Reklama

Tomasz Krzyżak o sporze w kwestii ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej

Spór o decyzję prokuratury ws. ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej.

Aktualizacja: 02.11.2016 20:01 Publikacja: 01.11.2016 17:59

Tomasz Krzyżak o sporze w kwestii ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej

Foto: Fotorzepa, Piotr Guzik

Kwestia wyjaśnienia okoliczności katastrofy smoleńskiej niemal od początku rozgrywana jest politycznie. Zarówno przez Prawo i Sprawiedliwość, jak i Platformę Obywatelską. Nie inaczej jest teraz, gdy prokuratura chce dokonać ekshumacji wszystkich ofiar, które nie zostały skremowane. Z ust poważnych polityków opozycji, ale i części publicystów daje się słyszeć, że decyzja prokuratorów na dłuższą metę może zaszkodzić obecnemu obozowi władzy, bo działający pod presją śledczy za wszelką cenę będą dążyli do udowodnienia tezy o zamachu, w którą większość Polaków, co pokazują sondaże, nie wierzy.

Jednocześnie mamy do czynienia z przesadnym eksponowaniem sprzeciwu części rodzin oraz wywieraniem nacisku na Kościół, by zajął w tej sprawie jasne stanowisko. Najlepiej, by sprzeciwił się ekshumacjom. Na to nakładają się dążenia innych rodzin, by groby jednak otworzyć, żeby jednoznacznie ustalić, kto właściwie jest w nich pochowany. Sprawa jest zatem niezwykle trudna i delikatna.

Wyjaśnieniem okoliczności katastrofy śledczy zajmują się od 10 kwietnia 2010 roku. Co do tego, że w ciągu tych lat popełniono wiele błędów, nie ma najmniejszych wątpliwości.

Wydaje się, że najpoważniejszym błędem było przyjęcie, że Rosjanie, którzy przeprowadzali sekcje oraz identyfikacje w Moskwie, zrobili to właściwie. Tymczasem nasi śledczy byli wprawdzie w Rosji, ale w żadnych czynnościach nie uczestniczyli. Zwłoki ofiar w kolejnych dniach tragicznego kwietnia przywożone były do Polski i bez otwierania trumien wydawane rodzinom.

Nikt wówczas nie podjął trudnej decyzji, by opóźnić pochówki o kilka dni i przeprowadzić własne badania. Dziś najprawdopodobniej nie byłoby burzliwej debaty. Niewykluczone, że przed sześcioma laty, gdy prokuratorzy działali pod presją czasu, a na łamach gazet pojawiały się pytania, dlaczego identyfikacje trwają tak długo, nikomu po prostu nie przyszło to do głowy.

Reklama
Reklama

Decyzję o ekshumacji wszystkich ofiar katastrofy i przeprowadzeniu sekcji można było podjąć w 2012 roku, gdy po wielomiesięcznych staraniach rodzinie Anny Walentynowicz udało się doprowadzić do wydobycia z grobu jej szczątków. Wówczas okazało się, że doszło do pomyłki. Zamiana zwłok miała też miejsce w przypadku m.in. ks. prof. Ryszarda Rumianka i ks. Zdzisława Króla.

Po tamtych ekshumacjach prokuratorzy prowadzący śledztwo wiedzieli (mówili o tym publicznie), że sekcje w Moskwie przeprowadzono niechlujnie oraz że doszło do zbezczeszczenia zwłok. W ciałach ofiar znajdowano m.in. brudne bandaże, gumowe rękawice, niedopałki papierosów. Dlaczego wtedy nie podjęto decyzji o ekshumacji wszystkich ofiar?

Zasadne będzie stwierdzenie, że wtedy była to sprawa polityczna. Rządzącej wówczas PO byłoby nie na rękę, gdyby się okazało, że zaniedbania dotyczą nie kilku, lecz niemal wszystkich ofiar katastrofy. Na to nie można było sobie pozwolić. Ewentualne nieprawidłowości byłyby bowiem wodą na młyn dla PiS. Postanowiono zatem milczeć. Z politycznego punktu widzenia dziś ekshumacje działają zatem raczej na niekorzyść Platformy.

Zostawmy politykę i przyjmijmy, że obecnie prokuratorzy prowadzący śledztwo chcą po prostu nadrobić zaniedbania poprzedników. Chcą mieć własne sekcje, które być może ustalą dokładne przyczyny śmierci osób, które zginęły w Smoleńsku. Być może ich dochodzenie niczego nie zmieni, ale przynajmniej będą mieli pewność, że zrobili wszystko co do nich należało, by dojść do prawdy. A przecież o to w tym wszystkim chodzi.

Pozostaje delikatna kwestia sprzeciwu części rodzin. Wydaje się, że najrozsądniejszym wyjściem z tej sytuacji byłoby rozpoczęcie ekshumacji od tych ofiar, których rodziny sprzeciwu nie wnoszą. Niewykluczone, że dostarczyłyby one śledczym wystarczających dowodów i nie byłoby potrzeby otwierania kolejnych grobów. Co jednak w sytuacji, gdy się okaże, że ciała są zamienione? Czy wiadomość ta zostanie przyjęta ze spokojem? Raczej nie.

Jeśli faktycznie jest to konieczne, ekshumacje trzeba przeprowadzić. Źle się jednak stało, że rodziny dowiadują się o tym z mediów, że przed wydaniem decyzji nikomu nie przyszło do głowy, by się z nimi spotkać. Z każdym oddzielnie, okazać trochę zrozumienia, empatii, wytłumaczyć. Podejrzewam, że dziś nie byłoby żadnej dyskusji i zarzutów, że ktoś w imię politycznych interesów tańczy po grobach.

Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Wydarzenia
Totalizator Sportowy ma już 70 lat i nie zwalnia tempa
Polityka
Andrij Parubij: Nie wierzę w umowy z Władimirem Putinem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama