Agresywny rottweiler zagryzł siedmiomiesięczną dziewczynkę

Tragedia w Sulejówku. Prokuratura bada, dlaczego rottweiler wydostał się z kojca i zaatakował dziecko swoich właścicieli. Julia zmarła w szpitalu przy Niekłańskiej

Publikacja: 13.02.2008 03:42

Do tragedii doszło wczoraj po południu na posesji przy ul. Polnej w Sulejówku.

Rodzice Julii byli w pracy. Dziewczynką opiekowali się dziadkowie. Byli z nią na spacerze w lesie. Gdy wrócili, zostawili Julię W. w wózeczku przed domem, a sami weszli do mieszkania.

W tym czasie pies rzucił się na dziecko. – Wyciągnął je z wózka, zaciągnął do kojca i zaczął szarpać – opowiada Marcin Szyndler, rzecznik stołecznej policji.

Dopiero po kilku chwilach dziadkowi udało się wyrwać dziecko zwierzęciu. Babcia, widząc co się stało, zasłabła.Wezwana na miejsce karetka odwiozła Julię do szpitala przy ul. Niekłańskiej.

– Reanimacja trwała kilkadziesiąt minut, niestety, dziecko zmarło – mówi dyrektor placówki Paweł Chęciński. Dziewczynka miała rany szarpane na całym ciele.

Na miejsce tragedii policjanci wezwali weterynarza. Złapał psa i odwiózł go do schroniska.

– Będzie tam na obserwacji – mówi Mariusz Mrozek z KSP.Nikt nie widział wypadku, bowiem posesja znajduje się na uboczu. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że pies zwykle był zamknięty w zakratowanym kojcu. W rodzinie W. był od kilku lat. Sąsiedzi nie skarżyli się, że był agresywny.

– Sprawdzamy, czy ktoś przez przypadek nie otworzył furtki, czy może pies zrobił to sam – opowiada policjant.

Prokuratura w Mińsku Mazowieckim zbada, czy opiekunowie dziecka mogą być winni tragedii. – Na razie dziadkowie i rodzice dziecka są w szoku, opiekują się nimi lekarze, dlatego nie możemy ich przesłuchać – dodaje policjant, który był na miejscu.

– Dotąd nie było u nas takiej tragedii. Pomożemy tej rodzinie – zapewnia Waldemar Chachulski, burmistrz Sulejówka. Dodaje, że miasto co roku wydaje kilkadziesiąt tysięcy złotych na odłów wałęsających się psów.Do podobnej tragedii doszło ponad dwa lata temu na Pradze-Północ. Amstaff zagryzł swoją opiekunkę, piętnastoletnią Gruzinkę. Z kolei jesienią 2006 roku przy ul. Jantarowy Szlak pies odgryzł trzy paluszki pięciomiesięcznemu chłopcu. Ojciec dziecka w tym czasie spał.

Do tragedii doszło wczoraj po południu na posesji przy ul. Polnej w Sulejówku.

Rodzice Julii byli w pracy. Dziewczynką opiekowali się dziadkowie. Byli z nią na spacerze w lesie. Gdy wrócili, zostawili Julię W. w wózeczku przed domem, a sami weszli do mieszkania.

Pozostało jeszcze 86% artykułu
Wydarzenia
RZECZo...: powiedzieli nam
Materiał Promocyjny
Garden Point – Twój klucz do wymarzonego ogrodu
Wydarzenia
Czy Unia Europejska jest gotowa na prezydenturę Trumpa?
Wydarzenia
Bezczeszczono zwłoki w lasach katyńskich
Materiał Promocyjny
Tech trendy to zmiana rynku pracy
Materiał Promocyjny
GoWork.pl - praca to nie wszystko, co ma nam do zaoferowania!
Materiał Partnera
Polska ma ogromny potencjał jeśli chodzi o samochody elektryczne