Reklama

Powrót reżysera nagrań - analiza Andrzeja Stankiewicza

Czy dzięki nowej odsłonie afery taśmowej dowiemy się, jak nagrywano najważniejsze osoby w państwie?

Aktualizacja: 19.03.2015 07:25 Publikacja: 18.03.2015 20:18

Andrzej Stankiewicz

Andrzej Stankiewicz

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

W ciągu kilku dni trzy redakcje – „Gazeta Wyborcza", „Wprost" oraz „Do Rzeczy" – opublikowały materiały ze śledztwa dotyczącego afery taśmowej. W czerwcu 2014 r. „Wprost" ujawniło, że w warszawskich restauracjach Sowa i Przyjaciele oraz Amber Room nagrywani byli biznesmeni i politycy. Tygodnik przedstawił wówczas część nagrań, co wywołało kryzys polityczny w obozie władzy. Co wnoszą nowe przecieki?

Tło biznesowe

Wszystko wskazuje, że pierwotnym tłem afery były kwestie biznesowe. Jeśli wierzyć ujawnionym zeznaniom kelnerów, którzy nagrywali w restauracjach, na pomysł procederu wpadł biznesmen Marek Falenta. Jak twierdzi Łukasz N. – główny nagrywający – milioner chciał zdobyć poufną wiedzę biznesową i jednocześnie kontrolować swoich współpracowników. Nie przypadkiem jednymi z pierwszych nagranych gości mieli być były senator PO Tomasz Misiak i była szefowa PGNiG Grażyna Piotrowska-Oliwa z władz kontrolowanej przez Falentę spółki HAWE.

Lektura listy 56 nagranych przez kelnerów osób potwierdza, że politycy stanowią mniejszość. Część z nich – jak szef Rady Gospodarczej przy Premierze Jan Krzysztof Bielecki, szef Klubu PSL Jan Bury czy wiceminister skarbu Rafał Baniak – była pierwszoplanowymi postaciami w rozgrywkach biznesowych z udziałem państwowych spółek.

Politycy wpadli więc w sidła przy okazji. To dyskredytuje tezę jednego z kelnerów, który twierdzi, że Falenta obiecywał im „nagrodę od PiS".

Energetyka, finanse i PO

Z listy nagranych wyłania się obraz zainteresowań reżysera afery. Przede wszystkim interesowała go energetyka (wśród nagranych są m.in. odpowiedzialny za tę dziedzinę wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik oraz prezesi: Orlenu – Jacek Krawiec, Lotosu – Paweł Olechnowicz, PGE – Marek Woszczyk, ENEA – Krzysztof Zamasz, Tauronu – Dariusz Lubera) i świat finansów (nagrani to np. prezes NBP Marek Belka, właściciel Getin Banku Leszek Czarnecki, szefowie banków: PKO BP Zbigniew Jagiełło oraz City Handlowego Sławomir Sikora, a także szef PZU Andrzej Klesyk).

Wśród nagranych polityków dominują przedstawicie obozu władzy, zwłaszcza Platformy. To nie przypadek – ponieważ to oni rządzą, więc są atrakcyjni dla biznesmenów. Nie przypadkiem też w rozmaitych konfiguracjach biznesowo-politycznych miał zostać nagrany Jan Kulczyk, wyjątkowo aktywny w kontaktach z państwem (rozmowy m.in. z Pawłem Grasiem, Janem Krzysztofem Bieleckim, szefem MSZ Radosławem Sikorskim, ministrem sportu Andrzejem Biernatem, wiceministrem skarbu Pawłem Tamborskim, szefem NIK Krzysztofem Kwiatkowskim).

To dowodzi, że w Polsce za rządów PO ukształtował się nieformalny obieg polityczno-gospodarczy, w którym knajpiane negocjacje z biznesmenami są ważniejsze od oficjalnych kontaktów.

Reklama
Reklama

Przedstawiciele opozycji na taśmach stanowią ułamek.

