Reklama

Burmistrz musi wróżyć z fusów

Ile dokładnie pieniędzy wydam każdego dnia do 20 lutego? – zastanawiali się ostatnio niemal wszyscy urzędnicy w mieście: od szefa biura w ratuszu, przez burmistrza, po dyrektora szkoły i domu kultury. I pytali, po co to robią.

Publikacja: 01.02.2008 02:02

Siedzieli nad przesłanymi im z ratusza tabelkami i próbowali wpisać, czy we wtorek wydadzą 100 zł, a w czwartek 1500. Od dziś nie będą tego robić na papierze, tylko klikając w komputerze. W mieście zaczyna działać elektroniczny system planowania wydatków, który – w założeniu skarbnika miasta – ma ułatwić przepływ gotówki z ratusza na konta dzielnic.

– Być może system nie ruszy jeszcze wszędzie. Informatycy stopniowo przekazują uprawnionym osobom hasła dostępu – wyjaśnia zastępca skarbnika miasta Marcin Murawski.

Do 20. każdego miesiąca skarbnik chce mieć dane od każdej dzielnicy. Jeśli nie zaplanują nic na dany dzień, nie dostaną ani grosza. – Takie dane są nam potrzebne, by miasto nie straciło płynności finansowej – wyjaśnia wiceskarbnik. – Dotychczas, gdy na koncie miasta zalegały nadwyżki budżetowe, można było wypłacać pieniądze bez problemu. Ale inwestycje miasta do 2012 roku mają pochłonąć 16 mld zł. Więc prawie 7 mld trzeba pożyczyć. Muszę wiedzieć, kiedy przyjdzie ten krytyczny moment.

Cel jasny, ale ambitny plan spotkał się z oporem nawet burmistrzów z rządzącej PO. Najpierw urzędnicy nieśmiało dzielili się z „Rz” spostrzeżeniami (opisaliśmy sprawę w ubiegłym tygodniu). Teraz krytyka nabiera siły.

– Jak zaplanować, że wybuchnie pożar? Albo że faktura przyjdzie z opóźnieniem? To wróżenie z fusów – denerwują się. Burmistrz Bemowa Jarosław Dąbrowski przesłał skarbnikowi pismo z uwagami.

Reklama
Reklama

Ale wiceskarbnik Murawski tłumaczy, że bunt bierze się z... niezrozumienia. – Sztywne planowanie wydatków powinno być na najbliższy tydzień. W dwóch kolejnych można je jeszcze zmieniać – uspokaja. – Potraktuję tę wypowiedź skarbnika dla „Rz” jako oficjalne wytyczne, bo byłem przekonany, że muszę planować na miesiąc – mówi jeden z burmistrzów, gdy przekazujemy mu argument o niezrozumieniu.

Śmieszne i niewykonalne jest planowanie wydatków z dokładnością do dnia. Takie polecenie ratusza przyniesie jeden efekt – każdy zacznie podawać wydatki „z księżyca”, z dużą nadwyżką. Na wszelki wypadek, dla świętego spokoju. Żeby nie zabrakło, gdy coś niespodziewanego się wydarzy. W efekcie budżet będzie właściwie wirtualny.

Codzienne planowanie wydatków miało ułatwić przepływ gotówki. W efekcie stworzyło biurokrację, do której lada moment trzeba będzie zatrudnić dodatkowych urzędników. Nie łudzę się, że system zadziała. Proponuję urealnić pomysł i planować z wyprzedzeniem tygodniowym, nie miesięcznym. Bo na razie każdy wykonuje to polecenie co najmniej z poirytowaniem.

Nie ma co się oszukiwać, że planowanie wydatków na każdy dzień miesiąca poprawia jakość pracy urzędu. Wykonujemy niepotrzebne i wręcz fikcyjne działania bez głębszego sensu. Urząd to żywy organizm, który funkcjonuje w realnym życiu. Musi być mobilny, a my jesteśmy przez takie planowanie ubezwłasnowolnieni.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama