Jutro władze Warszawy podpiszą umowę z Żeglugą Wrocławską na remont holownika „Lubecki" oraz jego 15-letnie użytkowanie.
To będzie pierwszy w polskim samorządzie kontrakt na koncesję usługową – taka forma partnerstwa publiczno-prywatnego.
Warszawski samorząd kupił wrak „Lubeckiego" od firmy Hydrobudowa. Dziś stoi on w bydgoskiej stoczni i ciężko dopatrzyć się w nim statku. To niemal sam kadłub. Wrocławski armator ma w ten sprzęt tchnąć nowe życie.
– Chcemy, by pierwsze wycieczki po Wiśle odbyły się już wiosną przyszłego roku – zapowiada Agnieszka Kłąb z biura prasowego ratusza.
W planach jest np. „Spacer po Wiśle" – to ok. godzinny rejs w granicach miasta. Dłuższa wersja to „Piknik nad Wisłą" – trzy-, czterogodzinny rejs do Wilanowa, na Bielany czy do Wawra i z powrotem (po drodze ma się odbywać odpoczynek z ogniskiem).
Jest też oferta całodniowych lub nawet kilkudniowych „wycieczek krajoznawczych" w stronę Twierdzy Modlin, Pułtuska, Płocka czy Wyszkowa, a może nawet do Kazimierza Dolnego.
Armator wyremontuje statek na swój koszt, a potem przez 15 lat będzie zarabiał na biletach na wycieczki. Koszt tej inwestycji w postępowaniu koncesyjnym szacowany był na ponad 4 mln zł, ale partnerstwo publiczno-prywatne polega tu właśnie na tym, że Warszawa wnosi „wkład" do spółki z inwestorem w postaci kadłuba legendarnego statku, inwestor go remontuje, użytkuje holownik, a warszawiacy zyskują nową atrakcję – równocześnie z remontowanymi bulwarami na lewym brzegu rzeki.
„Lubecki" ma 50 m długości, 11 m szerokości. Przetrwał trzy wojny. Kilka razy go zatopiono. Bocznokołowiec zbudowano w latach 1911 – 1912 w Sankt Petersburgu. W czasie wojny służył do holowania barek z naftą. W czasie wojny polsko-bolszewickiej pływał nim Józef Piłsudski. W 1920 r. bolszewicy go zatopili – 12 dni był pod wodą. Z kolei w 1939 r. zatopiła go załoga polska, ale Niemcy go wydobyli i wcielili do swojej floty. W 1948 r. zmienił nazwę na „Warmia". Później stał się nabrzeżną restauracją w Serocku. Remontować chciał go Włocławek, ale koszty przerosły miasto. W 2005 r. kupiła go więc Hydrobudowa, która przekazała statek władzom stolicy.
– Warszawa z zasady nie kupuje statków, ale ten jest wyjątkiem, bo się w nim zakochaliśmy – mówił Marek Piwowarski, pełnomocnik prezydent Warszawy ds. Wisły po przejęciu wraku od Hydrobudowy. Czy zakochają się w nim warszawiacy?