Spisek służb? Raczej nie

Kelnerzy jednoznacznie obciążają Marka Falentę, podając masę szczegółów dotyczących inspirowania przez niego nagraniowego procederu. Zeznania pokazują jednak, że sami kelnerzy nie byli wyłącznie ślepymi wykonawcami poleceń. Łukasz N. zaskakująco dobrze orientuje się w zakulisowych, biznesowych rozgrywkach, które nie są widoczne dla postronnych obserwatorów.

To rodzi pogłoski, że N. od lat był informatorem służb specjalnych. Nie ma na to jednak żadnych dowodów. Nie ma także dowodów na to, że za aferą taśmową stały obce państwa – jak sugerował premier Donald Tusk.

Proceder nagrywania był długotrwały i intensywny. To kompromitacja służb specjalnych, zwłaszcza BOR oraz CBA. Łukasz N. zeznał, że przed głośnym spotkaniem Belki z szefem MSW Bartłomiejem Sienkiewiczem funkcjonariusze BOR przez dwie godziny sprawdzali pomieszczenia. Nie przewidzieli jednak, że podsłuch mogą podrzucić kelnerzy tuż przed wejściem gości.

W ubiegłym miesiącu wyciekły dokumenty, które dowodzą, że Falenta był zarejestrowanym informatorem CBA i donosił agentom o niektórych nagranych rozmowach. Brak reakcji CBA przed wybuchem afery wywołał podejrzenia, że to ta specsłużba za pomocą swego informatora nagrywała najważniejszych ludzi w państwie.

Dlatego Sienkiewicz – którego karierę taśmy przetrąciły – uznał, że trzeba wziąć pod lupę szefa CBA Pawła Wojtunika. Nieoficjalnie wiadomo, że w śledztwie taśmowym Wojtunik był jednym z inwigilowanych. Nic na niego nie znaleziono.

Reklama
Reklama

W świetle nowych informacji jeszcze mniej prawdopodobna jest inna teza – że Wojtunik spiskował przeciwko rządowi z trzema innymi generałami, byłymi szefami: ABW – Krzysztofem Bondarykiem, BOR – Marianem Janickim oraz SKW – Januszem Noskiem.

Jeśli generałowie mieliby wygenerować aferę taśmową, to oznaczałoby, że świadomie utopili siebie i paru swoich przyjaciół. Jednym z głównych trafionych taśmami był były szef wywiadu skarbowego Zbigniew Parafianowicz, od wielu lat przyjaciel Bondaryka.

Na liście nagranych jest też Janicki, co kompromituje go jako szefa formacji, która ma chronić najważniejszych ludzi w państwie, a także Wojtunik, który został nagrany podczas rozmowy z wicepremier Elżbietą Bieńkowską.

Co dalej?

Czy poznamy nowe nagrania? Nie więcej niż drobny ułamek. To, że w prokuraturze jest lista nagranych, nie oznacza, że są także zapisy ich rozmów. Lista powstała na podstawie zeznań kelnerów. Nagrania są niewygodne dla elit biznesowo-politycznych, dlatego wielu spośród nagranych nie chce występować o status pokrzywdzonych w śledztwie. Według kelnerów ma być nagranych ok. 90 osób. Część nagrań kelnerzy zniszczyli i wrzucili do Wisły. Ale część – jak twierdzą – przekazali Falencie. Nagrania stały się już nieformalną czarnorynkową walutą, co czyni z ich bohaterów potencjalny cel szantażu.

Nowych nagrań, poza ujawnionymi latem minionego roku przez „Wprost", jest prawdopodobnie tylko 11. Zostały niedawno przekazane prokuraturze przez CBA, które zdobyło je właśnie na czarnym rynku. Są na nich m.in. Kwiatkowski, Baniak oraz były działacz PO, a dziś lobbysta, Piotr Wawrzynowicz pracujący dla Kulczyka.

Prokuratura nie udziela na razie żadnych informacji w sprawie treści ich rozmów. Jak zapowiada prokurator generalny Andrzej Seremet, śledztwo taśmowe może się zakończyć w trzy miesiące.

Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Wydarzenia
Totalizator Sportowy ma już 70 lat i nie zwalnia tempa
Polityka
Andrij Parubij: Nie wierzę w umowy z Władimirem Putinem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama