fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

ZNP chce przerwać rządową grę na czas

Fotorzepa/ Andrzej Bogacz
Związkowcy domagają się od rządu jak najszybszego podjęcia działań zmierzających do zakończenia strajku.

Przepychanki między rządem z strajkującymi nauczycielami trwają już piąty dzień. I nic nie wskazuje na to, że szybko się zakończą. Rząd nadal próbuje przeczekać moment najsilniejszego oporu ze strony pedagogów. A zlekceważeni i konsekwentnie ignorowani nauczyciele powoli tracą ducha walki.

W tej sytuacji, mimo wcześniejszych zapowiedzi, Związek Nauczycielstwa Polskiego zdecydował o niezawieszaniu działań na okres świąt. – Prezydium Zarządu Głównego ZNP podjęło uchwałę o kontynuowaniu strajku – powiedział podczas konferencji prasowej Sławomir Broniarz.

Związkowcy słusznie obawiają się, że przez czas świąt protest się rozmyje i po świętach większość nauczycieli wróci do pracy. Wówczas okazałoby się, że cały wysiłek poszedł na marne i po miesiącach przygotowań strajk okazał się kapiszonem.

Broniarz tłumaczył, że taką samą formę strajk ma przyjąć także w okresie matur – o ile do tej pory nie zostanie podjęta decyzja o zaprzestaniu strajku. A ta możliwa jest tylko wtedy, gdy dojdzie do konkretnych rozmów z rządem. Dlatego też ZNP, widząc że samo strajkowanie nic nie daje, wystąpił do premiera Mateusza Morawieckiego z postulatem, by zapowiadany przez niego okrągły stół w sprawie sytuacji w oświacie odbył się nie po świętach, ale jak najszybciej. Chcą także szybkiego powołania mediatora.

Trudno jednak podejrzewać, że stronie rządowej będzie także zależało na przyspieszeniu prac. Wygląda na to, że fakt, iż egzaminy gimnazjalne przeszły niemal gładko (tylko w trzech placówkach pierwszego dnia się one nie odbyły), dla rządu oznacza marsz ku wygranej. Politycy PiS wiedzą także, że kalendarz działa na ich korzyść. W poniedziałek ruszają egzaminy ósmoklasistów i wszystko także wskazuje na to, że uda się je przeprowadzić. W okresie egzaminów inne dzieci szkolne i tak z reguły mają wolne, więc rodzice nawet nie będą w stanie naciskać na nauczycieli, by ci wrócili do pracy. A od czwartku i tak w szkołach zaczynają się ferie wielkanocne.

Jeśli więc do okrągłego stołu doszłoby po świętach, po stronie społecznej zasiądą w nich zniechęceni i mniej pewni siebie nauczyciele. A tacy będą mniej oponować przedstawianym rozwiązaniom.

Ale to ryzykowna strategia. Znów pojawiająca się w mediach minister edukacji Anna Zalewska wciąż działa na nauczycieli jak płachta na byka. A jej tłumaczenie, że w szkołach nie ma kryzysu (mimo, że 2 mln dzieci od tygodnia nie chodzi do szkoły) powoduje, że nauczyciele nie są aż tak skorzy do rezygnacji z protestu.

Niewykluczone też, że siły mogą im dodać organizowane w wielu miastach manifestacje poparcia „Światełko z wykrzyknikiem dla nauczycieli”. Pomóc im może także utworzony we czwartek Fundusz Strajkowy zbierający fundusze dla pedagogów. Ma to być forma rekompensaty za utracone w okresie powstrzymywania się od strajku wynagrodzenie. Jeśli rzeczywiście w ten sposób uda się utrzymać gotowość strajkową, rząd może przychylić się do pomysłu szybszego spotkania ze związkowcami.

Przeciąganie protestu w czasie to także problem z maturami. Coraz więcej szkół średnich informuje, że jeśli będzie się on przedłużał, uczniowie mogą być nieklasyfikowani i tym samym nie dopuszczeni do egzaminu. - Tam, gdzie rady pedagogiczne podejmują uchwały o nieklasyfikowaniu, siłą rzeczy nie będzie klasyfikacji uczniów w tym czasie - mówił Broniarz w czasie konferencji.

- Nauczyciele mają prawo do strajkowania, ale uczniowie mają prawo do spokojnego przeprowadzenia egzaminów. Oni nie powinni być traktowani tak, żeby wśród nich panował niepokój – mówiła podczas konferencji rzeczniczka PiS Beata Mazurek. Tłumaczyła, że ze strony opozycji jest to wykorzystywanie uczniów jako „paliwa przedwyborczego”.

Także Anna Zalewska nie bierze pod uwagę tego, że uczniowie mogą nie być dopuszczeni do matury. Podczas konferencji prasowej mówiła, że „sobie tego nie wyobraża”. Nieoficjalnie mówi się, że w razie gdy nie zostanie przeprowadzona klasyfikacja, zostanie wydana ustawa, która będzie klasyfikowała uczniów zamiast rady pedagogicznej.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA