[b]Wiceszef Agencji Oceny Technologii Medycznych nadzorował analizę leku firmy Pfitzer, trzy miesiące po wydaniu pozytywnej opinii został tam zatrudniony. Jak pan te dwa fakty ocenia? [/b]
Najłagodniej mówiąc jako coś bardzo niezręcznego. Ministerstwo Zdrowia powinno tę sprawę wyjaśnić, zwłaszcza po aferze ze sławną już iwabradyną. Istotne jest ustalenie, czy propozycja zatrudnienia miała związek z procesem analizy i oceny leku, tym bardziej, że trzy wcześniejsze opinie na temat leku były negatywne.
[b]Agencja Oceny Technologii Medycznych ma ogromny wpływ na to jaki lek wejdzie na ministerialną listę leków refundowanych, a jaki nie. Dyrektor przyznał, że w agencji miał zwykłą umowę o pracę, bez klauzuli pracy w firmach, na rzecz których miał wpływ pracując w agencji. Czy to normalne? [/b]
Oczywiście że nie i dziwię się, że minister zdrowia o to dotąd nie zadbał. Jeśli urzędnicy państwowi mają różne ograniczenia i zakazy, np. członkowie zespołu do spraw gospodarki lekami, to dlaczego nie ma go pracownik agencji? Z prostego powodu.
Agencja Oceny Technologii Medycznych, która bierze udział w decydowaniu o wydawaniu środków publicznych czyli m.in. refundacji leku z budżetu państwa, otrzymała swoje kompetencje poza ustawą. Na mocy zarządzenia ministra zdrowia. A więc to co robi, robi bez ustawowych uprawnień, właściwie bezprawnie i to jest jej grzech pierworodny. Nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej, która jej na to zezwala jest dopiero w Senacie!