Gość tłumaczył, że ceny składek OC to jest pewna forma porozumienia społecznego. - Ponieważ odszkodowania rosną w olbrzymim tempie, ciężko w tej chwili przewidzieć, czy to już jest koniec podwyżek – mówił Prądzyński.
Zaznaczył, że ostatni rok skończył się dla ubezpieczycieli w dalszym ciągu olbrzymią stratą. - Rynek ma ponad 1 mld zł straty. Dopóki wpłaty i wypłaty się nie zrównają musimy oczekiwać, że jeszcze jakieś podwyżki będą – stwierdził.
- Ceny ubezpieczeń muszą rosną, bo rosną koszty robocizny, części zamiennych. Rosną również koszty procedur medycznych. Koszty niewyliczalne to część za ból i cierpienie. To są zadośćuczynienia wypłacane rodzinom i od 2008 r. ubezpieczyciele przewidują to w składkach, ale nie są w stanie przewidzieć jakiej wysokości będą te zadośćuczynienia – dodał.
Prądzyński wyjaśnił, że dzisiaj płaci się również za to, co się stało do 20 lat wstecz. - Niestety przed 2008 r. zadośćuczynienia nie były wliczane w składkę. Kierowcy dzisiaj płacą za to, co zdarzyło się 20 lat temu – tłumaczył.
Przyznał, że w autocasco rachunki są mniej więcej wyrównane.
Gość podkreślił, że polityka cenowa każdego zakładu ubezpieczeń jest jego indywidualną strategią i nie ma żadnego porozumienia co do zaniżania, czy zawyżania stawek.
Od 1 lipca będzie 23 proc. VATem obłożona likwidacja szkód.
- Na końcu to kierowcy zapłacą – mówił Prądzyński.
- Dotychczas te usługi likwidacji szkód nie były obłożone VATem. Teraz cześć ubezpieczycieli dokona transformacji i włączy odrębne spółki, dokonujące napraw, do siebie, przez co tego VATu nie będzie. Niektórzy nie będą mogli tego zrobić, czyli koszty im wzrosną 23 proc. To w jakiś sposób przełoży się na stawki OC – podsumował Prądzyński.