Kościół jest w Polsce kluczową instytucją społeczną. Wskazują na to dobrze rozwijające się badania trzeciego sektora oraz wolontariatu. Z badań GUS wynika, że skala zaangażowania społecznego Polaków w organizacjach religijnych jest zbliżona do skali zaangażowania we wszystkich niereligijnych stowarzyszeniach i fundacjach. Podejmowanie działalności wolontariackiej w ramach podmiotów wyznaniowych deklarują rocznie ponad 2 mln osób.

W 2014 r. działało w Polsce 1,8 tys. społecznych podmiotów wyznaniowych oraz – jak wskazują dane ISKK – ponad 60 tys. oddolnych, przyparafialnych organizacji Kościoła katolickiego. Do tego należy doliczyć podobne organizacje innych Kościołów i związków wyznaniowych w Polsce.

Religijny charakter społecznej aktywności Polaków ma swoje korzenie w historycznym splocie chrześcijaństwa i polskiej kultury. W związku z daleko posuniętą wolnością religia w Polsce nie wyzwalała tak ostrych i dramatycznych konfliktów społecznych jak w innych krajach.

Po II wojnie światowej katolicyzm był sprzymierzeńcem w walce z komunizmem i wspierał narodowe dążenia do wolności. Stykał się z ruchami społecznymi, zarówno w kręgach reformatorskiej lewicy, jak i środowiskach skupionych wokół kard. Wyszyńskiego, dla których społeczeństwo obywatelskie oznaczało naród i wierność moralnym zasadom.

Przełom 1989 r. otworzył nowe możliwości dla tamowanego w czasie komunizmu rozwoju trzeciego sektora. Powstały kościelne instytucje charytatywne i edukacyjne. Rozwinęła się również oddolna – parafialna aktywność społeczno-religijna Polaków.

Wydaje się, że pół wieku to wystarczający czas, aby ukryty w społeczeństwie potencjał mógł się ujawnić. Jednak na tle powszechnej i masowej wiary Polaków, niespotykanego wcześniej w historii Polski rozkwitu sieci parafii, diecezji, sanktuariów, wzrostu liczby księży i zakonników, poziomu aktywności społecznej katolików nie można uznać za satysfakcjonujący.

W polskiej religijności dostrzegalna jest, wyraźna w porównaniu z innymi społeczeństwami, dysproporcja pomiędzy deklarowaną pobożnością a motywowanym religijnie zaangażowaniem społeczno-religijnym. Uwypukla to jeszcze bardziej fakt, że w II Rzeczypospolitej proporcjonalnie do liczby katolików Kościół prowadził więcej szpitali i szkół niż dzisiaj. Przed rokiem 1939 aktywnie wspierał ekonomię społeczną i potrafił inicjować sporo akcji społecznych.

Szukając dziś przyczyn braku pełnego wykorzystania drzemiących w polskim katolicyzmie potencjałów, można wskazać kilka przyczyn.

Pierwsza dotyczy parafii, na których opiera się nie tylko działalność duszpasterska Kościoła, ale również w pewnym zakresie funkcjonowanie społeczności lokalnych w Polsce. Parafie wciąż funkcjonują w modelu mocno zhierarchizowanym i słabo wspólnotowym. Mało w nich miejsca na osobiste i czynne zaangażowanie świeckich. Taki stan rzeczy wynika ze skłonności nie tylko księży, ale również samych świeckich, których duchowe potrzeby ograniczają są do niedzielnej mszy św.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Wśród samych księży i w zakonach dostrzec można ślady jakby minionej epoki. Księża, zakonnicy, zakonnice wciąż pamiętają inwigilacje oraz nierówne traktowanie i boją się otwartej działalności w przestrzeni publicznej. Dlatego działalność państwa bywa postrzegana jako wroga i obca. Niektórym kościelnym dziełom wciąż brakuje przejrzystości i standardów funkcjonowania, aby aktywnie konkurować w przestrzeni publicznej.

Do tego można chyba dodać brak wystarczającej wrażliwości społecznej i zrozumienia, że dogmaty mają swoje społeczne aspekty. A przecież cele pożytku publicznego są zbieżne z założeniami katolickiej nauki społecznej. Nie bez znaczenia jest też wciąż obecne i częściowo uzasadnione usypiające przeświadczenie o dominującym charakterze katolicyzmu.

Słabość katolicyzmu społecznego w Polsce nie wynika tylko z wewnętrznych problemów. Wydaje się, że w III RP dystans Kościoła względem aktywności społecznej, przede wszystkim w sferze publicznej, spowodowany był zdominowaniem idei społeczeństwa obywatelskiego przez lewicowe i obce chrześcijaństwu hasła i programy.

Niewiele projektów z zakresu społeczeństwa obywatelskiego adresowanych było do środowisk katolickich. Istotne przejawy aktywności społecznej, jak choćby te skupione wokół Radia Maryja, traktowane były jako negatywne i destrukcyjne. Kryteria oceny wniosków do konkursów na projekty społeczne, nie tylko europejskie, przynajmniej częściowo eliminowały jakiekolwiek powiązania z religią. Powodowało to tendencje, aby kościelne instytucje społeczne zakładać jako świeckie, bo wtedy łatwiej uzyskać finansowanie. Również prowadzone przez wiele lat badania trzeciego sektora nie zauważały podmiotów kościelnych.

Te wewnętrzne i zewnętrzne przyczyny wskazują, że – posługując się hasłem ostatniego zjazdu gnieźnieńskiego – katolicyzm społeczny w Polsce jest ciągle przed nami. Integralnie rozumiany rozwój naszego kraju nie może pomijać, a tym bardziej wykluczać, polskiego katolicyzmu. Praca w tym kierunku wymaga jednak wiele wysiłku w różnych wymiarach.

Należy przywrócić w świadomości Polaków, że takie hasła jak „pożytek publiczny" czy „dobro wspólne" mają sens i znaczenie chrześcijańskie. Istotnym krokiem jest zaktywizowanie polskich parafii, szczególnie tej większości parafii z małych miasteczek i wiosek, aby świeccy potrafili brać w nich odpowiedzialność za ewangelizację oraz działalność charytatywną.

Pomocne byłoby również opracowanie programów rozwoju aktywności społecznej adresowanych wprost do organizacji religijnych. Część z nich powinna dotyczyć podmiotów kościelnych dostarczających profesjonalnych usług społecznych. Nie można jednak zapomnieć o działających lokalnie oddolnych organizacjach budujących przede wszystkim kapitał społeczny. Takie pomysły realizowali już Amerykanie. Jeśli nie teraz, to kiedy.

Autor jest dyrektorem Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego SAC