Po kilku rozmowach ze znajomymi na temat przyszłych wyborów prezydenckich byłem trochę skołowany. Wielu z nich, w skrócie, by dłużej nie tłumaczyć subtelności – symetrystów – przekonywało mnie, że zmiana na stanowisku prezydenta byłaby dobra. Powściągałaby bowiem PiS przed powrotem do gorączki legislacyjnej poprzedniej kadencji i przed otwarciem – skrywanego podobno do czasu tych wyborów – nowego radykalnego etapu rewolucji ustrojowej. Dla nich każda inna opcja byłaby lepsza, bo powstrzymywałaby władze przed degeneracją, która jest nieuchronnym losem nieskrępowanej dyktatury. Postanowiłem to sprawdzić i zabawić się w prognozę political fiction, czyli zobaczyć, jak byśmy wyglądali, gdyby ich scenariusz się powiódł i ubiegający się o reelekcję prezydent Duda straciłby stanowisko. Pomógł mi w tym znacznie... polski Senat.

Grodzki do sześcianu

By zobaczyć Polskę po przegranej prezydenta Dudy, wystarczy tylko popatrzeć na obecny Senat i pomnożyć wszystko przez trzy. Wszystko się powtarza tylko zwielokrotnia – mamy w kraju dwie polityki zagraniczne, do tego dochodzi dualizm zarządzania Siłami Zbrojnymi oraz totalna obstrukcja w pracy parlamentu. Zajmijmy się każdą z tych przestrzeni. W przypadku dualizmu w polityce zagranicznej byłoby to na wskroś fatalne, bo byłyby to polityki wzajemnie sprzeczne: PiS ma strategię bardziej proamerykańską kosztem polityki unijnej, PO zaś i jego personalna emanacja pani Kidawa-Błońska – odwrotnie. Przydałoby to i tak słabemu międzynarodowemu wizerunkowi Polski dodatkowy aspekt – schizofreniczny. Obóz PO już pokazał, że w kwestii walki o eliminację PiS-u nie powstrzymuje się od narażenia na szwank polskiej racji stanu i osłabienia Polski na arenie międzynarodowej, tym bardziej wzmocni się ten trend, jeśli będzie miał swoją prezydentkę (czy jak to teraz feminizuje się ten rzeczownik).

Do zestawu „a la Grodzki" dochodzą jeszcze Siły Zbrojne. Pan marszałek jeszcze nie wizytuje jednostek wojskowych, nowa pani prezydent już będzie to robić. Ciekaw jestem nie tylko doktryny polskich Sił Zbrojnych, których źródłem bywa Pałac, ale też i np. ciągłości realizacji planów modernizacyjnych polskiej armii. Tu PO też nie będzie brało jeńców i nikt się nie będzie martwił o aktualny stan polskiego wojska – trzeba będzie odwojować Polskę z rąk PiS-u i wszystkie ręce na pokład.

Efekty ostracyzmu

Nowa pani prezydent będzie wetować wszystko, co się rusza. Teraz pozycja odwojowanego Senatu jedynie spowalnia PiS w przedłożeniach, skończyły się ustawy w 24 godziny. Ale wynik jest taki sam jak w poprzedniej kadencji, tyle że PiS już teraz oszczędniej gospodaruje ustawami – to jest tak jak z listami w średniowieczu: pisało się tylko w ważnych sprawach i konkretnie, skoro list szedł do odbiorcy tygodniami. I tak jak w poprzedniej kadencji PiS wrzucał do maszynki parlamentarnej co chciał i kiedy chciał, to teraz – na zdrowie zresztą dla polskiego prawa – musi oszczędniej zdefiniować i zaplanować swoje priorytety. W przypadku PKB (prezydent Kidawa-Błońska) byłoby już inaczej. Sejm nie ma większości, by prezydenckie weto uchylić, co może spowodować, że ruch legislacyjny ustanie. I są dwa wyjścia – jeżeli PiS do końca kadencji prezydenta Dudy sobie wszystko już załatwi, to – poza ustawą budżetową – może... nie potrzebować żadnych ustaw. Będzie sobie po prostu administrował na tym, co ma. No, a jak sobie nie załatwi wszystkiego, to będziemy mieli pat państwowy. Arytmetyka pokazuje, że aby przełamać weto przyszłej PKB PiS potrzebowałby dogadać się łącznie z PSL i Konfederacją, co w tym wariancie prorokuje malownicze walki o ułożenia się takiej koalicji, z nową karuzelą stanowisk włącznie. Ale bardziej prawdopodobny jest wariant ostracyzmu i zatrzymania prac parlamentu. Czyli przyspieszone wybory. Nie kryje tego były przewodniczący PO Grzegorz Schetyna, który powiedział ostatnio wprost w RMF, że jego celem są właśnie przyspieszone wybory.

I jeśli dla zwolenników PO jest to oczywiste „odwojowanie Polski", a dla zwolenników PiS potworna porażka, to dla gros elektoratu – wahającego się „trzeciego sortu" – jest to... niespodzianka. Bo jak pisałem wcześniej, choć ich motywacją do zmiany na stanowisku prezydenta jest domniemane wyhamowanie PiS-u, to w rezultacie zagłosują oni w tym przypadku za kompletnym chaosem, który totalnie osłabi Polskę, w nieciekawych, dodajmy, czasach. Dwuletni maraton wyborczy rujnujący polską scenę polityczną otrzyma swoją kosztowną dogrywkę.

Dlaczego chaos?

Sondaże w swej masie dają dość wyraźny obraz, mam nadzieję, że obiektywny, bo na „pompowanie" wyników przez sondażownie jeszcze przyjdzie czas. Kidawa-Błońska ma największe szanse na drugą turę, ale spośród rywali Dudy ma w drugiej turze najsłabszy wynik i przegrywa. To paradoks tych wyborów, bo najlepsza kandydatka na pierwszą turę jest najsłabszą w turze drugiej. I tak to się chyba odbędzie. Ale całość tej konstelacji przedwyborczej pokazuje kilka generalnych prawidłowości, które nie znikną po wyborach. Po pierwsze chaos, który funduje nam konstytucja. Oba warianty są kiepskie: prezydent z rządzącego obozu (każdego) to zarzuty o notariuszostwo, a z przeciwnego obozu – to obstrukcja i chaos wyborów przyspieszonych, których wynik będzie stabilizujący jedynie w przypadku... wybrania większości z obozu prezydenta. Konstytucja polska działa stabilizująco na system polityczny jedynie w przypadku monopolu jednego ugrupowania.

Autopromocja
FORUM ESG

Co warto wiedzieć o ESG? Jej znaczenie dla firm i gospodarki.

CZYTAJ WIĘCEJ

Drugie spostrzeżenie to świadectwo jak małą mądrością jest rządzony nasz kraj. Kandydaci są bardzo słabi. Ja na przykład nie jestem sobie w stanie wyobrazić memogennej PKB na jakimś ważniejszym międzynarodowym konwektyklu. (Tu PO-wcom włącza się automatycznie pies Pawłowa i odruch pt. „a przecież Duda...." itd., ale nie zajmujemy się tu odruchami). Słabość kandydatów pokazuje kilka rzeczy: zamurowanie sceny politycznej, w której szalunki medialne betoniarki wlewają codziennie kolejne tony utrwalające system inżyniera Mamonia (lubi się te filmy, które się zna). To, plus system wyborczy powielający i wzmacniający stany zastane powoduje degenerację klasy politycznej, która niepoddana zdrowej konkurencji wypuszcza na swoich frontmanów osoby bez woli, charyzmy i wizji. Kopernikański pieniądz słabszy wypiera pieniądz mocniejszy.

Jest jeszcze jedna kwestia: Prezydent Duda jest w rzeczywistości wbrew narracji PO mniej „notarialny" niż jego poprzednik. Jednak miał parę wet, zaś prezydent Komorowski w sprawach np. likwidacji OFE okazał się kompletnym „długopisem" (o stanowisku, wtedy przecież demokratycznego TK, z litości nie wspomnę). Prezydent Duda w przypadku drugiej, czyli ostatniej kadencji, nie będzie już musiał już walczyć o reelekcję i może się wykazać większą autonomią niż np. PKB, która będzie miała tyle samodzielności co premier Kopacz swego czasu. I ostatnie – nawet jeśli to prawda – to za prezydentem Dudą stoi Jarosław Kaczyński, a kto będzie stał za PKB? No wiadomo – będą, jak pisałem wyżej, przyspieszone wybory i wróci Tusk na białym koniu, najpierw jako „ciepły doradca" PKB od zadymy przyspieszającej wybory, a potem jako premier. I wrócimy do punktu wyjścia tylko o poziomy niżej w skali rozwoju kraju. Będzie zmiana wajchy, ściganie pisiorów, rekonkwista i odwojowywanie kraju z rąk faszoli oraz kolejny, droższy powrót renty kapitalizmu kompradorskiego wraz z wielopiętrowym klientelizmem. Pozycja Polski spadnie, a świat na nas nie będzie czekał. Chory człowiek Europy znowu dostanie zapalenia płuc, bo bez szalika bawił się na dworze w dupaka między swemi. Mocarstwa zagrają znów koncert, którego posłuchamy w bocznych korytarzach, bo po co narwańca zapraszać na salę, jeszcze wszystkich pozaraża...

Jerzy Karwelis – publicysta, autor książki „Trzeci sort"