Reklama
Rozwiń
Reklama

Zamach czy egzekucja

Generał, który kierował ofensywą powstańców, został zamordowany

Aktualizacja: 29.07.2011 20:27 Publikacja: 29.07.2011 20:21

Abdel Fattah Junis

Abdel Fattah Junis

Foto: AFP

Abdel Fattah Junis został w czwartek wezwany z linii frontu w okolicach Bregi do Bengazi. Miał stanąć przed władzami powstańczymi, aby się wytłumaczyć z braku sukcesów. Kilkanaście godzin później już nie żył. Nieznani napastnicy zastrzelili generała i jego dwóch ochroniarzy, a następnie podpalili ciała. W szeregach powstańców zapanowało zamieszanie. Nie było bowiem jasne, czy dowódca został zamordowany przez ludzi Muammara Kaddafiego czy na zlecenie powstańczych władz tymczasowych.

Pojawiły się domysły, że mógł być podejrzewany o zdradę. Abdel Fattah Junis był przez wiele lat zaufanym człowiekiem libijskiego dyktatora. W 1969 roku brał udział w puczu, który wyniósł Muammara Kaddafiego do władzy. Potem został szefem MSW i sił specjalnych. Gdy w lutym wybuchły społeczne protesty, a potem powstanie, jako jeden z pierwszych ludzi reżimu zdecydował się przejść na stronę rebeliantów. Wezwał też innych, aby poszli w jego ślady. Mimo to nie wszyscy mu ufali. Część podwładnych ostentacyjnie słuchała rozkazów innego dowódcy, rywalizującego z Junisem.

W piątek przywódca powstańczej Tymczasowej Rady Narodowej Mustafa Abdel Dżalil oskarżył jednak o zamach ludzi Kaddafiego. Eksperci mu wierzą. – Jestem pewien, że to agenci dyktatora.

Konsternacja wzięła się z tego, że do dokonania zamachu potrzebowali pomocy z wewnątrz, a to oznacza, iż mają wtyczki wśród rebeliantów. Ale tak to już jest, że ludzie zmieniają strony barykady – mówi „Rz" Wafik Mustafa z Conservative Arab Network w Londynie.

Śmierć przywódcy została przyjęta z euforią w Trypolisie. Zdaniem ekspertów to poważny cios dla powstańców, ale głównie propagandowy. Nie będzie miał wpływu na przebieg walk. – Powiedzmy sobie szczerze: i tak główny ciężar operacji spoczywa na barkach NATO – tłumaczy Mustafa. Początkowo, dzięki wprowadzeniu strefy zakazu lotów nad Libią i wsparciu NATO z powietrza, ofensywa powstańców szybko się rozwijała. Ale po kilku tygodniach utknęła w martwym punkcie.

Reklama
Reklama

Chociaż samoloty sojuszu przeprowadziły ponad 17 tysięcy lotów, wojska powstańcze nie są w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Zachód wszelkimi środkami próbuje skłonić Kaddafiego do kapitulacji. Już około 30 krajów uznało Tymczasową Radę  Narodową za jedyne legalne władze kraju. W środę zrobiła to Wielka Brytania, a dzień później Portugalia. Część państw obawia się jednak, że poparcie dla powstańców bez wystarczającego wsparcia wojskowego doprowadzi do podziału kraju.

Wolą utrzymywać kontakty z reżimem i negocjować kompromis. Emisariusze Muammara Kaddafiego od czasu do czasu wysyłają sygnały, że dyktator mógłby oddać władzę, jeśli nie zostanie postawiony przed sądem i wygnany z kraju. Powstańcy nie chcą się jednak na to zgodzić. – Nie ma się co dziwić. Z dyktatorem nie powinno się negocjować. Ale jego dni i tak są policzone – przekonuje Wafik Mustafa.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama