Drugi rok z rzędu na dopłaty do ubezpieczeń rolników przewidziany jest prawie miliard złotych. W ustawie budżetowej na rok 2017 r. na ubezpieczenia upraw rolnych i zwierząt została przewidziana kwota 902,6 mln zł, a zgłoszony przez zakłady ubezpieczeń limit dopłat na 2017 r. wynosił łącznie 471 mln zł. W trakcie roku kwota dopłat została obniżona do 725 mln zł, ale i tak nie udało się ich wykorzystać.
– Dopłaty z budżetu państwa do składek producentów rolnych z tytułu zawarcia umów ubezpieczenia wyniosły w 2017 r. 397,9 mln zł – podaje Renata Kania z biura prasowego Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
W poprzednich latach często nie wystarczało środków na dopłaty do ubezpieczeń, a sięgają one nawet 65 proc. W efekcie rolnicy w ogóle nie wykupywali polis. Pogoda w ubiegłym roku nie oszczędziła nikogo, ale nawet w obliczu strat warto było mieć polisę.
Jak tłumaczy Rafał Mładanowicz, prezes Krajowej Federacji Producentów Zbóż, tacy rolnicy mogli liczyć na wyższą pomoc publiczną. Jeśli ubezpieczyli minimum 50 proc. upraw, otrzymywali 1000 zł od hektara, a ci bez polis jedynie 500 zł.
Ubiegłoroczne niewykorzystanie kwoty dopłat wynikało z faktu, że najpopularniejszą formą ubezpieczeń są polisy od przezimowania. – Gdy ten system wszedł w życie od początku ubiegłego roku, 1 stycznia nie mogliśmy już ubezpieczyć od wymarznięcia upraw ozimych, które zostały zasiane na jesieni 2016 r. Wtedy wielu rolników chciało się ubezpieczyć, ale nie wystarczyło już środków na dopłaty – mówi Rafał Mładanowicz.
Dla sadowników z kolei nowa regulacja weszła w życie za późno. Pierwsze firmy ubezpieczeniowe dopasowały swoje systemy do nowych przepisów około 10 kwietnia. Po zawarciu polisy następuje jeszcze dwa tygodnie karencji. W efekcie, gdy w kwietniu wystąpiły przymrozki, rolnicy nie dostali odszkodowania za uprawy zniszczone już po podpisaniu umowy.
Tyle że, jak dowiadujemy się od sadowników, zaproponowane im przez brokerów stawki polis od przymrozków wzrosły od ubiegłego roku o 100 proc., co gorsza, sadownicy dopłaty dostaną tylko do jednego ryzyka, mogą więc wybierać między możliwymi przymrozkami a prawdopodobnym gradem. Narasta też częstotliwość anomalii pogodowych.
– Kiedyś szanse wystąpienia gradu była jak jeden do 100, więc sadownicy rezygnowali z ubezpieczeń, bo bez sensu płacić składkę i zastanawiać się, czy za jego życia wystąpi grad czy nie. Teraz zastanawiamy się, czy grad będzie raz w roku czy dwa razy i jaką będzie miał intensywność – podsumowuje Dariusz Szymański, prezes Spółdzielczej Grupy Producentów Owoców Nasz Sad, który ze względu na kosztowność produkcji ubezpieczenia uważa za niezbędne.
Obserwację potwierdzają towarzystwa. – Jako nowy gracz na tym rynku obserwujemy duże zainteresowanie ubezpieczeniami upraw. W porównaniu z sezonem wiosennym jesienią zebraliśmy składkę kilkakrotnie większą – wyjaśnia Katarzyna Dobosz-Rojewska z Pocztowego TUW.
Stawki zależą od regionu
Rolnicy mogą ubezpieczyć uprawy rolne od jednego lub kilku rodzajów ryzyka z dopłatą do 65 proc. stawki ubezpieczenia. Koszty zależą od regionu, uprawy, a także rodzaju ryzyka. Polisy oferuje pięć towarzystw, które podpisały umowę z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi: PZU, Interrisk, Pocztowe TUW, Concordia i TUW TUW.