To jednak nie tylko psucie języka i sprowadzenie sprawy do sporu dobra ze złem.

Używanie słów o kolaboracji, zdradzie czy targowicy ma jednak swoje konsekwencje. Może bowiem utwierdzać w elektoracie PiS przekonanie, że Unia Europejska jest obcym i szkodliwym dla Polski mocarstwem. Jeśli politycy opozycji są kolaborantami – to znaczy, że porównujemy Unię do III Rzeszy lub zaborców. Gdy ktoś mówi o Targowicy, uważa, że znajdujemy się dziś w takiej sytuacji, jak w drugiej połowie XVIII wieku, a Strasburg staje się drugim Petersburgiem. Czy PiS rzeczywiście uważa UE za wroga, który zmierza do rozbioru Polski? Jeśli tak, niech powie to głośno.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA