Wsparciem, zamiast pierwszego oficera miałby być komputer.

Pomysł został przyjęty przez pasażerów i samych pilotów z mieszanymi uczuciami. Obecność dwóch osób w kokpicie jednak daje poczucie większego bezpieczeństwa podczas rejsu. A przecież były już przypadki zasłabnięcia osób za sterami samolotów. Wtedy życie pasażerów i maszynę ratował drugi pilot.

Takie rozwiązanie miałoby pomóc w uporaniu się z kryzysem na rynku, bo po pandemii pilotów brakuje. Oczywiście byłoby także taniej, bo na przykład kapitan w niemieckiej Lufthansie zarabia 210 tysięcy euro rocznie, plus bonusy i dodatki. A Niemcy, oprócz Wielkiej Brytanii i kilku innych krajów właśnie negocjują redukcje zatrudnienia. Grupa Lufthansy i British Airways należą do grupy największych przewoźników w Europie.

Czytaj więcej

British Airways pozwala stewardom i pilotom na szminkę i zarost

Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) nie mówi nie, ale przyznaje, że przejście na nowe regulacje potrwa i jednoosobowa obsługa kokpitu byłaby możliwa dopiero w 2027 roku. EASA już teraz współpracuje z producentami samolotów, bo zmniejszenie obsługi lotu nie byłoby prostą decyzją o zwolnieniu jednego fotela w kabinie.

Piloci wskazują jednak, że obecność drugiej osoby w kokpicie jest niezbędna. Przypominają przykład dwóch mało doświadczonych pilotów w rejsie Air France z Rio de Janeiro do Paryża, kiedy błędny odczyt jednego z nich z oblodzonego czujnika, doprowadził do tragedii. Kapitan wtedy spał, a kiedy się obudził, samolot już spadał do Atlantyku i nie można było nic zrobić. Zginęło wówczas 228 pasażerów i członków załogi.

Na razie nie wiadomo jaki pomysł mają i EASA i producenci samolotów na zapewnienie bezpieczeństwa lotów w przyszłości. Co miałoby stać się z samolotem, gdyby jedyny pilot zasłabł? I na ile byłaby w stanie pomóc w bezpieczeństwie lotu technologia, jaką by zastąpiono człowieka.

Czytaj więcej

Personel latający Air France zapowiada strajk na święta

Ale agencja przekonuje, że przecież kiedyś kokpity były znacznie bardziej zatłoczone, na przykład w „nosie” samolotu siedział nawigator, a oprócz niego byli tam radiooperator i inżynier lotu. Postęp technologiczny pozwolił więc na wyeliminowanie trzech członków załogi, zostawiając jedynie dwóch pilotów i coraz bardziej skomplikowaną aparaturę. — Dzisiaj idziemy w kierunku wyeliminowania ostatniej możliwej osoby z kokpitu — przyznaje Janet Northcote, szefowa komunikacji w EASA. Z kolei Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego (ICAO) domaga się dowodu, że jeden pilot w kokpicie poprowadzi samolot tak samo bezpiecznie, jakby miało ich być dwóch. Zdaniem Alexandra Feldmana z Boeinga w tym wypadku bariera psychologiczna jest znacznie trudniejsza do pokonania niż z punktu widzenia technologii. — Bo niezbędną technologię już mamy, tak aby samotny pilot czuł się komfortowo. Teraz decyzje należą do regulatorów i oczywiście pasażerów — mówił podczas ostatniej konferencji poświęconej bezpieczeństwo lotniczemu w Bangkoku.

Czytaj więcej

Strajk pilotów Eurowings. Trzy dni chaosu na niemieckich lotniskach

Pierwszym krokiem do takiej zmiany byłoby wprowadzenie rejsów z jednoosobowych kokpitów w czasie mniejszego ruchu. Drugi pilot mógłby wtedy odpoczywać, a nie siedzieć obok. A co w takim razie podczas długich lotów, takich jak chociażby rejsy z Europy na zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Bo przecież samo siedzenie za sterami, kiedy maszynę prowadzi komputer, też męczy? A co byłoby w takiej sytuacji kryzysowej, jak wydarzyła się w samolocie US Airways, kiedy kapitan Chesley Sullenberger i pierwszy oficer Jeffrey Skiles wspólnie posadzili samolot na rzece Hudson, bo w pojedynkę byłoby to bardzo trudno zrobić? A jedyną osobą, która ucierpiała była szefowa pokładu, która złamała nogę? No właśnie na takie pytania EASA jeszcze musi odpowiedzieć.

Na razie agencja przekonuje, że żadne ostateczne decyzje nie zostaną w tej sprawie podjęte, jeśli wszyscy nie będą się czuli komfortowo.