– Wszystko przez brak porozumienia z dyrekcją w sprawie systemu pracy i podwyżek – mówią lekarze związkowcy.
W niemal 400-łóżkowym szpitalu pracuje 127 lekarzy. Tylko kilkunastu z chirurgii zgodziło się na pracę w systemie opt-out, czyli 72 godzin tygodniowo (przypomnijmy: od 1 stycznia obowiązują przepisy, według których lekarze powinni pracować 48 tygodniowo).
– Większość z nas i tak pracuje jak przed Nowym Rokiem, czyli powyżej 48 godzin w ciągu tygodnia. A to oznacza, że dyrekcja powinna nam albo zapłacić za nadgodziny, albo oddać wolne dni. Wtedy jednak pacjenci pozostaną bez opieki lekarzy – ostrzega dr Anna Sarnacka. Dodaje, że czekają na rozmowy z dyrekcją i mają nadzieję na konkretne propozycje płacowe.
Już wczoraj Ryszard Feldman, ordynator jednego z oddziałów internistycznych, złożył w dyrekcji pismo, że nie może zagwarantować opieki lekarskiej do końca miesiąca.
Dyrektor lecznicy nie wyklucza ewakuacji chorych, jednak informację o tym nazywa „niepotrzebnym zamieszaniem”.
– Będę prosił o to, by nie odchodzili od chorych – mówi dyrektor placówki Paweł Obermeyer. – Ale nie mogę zagwarantować lekarzom podwyżki.
Niewiele lepiej jest w innych stołecznych szpitalach. Prawdopodobnie w lecznicy na Solcu nie uda się zabezpieczyć sobotniego ostrego dyżuru. W Centrum Zdrowia Dziecka lekarze ograniczają przyjęcia pacjentów m.in. do kliniki patologii noworodka i okulistyki.
Nie powiodły się wczorajsze rozmowy w sprawie podwyżek i czasu pracy, jakie odbyły się między lekarzami i dyrektorami mazowieckich szpitali. Na spotkanie przyszło jedynie dziecięciu z 90 szefów placówek, m.in. przy ul. Lindleya, Litewskiej i CZD.