Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego ocenił, że zdobycie Debalcewe wynika z braku szczegółowego porozumienia w Mińsku. – To mieli zrobić szefowie sztabów. Spór toczył się o to, jaka ma być interpretacja. Czy zawieszenie broni ma być na tej linii, na której się wojska znajdowały, czy, jak chcieli Rosjanie, to miała być wyprostowana linia. Wyszło na Rosjan – stwierdził Koziej.

Zapytany przez prowadzącą program Monikę Olejnik, czy można spodziewać się, że po zajęciu Krymu i Donbasu siły prorosyjskie znów podejmą ofensywę, Koziej odpowiedział, że nie ma powodu, żeby wykluczyć taki scenariusz. – Historia tego konfliktu pokazuje, że tak to wygląda. Ja się obawiam, że po jakimś czasie wznowione zostaną operacje na większą skalę, na przykład w kierunku Mariupola – ocenił.

Czytaj więcej: "Debalcewe padło". Żołnierze opuszczają miasto

Czytaj także: Ukraina. Planowe skracanie linii frontu

Koziej ocenił, że siły ukraińskie nie miały możliwości obrony Debalcewe. – Tam było regularne, ciężkie uzbrojenie rosyjskie. Położenie w okrążeniu była bardzo skomplikowane, tym bardziej, że Ukraina nie używa lotnictwa do kontaktów z okrążonym regionem – tłumaczył szef BBN.

Czy można się zrzec Krymu i Donbasu? Zdecydują Ukraińcy

Oceniając sytuację polityczną Ukrainy, Koziej powiedział, że nie ma większego sensu „popychanie i podpowiadanie Ukrainie", by zrezygnowała z walki o Krym i Donbas, aby reszta kraju mogła wejść do Unii Europejskiej. – Tak podpowiada rozum, ale to musi być decyzja narodu – podkreślił.

Koziej otwarcie krytykował Zachód za słabe wsparcie Ukrainy na każdym poziomie. – Ukraina potrzebuje silnego wsparcia politycznego i dyplomatycznego na arenie międzynarodowej, silnej presji na Rosję. Ukraina cały czas jest pozostawiana samej sobie, od poziomu politycznego do poziomu technicznego – mówił generał.

Szef BBN ocenił, że niewiele da wsparcie ze strony pojedynczego państwa, nawet Polski, którą nazwał „liczącym się w regionie państwem". – Najważniejsze jest, aby udało się zmontować jak najszerszą koalicję na rzecz Ukrainy. Wtedy to jest jakaś szansa. Putin nie przestraszy się jego państwa – ocenił Koziej.