Doszło do przekierowań, nieplanowanych lądowań i odwołania startów – i to nie tylko w samych Indiach, ale także w Singapurze i Kanadzie.
Pomagają inne kraje
Samolot Air Akasa lecący do Bengaluru wylądował ostatecznie w Delhi. Z kolei wojskowe lotnictwo Singapuru wysłało dwa myśliwce do asysty samolotu Air India Express, który leciał z Madurai w Indiach i już miał lądować na lotnisku Changi, ale pojawiła się informacja, że na jego pokładzie jest bomba. Jak poinformował Ng Eng Hen, minister obrony Singapuru, samolot ostatecznie bezpiecznie wylądował na Changi i został przekazany singapurskiej policji lotniskowej.
Kilka godzin wcześniej, z tego samego powodu, samolot Air India z Delhi do Chicago musiał awaryjnie lądować w Iqluit w Kanadzie z powodu takiego samego alarmu. Ostatecznie pasażerowie z tej maszyny zmuszeni byli przesiąść się do samolotu kanadyjskiej jednostki wojskowej, którym polecieli do Chicago. Jednocześnie Kanadyjczycy zatrzymali maszynę Air India do wyjaśnienia. Podobne przypadki dotyczyły linii IndiGo i SpiceJet.
Czytaj więcej
Amerykański Departament Transportu ukarał niemiecką Lufthansę za to, że we Frankfurcie nie przyjęła na pokład 128 ortodoksyjnych Żydów. Wcześniej N...
Fałszywe alarmy bombowe nie są czymś niezwykłym w Indiach
Nigdy jednak nie występowały w takim natężeniu, a od ostatniego poniedziałku mamy do czynienia z ich wyraźnym wzrostem.
We środę, 17 października, indyjski minister lotnictwa cywilnego zapewnił, że jego resort bardzo uważnie monitoruje sytuację i zrobi wszystko, aby operacje lotnicze w tym kraju były bezpieczne.
„Jesteśmy zdeterminowani, aby utrzymać jak najwyższy poziom bezpieczeństwa operacji lotniczych, a naszym priorytetem jest bezpieczeństwo pasażerów” – napisał minister Ram Mohan Naidu Kinjarapu na platformie X.
Z kolei indyjska agencja informacyjna ANI zacytowała urzędnika z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, który zapewnił, że jego resort wysłał na lotniska służby bezpieczeństwa, a na kierunkach „wrażliwych” ma zostać zaostrzona kontrola.
I już są tego efekty. W ostatni poniedziałek trzy rejsy startujące z Mumbaju zostały zawrócone z powodu informacji o podłożonych ładunkach wybuchowych. Okazało się, że ich autorem był nastolatek, który szybko został zidentyfikowany i zatrzymany przez policję.
We wtorek było 7 takich alarmów, w tym 2 dotyczyły rejsów Air India. Wszystkie zostały odwołane, bo maszyny nie zdążyły jeszcze wystartować.
Żartownisie drogo zapłacą
Air India w wydanym oświadczeniu poinformowały, że jest w stałym kontakcie z władzami lotniczymi i zapowiedziały, że po wykryciu sprawców tych wydarzeń wystąpi na drogę sądową o odszkodowanie za poniesione straty.
Dzisiaj na każdym lotnisku indyjskim funkcjonuje komórka organizacji Bomb Threat Assessment Committee, która ocenia wielkość zagrożenia i – zależnie od tej oceny – podejmuje regulaminowe środki. Może to być wysłanie oddziału saperów, specjalnej jednostki z psami wyszkolonymi do wykrywania ładunków wybuchowych, bądź wyjazd karetki z pełną obsadą, jeśli zagrożenie wydaje się poważne. Niezależnie, specjalna jednostka zajmuje się skrupulatną kontrolą bagażu i ładunków cargo. A Każdy samolot, nawet taki, którego nie objął alarm bombowy, jest dokładnie sprawdzany przez służby przed odlotem.
To wszystko jednak nie tylko kosztuje, ale i powoduje rozchwianie rozkładu lotów, co z kolei jest bardzo kosztowne – i dla przewoźników, i dla lotnisk.