Rozpocząć należy od wyróżnienia, jakim sztuka Magdy Fertacz została uhonorowana – w 2008 roku otrzymała Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną.
W werdykcie jurorzy rekomendowali: „Autorka umiejętnie splata kilka tematów i planów, skłania do pytań o ciągłość doświadczenia historycznego i do podjęcia próby uporządkowania zbiorowej pamięci. Jej sztuka prowokuje do przemyśleń i przewartościowań".
Fertacz zainspirował ponoć reportaż Włodzimierza Nowaka z tomu „Obwód głowy", o zbiorowym samobójstwie niemieckich kobiet, popełnionym w 1945 roku na wieść o zbliżającym się froncie rosyjskim – jest to wątek stanowiący klamrę dla opowieści. Akcja toczy się w domu zamieszkiwanym przez Matkę (Aleksandra Justa), Wdowę (Izabela Kuna), do którego przyjeżdża w odwiedziny Syn (Eryk Kulm), by zgodnie z rodzinną tradycją obchodzić urodziny nieżyjącego od kilku lat Brata (Piotr Ligienza). Ów Brat był zawodowym żołnierzem uczestniczącym w działaniach polskiej misji wojskowej w Afganistanie. Pojawia się też Ojciec (Piotr Fronczewski), ale tylko w rozmowach telefonicznych, bo opuścił dom i nie zamierza do niego wracać. No i jest jeszcze duch dziewczynki, małej blondyneczki, dawnej mieszkanki domu, w którym toczą się opowiadane zdarzenia.
Zrealizowany przez Martę Miłoszewską spektakl obfituje w mrok – zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Przez większość opowieści postaci toną w ciemności, która dość skutecznie uniemożliwia przyglądanie się im. Jest też i mrok polegający na składaniu wielu wątków i postaci – materialnych i niematerialnych - w całość. W rezultacie stajemy się biernymi obserwatorami zdarzeń, które nas niewiele obchodzą.
Jako że sztuka jest realizowana w teatrach, a pewnie i za granicą, bo przetłumaczona została w kilkunastu językach, może warto potraktować ten spektakl jako pozwalający poznać jej treść.