Pomocy humanitarnej może potrzebować ponad 5 mln mieszkańców Zimbabwe. 2,5 miliona osób już teraz znajduje się "na granicy głodu" - mówi David Beasley stojący na czele WFP.
Przyczyną problemów Zimbabwe są niskie zbiory spowodowane długotrwałą suszą, co przełożyło się na wysokie ceny żywności. Obniżenie się poziomu rzek uderzyło też w główną hydroelektrownię Zimbabwe, co prowadzi do częstych blackoutów w kraju.
Beasley podkreśla, że w przypadku 2,5 mln mieszkańców kraju "mowa jest o ludziach, którym wkrótce będzie grozić głód, jeśli im nie pomożemy".
- Mierzymy się z suszą, jakiej dawno nie było - dodaje.
Zimbabwe wciąż mierzy się też ze skutkami cyklonu Idai, który uderzył w kraj w tym roku. W wyniku przejścia cyklonu nad Zimbabwe dziesiątki tysięcy mieszkańców kraju straciło dach nad głową.
W ubiegłym tygodniu minister finansów kraju, Mthuli Ncube poinformował, że rząd dostarczył zboże 757 tys. gospodarstw domowych od początku stycznia.
We wtorek prezydent Emmerson Mnangagwa ogłosił suszę, jaka nawiedziła kraj, "katastrofą narodową".
ONZ już wcześniej apelowała o 294 mln dolarów pomocy dla Zimbabwe.