[b]Liczył pan na tak efektowne zakończenie pojedynku?[/b]
[b]Krzysztof Włodarczyk:[/b] Wierzyłem, że wygram. Najbliżsi wspierali mnie w tej wierze. Żona przesłała mi esemesem zdanie z pańskiego artykułu w “Rz”: Jak nie teraz, to kiedy, jak nie z Fragomenim, to z kim? Tego się trzymałem, wiedząc, że podobna szansa może się nie powtórzyć.
[b]Na początku walki zadawał pan mało ciosów, wydawało się, że obawiał się pan Fragomeniego. [/b]
Ciosów faktycznie było niewiele, na co zwrócił mi uwagę trener Fiodor Łapin, ale to nie trwało długo. Byłem spięty, na szczęście emocje mnie nie sparaliżowały. Plan był jasny – miałem zacząć spokojnie, nie wdawać się w wymiany ciosów, zmieniać tempo walki. Fragomeni był tym wyraźnie zaskoczony, nie mógł się odnaleźć.
[b]Szukał swojej szansy w ataku, ale jego ciosy nie robiły na panu wrażenia. A może to złudzenie?[/b]
Większość jego ciosów blokowałem, zresztą on nie bije zbyt mocno. Uderzałem w korpus i to przyniosło efekty, bo Włoch opuścił nieco gardę i mogłem go wreszcie w szóstej rundzie skosić sierpowym. To był początek jego końca.
[b]Chciał pan znokautować rywala? [/b]
Trener mi powtarza: nie myśl o nokaucie, on przyjdzie sam. I tak staram się robić.
[b]Znów jest pan mistrzem świata, czy tytuł WBC smakuje inaczej niż IBF zdobyty cztery lata temu?[/b]
Teraz jestem dojrzalszy w ringu i poza nim. Wiem, że tytuł można stracić i wtedy wszystko trzeba zaczynać od nowa. Wiem też, że muszę skoncentrować się na wybranym celu. Walczyłem dla syna. Kiedy żona dała mi go do telefonu, powiedział: – Tatusiu, liczę na ciebie. Wygraj, kocham cię bardzo.
[b]Jakie plany ma jedyny polski mistrz świata w boksie?[/b]
Obiecałem, że w poniedziałek przejadę swoim motocyklem z pasem WBC aleją Jana Pawła II w Warszawie i dotrzymam słowa. Zapraszam też do Sake Sushi, będę tam dziś cały dzień.
[b]Kiedy znów zobaczymy pana w ringu?[/b]
To zależy od moich promotorów, będę walczył z tym, kogo wskażą.