Rosyjski zespół Licedei, który w sobotę wystąpi podczas Festiwalu Sztuki Mim na warszawskiej Woli to jeden z najlepszych na świecie teatrów zajmujących się klaunadą. Powstał w 1968 roku w Leningradzie. Podobno jego założyciel Slava Palunin zdecydował, że zostanie klaunem po obejrzeniu Chaplinowskiej komedii „Brzdąc".

www.mime.pl

– Dzięki temu filmowi zrozumiałem, co chcę robić w życiu - mówił w jednym z wywiadów. Dziś grupa ma własną, nowoczesną siedzibę w Petersburgu z dwoma salami mogącymi pomieścić w sumie 600 widzów. Występowała m.in. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Kolumbii, Nowej Zelandii, Brazylii i na Kubie. Kilkakrotnie  gościła w Polsce, za każdym razem przyciągając tłumy. Jej perfekcyjnie dopracowane komediowe spektakle są zrozumiałe dla każdego, niezależnie od wieku i narodowości. Zwariowanej zabawie często dają się porwać całe rodziny, bo aktorzy z Licedei to profesjonaliści. Niektórzy rozśmieszają widzów od ponad 40 lat.

W sobotę w Warszawie pokażą spektakl „Fly and Saw". Jego autorem i największą gwiazdą jest Leonid Leikin, który kilkanaście lat spędził w słynnym Cirque du Soleil. Powrócił do zespołu Licedei, by stworzyć opowieść o życiu teatru i artysty. Towarzyszyć będą mu m.in. Anwar Libabov, Victor Solovyev i Anna Orlova.

Na scenie zobaczymy aktorów, którzy mają czerwone, doczepiane nosy, wielkie buty, szerokie spodnie na szelkach oraz zamiłowanie do robienia głupich żartów.

 

Ale poza tym z cyrkowymi klaunami niewiele ich łączy. Dla Licedei gagi to pretekst do pokazania absurdów życia. Kolaż perfekcyjnego ruchu, muzyki i słodko-gorzkich opowieści sprawiły, że ich styl krytycy nazwali poetycką klaunadą. Rosyjscy mimowie dbają o stronę wizualną przedstawień - dzięki grze świateł i kolorów, przenoszą widza w bajkowy, nierealny świat. Nawet najbardziej zwariowane i absurdalne pomysły wcielają w życie. Podczas widowiskowych finałów potrafią zasypać scenę i widownię konfetti, balonami lub... papierem toaletowym. Sprawiają, że widzowie wychodzą z teatru młodsi co najmniej o 10 lat.