Powódź w prowincjach Turcji nad Morzem Czarnym to druga klęska żywiołowa, jaka nawiedziła Turcję w sierpniu. Wcześniej południe kraju zaczęły pustoszyć pożary, które trwały dwa tygodnie, ale obecnie mają znajdować się już pod kontrolą.

Teraz północ kraju została zdestabilizowana przez powodzie - woda porywała samochody, zrywała mosty i zalewała drogi. Setki wiosek straciły dostęp do elektryczności. Prezydent Recep Tayyip Erdogan ma odwiedzić dotknięty powodzią region w piątek.

- To największa powódź, jaką widziałem - przyznał w czwartek szef MSW Turcji, Suleyman Soylu. Dotknięte skutkami powodzi są prowincje Bartin, Kastamonu i Synopa.

- Ryzyko, na które narażeni są nasi obywatele, jest wysokie. Jest wiele zniszczeń w infrastrukturze - mówił Soylu.

25 osób zginęło w wyniku powodzi w prowincji Kastamonu. Dwie kolejne zginęły w Synopie.

W mieście Synopa, stolicy prowincji, zaginionych jest 20 osób. Burmistrz miasta apeluje, aby władze uznały je za strefę katastrofy.

- Infrastruktura w (dzielnicy) Ayancik jest całkowicie zniszczona. System kanalizacji jest zniszczony. Nie ma elektryczności, ani wody - mówił burmistrz w rozmowie z Reutersem.

Powódź i pożary na południu kraju, w których zginęło osiem osób i które zniszczyły dziesiątki tysięcy hektarów lasu, nawiedziły Turcję w tym samym czasie, gdy panel ONZ opublikował dane z których wynika, że zmiany klimatyczne mogą wkrótce wymknąć się spod kontroli.

Tureckie biuro meteorologiczne ostrzega, że na północy kraju możliwe są dalsze opady deszczu, co stwarza ryzyko kolejnych powodzi.