Od dłuższego czasu rząd i spółki Skarbu Państwa stawiają na ideę local contentu (komponent krajowy) – czyli koncepcję zwiększania udziału polskich produktów i usług w łańcuchach dostaw. To jeden z elementów strategii repolonizacji gospodarki zaproponowanej przez rząd.
Dziś można już postawić pytanie: co działa, jeśli chodzi o wdrażanie tej inicjatywy, a co wymaga dalszego rozwinięcia i udoskonalenia? W Gdańsku, podczas Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy (Ukraine Recovery Conference), dyskutowali o tym liderzy najważniejszych spółek Skarbu Państwa. Wnioski są jednoznaczne: local content może być zarówno wsparciem w rozwoju gospodarki, jak i wsparciem ekspansji zagranicznej, ale tylko jeśli jako idea będzie konsekwentnie rozwijany i wzmacniany.
– W gronie, w jakim tu jesteśmy, temat local contentu jest świetnie znany. Natomiast nasze największe zadanie dotyczy upowszechniania tej idei w skali całego kraju. W przeciwnym razie jej wdrażanie będzie postępować znacznie wolniej i w mniejszym zakresie – przyznała Katarzyna Rozenfeld, wiceprezes PGE ds. operacyjnych.
W dyskusji uczestniczyli także przedstawiciele takich spółek, jak PGZ, Tauron, Totalizator Sportowy, ENEA i Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP). ARP wraz z innymi instytucjami zajmującymi się rozwojem tworzy teraz Team Poland – nowy sojusz i markę współpracy gospodarczej, o której mówili w Gdańsku również przedstawiciele rządu.
Paneliści podkreślali, że local content może być dźwignią rozwoju gospodarki, ale tylko jeśli zaistnieje szerzej, wyjdzie poza spółki Skarbu Państwa, dla których ostatnio został przyjęty kodeks dobrych praktyk w tym obszarze.
– Local content nie jest jednorazowym zakupem danego produktu czy usługi od jednej firmy. Dla mnie jest to tworzenie trwałej wartości dla regionu, kraju, dla firmy i budowanie przewagi konkurencyjnej. To budowanie trwałej więzi z dostawcami, żeby mogli się rozwijać. Gdy te firmy będą się rozwijać, dostarczą nowe produkty, a ja z tymi produktami trafię do partnerów w Ukrainie, na Łotwie czy w Estonii – podkreślał Grzegorz Lot, prezes Tauronu.
Prezes Lot pokazał rozwojowy sens tej idei: local content pracuje dla gospodarki jako inwestycja, która zwraca się jej własną ekspansją. Ale paneliści byli zgodni co do warunku: ten mechanizm zadziała tylko wtedy, gdy obejmie więcej niż tylko największe spółki.
– Myślę, że główne zadanie jest takie, by ta koncepcja stała się ogólnopolska, a nie zawężała się jedynie do spółek Skarbu Państwa – podkreślała Katarzyna Rozenfeld.
Co jeszcze się liczy? – Mamy nie tylko takich dostawców, którzy wygrywają przetargi, ale też firmy drugiego, trzeciego czy czwartego rzędu – podwykonawców. I to o nich trzeba zadbać. Lokalna betoniarnia sama nie wystartuje do przetargu przy budowie Głównego Punktu Zasilania czy farmy wiatrowej, ale jest na miejscu i będzie w tym projekcie uczestniczyć. Dlaczego nie rozwijać takich firm? Local content to nie jest tylko kwestia wymyślenia nowego przetargu i innej jego organizacji. To dbanie o lokalnego dostawcę betonu, ogrodzeń, rur czy stali – bo on będzie te konstrukcje spawał na miejscu. Wzmocnimy te firmy, a one potem będą dostarczać produkty i usługi do Ukrainy – mówił Grzegorz Kinelski, prezes Enei.
Dyskusja w Gdańsku dotyczyła również suwerenności gospodarki. – Musimy pamiętać o takim słowie jak suwerenność, rozumiana w sensie produkcyjnym, technologicznym, kompetencyjnym. Wszystko, co będziemy potrafili wyprodukować, do czego będziemy mieć infrastrukturę, będzie naszą siłą. To będzie prawdziwa odporność i jednocześnie local content – mówił Adam Leszkiewicz, prezes PGZ.
W tym kontekście pojawiło się też pytanie o kształt ekspansji firm do Ukrainy. Uczestnicy debaty mówili o gotowości do współpracy, ale jednocześnie o tym, że jej ostateczny kształt będzie zależał od strony ukraińskiej.
– Jesteśmy gotowi do współpracy, ale żebyśmy nie weszli w narrację arogancji. Będziemy jak najszerzej komunikować, jakie mamy doświadczenia i co potrafimy. Ostatecznie jednak to strona ukraińska będzie wyznaczać priorytety oraz określać, kiedy i w jakim zakresie oczekuje wsparcia – zaznaczyła wiceprezeska PGE.
W debacie pojawiła się jeszcze jedna kwestia: dostęp do informacji o tym, kto może wspierać Ukrainę w odbudowie. W tym kontekście wskazano na potrzebę stworzenia swego rodzaju „mapy” firm z obszaru local content, które mogłyby zaangażować się w ten proces.
– To powinno być podstawowe narzędzie do inwentaryzacji podmiotów, które będziemy włączać w przetargi, w łańcuchy dostaw. Nie mówię tylko o wydatkowaniu środków publicznych, lecz szerzej – powiedziała Ilona Deręgowska, wiceprezes ARP. – Dzisiaj bardzo często o sukcesie decyduje dostęp do informacji o tym, kto może dostarczyć daną usługę czy produkt, o ich zasięgu i możliwościach oraz cenie – dodała.
Z debaty wynika, że local content może być potężnym narzędziem dla polskich firm, nie tylko tych największych, również w kontekście rozwoju i współpracy z Ukrainą. Warunkiem jest jednak realne upowszechnienie tej koncepcji, tak aby wykraczała poza środowiska, w których już dziś jest dobrze znana.