Polska jest coraz częściej odwiedzana przez turystów biznesowych, którzy przyjeżdżają tu na kongresy i konferencje. Rzeczywiście biznesmeni i naukowcy tak często wizytują nasz kraj?
Sławomir Wróblewski: Od dobrych dziesięciu lat jedna trzecia odwiedzających nas gości to turyści biznesowi.
To taki sam procent przyjezdnych, co np. w Wielkiej Brytanii.
Ale czy turysta przyjeżdżający na konferencję zdąży wydać u nas choć parę euro?
Gość biznesowy wydaje dziennie nawet pięć razy tyle, co typowy turysta. Mieszka w lepszych hotelach, korzysta z taksówek, a nie z tramwaju, idzie do restauracji, a nie je kanapki na ławce w parku itd.
A poznaje nasz kraj?
Nie myślmy, że zaganiany biznesmen zna tylko drogę z lotniska do hotelu i z powrotem. Są to ludzie bardzo często otwarci, gotowi zwiedzać i kosztować lokalnych specjałów.
Tylko że nie mają na to wiele czasu...
Nawet jeśli, to zawsze mogą zarekomendować nasz kraj innym, np. rodzinie. Na pewno wielu z nas przeżyło taką przygodę, że najpierw byliśmy w jakimś dalekim miejscu służbowo, a potem wróciliśmy tam z rodziną.
Czy Polska rzeczywiście ma szansę stać się krajem kongresów i konferencji?
Ja powiem więcej: my jesteśmy na to skazani. Biorąc pod uwagę nasz klimat, to nie jesteśmy ani krajem pierwszego wyboru na narty, ani na plażę. A infrastrukturę hotelową i nad morzem, i w górach mamy bardzo dobrą.
Biznes spotkań nie ulega sezonowości. Pozwala wypełniać hotele niezależnie od pogody.
Ale my wciąż reklamujemy naszą przyrodę, agrobiznes i ludowość...
Paradoksem jest to, że zarządzanie turystyką u nas od lat jest zdominowane przez myślenie, że turysta to człowiek z plecakiem. Tak myślą ministrowie, urzędnicy, organizacje turystyczne itd.
Turystyka biznesowa musi walczyć o swoją pozycję tak, jakby dane nie pokazywały jasno, że należy na nią bardziej zdecydowanie postawić.
Czy politycy dostrzegają tę szansę?
W Sejmie nie ma nawet komisji do spraw turystyki, jest tylko do spraw Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki. Turystykę postrzega się przez pryzmat tężyzny fizycznej, a gdzie jest miejsce dla jednej trzeciej ludzi przyjeżdżających do nas biznesowo?! Tym nasi politycy w ogóle się nie interesują.