Reklama

Talaga: Racja stanu ponad Trybunałem Konstytucyjnym

Wewnętrzny konflikt może spowodować kłopoty gospodarcze i koniec „mody" na Polskę

Aktualizacja: 16.03.2016 16:29 Publikacja: 15.03.2016 18:01

Talaga: Racja stanu ponad Trybunałem Konstytucyjnym

Foto: Fotorzepa, Piotr Nowak

Spór dotyczący Trybunału Konstytucyjnego przybrał takie rozmiary, że stał się problemem międzynarodowym. Niezależnie od tego, kto ma w nim rację, zaczął wpływać na bezpieczeństwo państwa. To bardzo zły sygnał. Dalsza polaryzacja sceny politycznej wokół tej sprawy może mieć wyłącznie negatywne konsekwencje dla polskiej racji stanu.

Kolejne oświadczenia polityków i doniesienia medialne w sprawie Trybunału budują atmosferę dysfunkcjonalności państwa. Oto władza ustawodawcza nie uznaje kompetencji władzy sądowniczej (TK w obecnym kształcie). Podobnie Trybunał – nie uznaje decyzji, a więc kompetencji, parlamentu. Tymczasem nie ma innego Sejmu ani innego Trybunału, zatem dwa podstawowe organy państwa są dysfunkcjonalne.

Prędzej czy później pociągnie to za sobą dysfunkcjonalność sądownictwa i administracji, może się bowiem zdarzyć, że sędziowie będą w orzekaniu respektować decyzje TK, urzędnicy zaś w swojej pracy – nie. Jesteśmy dopiero na początku tej drogi, ale wyraźnie rysuje się kierunek ku bagienku.

Polska jako problem

Najważniejsze w tej sytuacji nie są już argumenty prawne czy polityczne, ale racja stanu, która stoi wszak ponad nimi. Czas najwyższy ją więc przywołać, bo szanują ją zarówno PiS, jak i PO. Nie może dobrze wieść się państwu, które popadło w wewnętrzny klincz.

Krytykę płynącą z zachodnich mediów, instytucji unijnych czy nawet Komisji Weneckiej można zignorować, inne państwa też były krytykowane za różne pociągnięcia polityczne czy gospodarcze. Nic nowego. Obcy nie mogą mieć decydującego wpływu na nasze sprawy wewnętrzne – w tym punkcie politycy PiS mają pełną rację.

Reklama
Reklama

Do przyjęcia byłoby nawet, gdyby z powodu klinczu nie było w ogóle Trybunału. Belgia przez dwa lata funkcjonowała bez rządu i jakoś przetrwała. Belgowie ledwie zauważyli tę drobną niedogodność, świat też nie protestował. Kłopot w tym, że w Polsce jest Trybunał i jest Sejm, a każda z tych instytucji upiera się przy swoich racjach oraz kompetencjach.

W bardziej dramatycznych okolicznościach, na przykład ekonomicznych lub międzynarodowych, taka sytuacja mogłaby być nawet zarzewiem wojny domowej. Na szczęście walki wewnętrzne nam nie grożą, ale odsądzanie oponentów od czci i wiary, przypisywanie im jak najgorszych intencji pozostawia mało miejsca na optymizm.

Przede wszystkim jednak w obecnym stanie rzeczy trudno będzie innym państwom, w tym członkom UE i NATO, traktować Polskę jako kraj wiarygodny. Partnera z prawdziwego zdarzenia. Stajemy się dla nich problemem, który być może będzie wymagał rozwiązania. Utrata wiarygodności zaś oznacza cały szereg zagrożeń dla naszego bezpieczeństwa. W efekcie dla racji stanu.

Nie będą nas słuchać

Klincz wokół Trybunału może się odbić na gospodarce. Zagraniczni inwestorzy mogą stać się nadzwyczaj ostrożni w lokowaniu zasobów w Polsce. Nie będą bowiem pewni niezawisłości, a przede wszystkim egzekwowalności orzecznictwa sądów w przypadku ewentualnych sporów z państwem. Stabilność prawna jest wszak rzeczą absolutnie fundamentalną przy inwestycjach długoterminowych.

Złą robotę zrobi też negatywna opinia o Polsce. Rynki inwestycyjne kierują się nie tylko twardymi danymi makroekonomicznymi, ratingami, prognozami, ale także – a może przede wszystkim – emocjami, modami, trendami. Tymczasem „moda" na Polskę wygasa, a my sami walnie się do tego przyczyniamy, potęgując podejrzenia.

Kolejna sprawa to nasze bezpieczeństwo współtworzone przez środowisko międzynarodowe. Skutecznie umościliśmy się w Unii Europejskiej i NATO, które przez poprzednią dekadę dawały nam względne bezpieczeństwo, teraz sami podsuwamy argumenty krytykom w UE. Długotrwała narracja, że jesteśmy już normalnym krajem zachodnim, właśnie znika na rzecz przekonania, że Polska wraz z Węgrami, Czechami czy Słowacją to niedojrzałe młodsze rodzeństwo zachodnich demokracji generujące problemy.

Reklama
Reklama

Nawet jeśli niewiele w tym prawdy, znów – ważne jest postrzeganie, emocje, etykietki. Mają one wpływ na realną politykę. Ułatwiając stygmatyzację Polski, a właśnie to czynimy, osłabiamy swoją pozycję w UE. Nasze argumenty mogą nie być już słuchane, bo nie mamy wystarczającej siły gospodarczej, politycznej czy militarnej, by... musiały być słuchane.

Wreszcie NATO i Stany Zjednoczone. Wrogowie PiS lubują się w snuciu wizji międzynarodowej katastrofy, czyli możliwego odwrócenia się USA od Polski. To gruba przesada. Waszyngton wspierał militarnie Turcję, kiedy była brutalną dyktaturą wojskową, a NATO nawet nie pomyślało o wykluczeniu jej ze swoich szeregów. Trudna do wyobrażenia jest zatem sytuacja, by Ameryka porzuciła Polskę z powodu Trybunału.

Można jednak sobie wyobrazić, że na szczycie paktu w Warszawie dowiemy się, że zamiast w niepewnej, niestabilnej Polsce natowskie bazy logistyczne powstaną w... Niemczech. W razie wojny także mogłyby być zapleczem sprzętowym dla przerzucanych z USA oddziałów i dopiero zza Odry wkroczyć do Polski. Sami dajemy argumenty za takim rozwiązaniem.

Czas to zakończyć

Nie ma żadnego powodu, byśmy ułatwiali działania, które nie leżą w interesie Polski. Racja stanu każe wszystkim organom państwa, w tym opozycji reprezentowanej w parlamencie, działać tak, aby ochronić istnienie tegoż państwa oraz budować jego siłę i dobrobyt. W wypadku Trybunału potrzebne jest jak najszybsze porozumienie, nawet bez rozstrzygania, kto ma rację, a kto nie, bez oglądania się na zawiłe interpretacje konstytucji.

Ten spór zaczyna być groźny dla bezpieczeństwa państwa. Wszyscy to widzą, ale niewielu wydaje się tym przejmować.

Autor jest dyrektorem ds. strategii Warsaw Enterprise Institute, doradcą firm zbrojeniowych

Reklama
Reklama
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Wydarzenia
Totalizator Sportowy ma już 70 lat i nie zwalnia tempa
Polityka
Andrij Parubij: Nie wierzę w umowy z Władimirem Putinem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama