Spór dotyczący Trybunału Konstytucyjnego przybrał takie rozmiary, że stał się problemem międzynarodowym. Niezależnie od tego, kto ma w nim rację, zaczął wpływać na bezpieczeństwo państwa. To bardzo zły sygnał. Dalsza polaryzacja sceny politycznej wokół tej sprawy może mieć wyłącznie negatywne konsekwencje dla polskiej racji stanu.
Kolejne oświadczenia polityków i doniesienia medialne w sprawie Trybunału budują atmosferę dysfunkcjonalności państwa. Oto władza ustawodawcza nie uznaje kompetencji władzy sądowniczej (TK w obecnym kształcie). Podobnie Trybunał – nie uznaje decyzji, a więc kompetencji, parlamentu. Tymczasem nie ma innego Sejmu ani innego Trybunału, zatem dwa podstawowe organy państwa są dysfunkcjonalne.
Prędzej czy później pociągnie to za sobą dysfunkcjonalność sądownictwa i administracji, może się bowiem zdarzyć, że sędziowie będą w orzekaniu respektować decyzje TK, urzędnicy zaś w swojej pracy – nie. Jesteśmy dopiero na początku tej drogi, ale wyraźnie rysuje się kierunek ku bagienku.
Polska jako problem
Najważniejsze w tej sytuacji nie są już argumenty prawne czy polityczne, ale racja stanu, która stoi wszak ponad nimi. Czas najwyższy ją więc przywołać, bo szanują ją zarówno PiS, jak i PO. Nie może dobrze wieść się państwu, które popadło w wewnętrzny klincz.
Krytykę płynącą z zachodnich mediów, instytucji unijnych czy nawet Komisji Weneckiej można zignorować, inne państwa też były krytykowane za różne pociągnięcia polityczne czy gospodarcze. Nic nowego. Obcy nie mogą mieć decydującego wpływu na nasze sprawy wewnętrzne – w tym punkcie politycy PiS mają pełną rację.