fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy Rzeczpospolitej

Nowe paragrafy dla miejskiej mobilności

Uber od jesieni ma być traktowany jak taksówka
shutterstock
Rok 2020 może okazać się kluczowy dla operatorów i użytkowników niektórych pojazdów. Nowe przepisy zmienią bowiem reguły dla parataksówek i hulajnóg.
Resort infrastruktury opracował nowy projekt nowelizacji prawa o ruchu drogowym. Regulacje dotyczące tzw. urządzeń transportu osobistego (UTO) to kluczowe przepisy dla funkcjonowania współdzielonych hulajnóg. Wszystko wskazuje na to, że takie elektryczne jednoślady będą traktowane jak rowery. Uwagi do projektu będzie można składać do 15 czerwca.

Hulajnoga jak rower

Proponowana nowela z maja br., zmieniająca nieco zapisy poprzedniego, ubiegłorocznego projektu, trafiła do uzgodnień międzyresortowych oraz konsultacji społecznych. Ustawa zakłada, że UTO będą objęte definicją roweru, a zatem będą traktowane przez prawo jako właśnie taki pojazd. To oznacza, że poruszający się na e-hulajnogach będą musieli jeździć po ścieżkach rowerowych, a użytkownik – choć zapewne nie będzie musiał posiadać karty rowerowej (w tym aspekcie są jednak wątpliwości interpretacyjne) – powinien mieć co najmniej dziesięć lat.
UTO ma być typowym pojazdem miejskim, jednak nie w każdej miejscowości jest wystarczająca sieć ścieżek rowerowych. Dlatego projektodawca zdecydował, że – jeśli nie ma drogi dla rowerzystów – należy przemieszczać się jezdnią. Jeżeli maksymalna dopuszczalna prędkość na tym pasie ruchu nie przekracza z kolei 30 km/h. Jeśli ten warunek nie jest spełniony, a ruch samochodowy jest szybszy niż wspomniane 30 km/h, użytkownik UTO będzie mógł skorzystać z chodnika. Warto wspomnieć, że poza obszarem zabudowanym jazda poboczem nie będzie dozwolona.
Ministerstwo Infrastruktury określiło dopuszczalne wymiary pojazdu (nie może być on szerszy niż 90 cm i dłuższy niż 125 cm), ale nie ograniczyło jego wagi (wcześniej miało to być do 20 kg). Wprowadzono natomiast limit prędkości, z jaką może poruszać się taki „elektryk" – ustalono, że maksymalnie powinien on rozwijać prędkość do 25 km/h. Przy czym w projekcie zapisano, że podczas jazdy chodnikiem nie wolno poruszać się szybciej niż piesi. To oni będą mieli pierwszeństwo, a kierujący jednośladem – podczas przemieszczania się po pasach – będzie musiał zejść z pojazdu i go przeprowadzić (tak jak rower). Co ciekawe, na UTO nie będzie można przewozić ładunków. Zatem popularne za granicą jednoślady dla różnego rodzaju służb i kurierów w Polsce nie znajdą zastosowania.
Zmiany w nowym projekcie ustawy względem tego ubiegłorocznego są jedynie kosmetyczne. Możliwie jak najszybsze wdrożenie regulacji jest w interesie branży współdzielonych jednośladów, bo wreszcie ten nowy środek transportu zostanie dostrzeżony przez prawo. Eksperci już w 2019 r. alarmowali, że znowelizowany kodeks drogowy, zamiast tworzyć ramy do rozwoju tego alternatywnego dla aut czy rowerów środka transportu, stanie się hamulcem dla dynamicznie rosnącej branży UTO. Jeden z kontrowersyjnych zapisów, dotyczących wagi urządzenia, został jednak zniesiony i dziś zasadniczych barier dla operatorów nie ma. Firmy na dostosowanie się do zmian otrzymają pół roku od wejścia w życie ustawy.

Uber jak taksówka

Rewolucyjne zmiany czeka zaś rynek przewozów. Chodzi o uregulowanie parataksówek, czyli np. pojazdów, zamawianych przez aplikację i internetowych platform łączących kierowców z pasażerami, jak Ubera i Bolt, które zdominowały ten rynek, wymykając się jednocześnie dość anachronicznym przepisom ustawy o transporcie.
Prawo uchwalone w maju ub.r. kompletnie przebudowało rynek. Okres przejściowy na dostosowanie się do radykalnych zmian mijał 1 kwietnia, ale – z uwagi na fakt, że wypadło to w czasie pandemii, a branża nie była gotowa do nowego otwarcia – rząd zdecydował się przedłużyć go do końca września.
W skrócie: ustawa obliguje kierowców m.in. takich firm jak Uber czy Bolt do posiadania licencji taksówkarskich. Licencje muszą mieć też operatorzy aplikacji pośredniczących w przewozach. Choć znowelizowane prawo łagodzi dostęp do zawodu – zniesiono np. obowiązek posiadania taksometru i kasy fiskalnej, które można zastąpić aplikacją – to ułatwienia pozostały na papierze. Wciąż brakuje bowiem rozporządzenia o aplikacji mobilnej do rozliczania opłaty za przewóz osób oraz rozporządzenia o kasach rejestrujących mających postać oprogramowania. To dlatego w praktyce od początku 2020 r. kierowcy nie byli w stanie uzyskać licencji taxi, a bez niej nie mogli od początku kwietnia wozić pasażerów. Branża ostrzegała, że w efekcie z ulic mogło zniknąć nawet co drugie auto wożące klientów. Koło ratunkowe rzucone przez rząd sprawi, że kierowcy nadal będą mogli otrzymywać zlecenia od platform, które nie zdążyły na czas uzyskać licencji pośrednika, i odwrotnie – pośrednicy przekażą zlecenie kierowcy bez licencji taxi. Zawieszono też na czas trwania stanu epidemii konieczność wykonywania badań lekarskich i psychologicznych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA