Hanna Gronkiewicz-Waltz w środę po 14.00 na konferencji prasowej poinformowała, że wydała zakaz organizacji Marszu Niepodległości w Warszawie.

Michał Boni nazwał zakaz Marszu "ważną decyzją, trudną i mądrą". "Teraz organizatorzy i policja zgodnie procedurą muszą przedstawić argumenty: że będzie bezpiecznie, lub jest zagrożenie! Bezpieczeństwo mieszkańców najważniejsze!" - napisał na Twitterze.

Decyzję Gronkiewicz-Waltz chwalił też Borys Budka. - W poprzednich latach do różnych incydentów podczas Marszu Niepodległości dochodziło. A w tym roku doskonale wiemy, że kilkadziesiąt procent policjantów jest na zwolnieniach L4. Że Komendant Główny Policji próbuje to jakoś łatać specjalnymi dodatkami. Być może okazało się, że policja nie jest w stanie zapewnić pełnego spokoju i bezpieczeństwa w Dzień Niepodległości - powiedział w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl.

Część polityków opozycji skrytykowała jednak decyzję.

"Jestem antyfaszystką. Przeciwniczką skrajnej prawicy, wrogiem nacjonalizmu. Jestem też zwolenniczką demokracji i wolności słowa. Jeśli chcemy wyrugować rasizm i nienawiść z życia publicznego to nie zakaz drogą. A edukacja i zrozumienie strachów" - napisała na Twitterze Barbara Nowacka z Inicjatywy Polskiej, koalicjanta PO w wyborach samorządowych.

Również Piotr Misiło z Nowoczesnej, także koalicjanta PO, stwierdził, że choć "jest antyfaszystą", "nie toleruje zachowań Międlara i spółki" to nie zgadza się z decyzją Hanny Gronkiewicz-Waltz.