Po nieprawdziwym sygnale o zalaniu terenów wodonośnych i stacji uzdatniania wody, rozpowszechnionym przez jedną z lokalnych rozgłośni, pobór w mieście wzrósł 2,5-krotnie, co rzeczywiście spowodowało przerwy w dostawach do kilku wrocławskich dzielnic. A wtedy ludzie ruszyli do sklepów. Z hipermarketu w centrum miasta w pół godziny zniknęła woda mineralna, a wrocławianie chodzili objuczeni całymi zgrzewkami z napojami.
W czwartek nieścisłe czy wręcz fałszywe informacje o przerwanych wałach, zalanych terenach czy nawet ulokowanych w wałach ładunkach wybuchowych, by w razie potrzeby obronić Wrocław, były większym problemem niż sama kulminacyjna fala, która ma przejść przez miasto dopiero w sobotę nad ranem. Jednak poziom wody ma być niższy zaledwie o pół metra od tego podczas powodzi stulecia, gdy pod wodą znalazła się jedna trzecia miasta.