W niedzielę Biały Dom poinformował, że wycofa swoich żołnierzy z obszaru, na którym Turcy mają prowadzić ofensywę. Jak się potem okazało chodzi o ok. 50 żołnierzy amerykańskich sił specjalnych, którzy znajdowali się na terenach mających być objętych turecką ofensywą.

Jednocześnie jednak prezydent Donald Trump ostrzegł, że "zniszczy turecką gospodarkę" jeśli ofensywa Turcji w Syrii będzie miała zbyt szeroki zakres.

"Tureckie Siły Zbrojne nie będą tolerować ustanowienia na naszej granicy korytarzy przez terrorystów. Wszystkie przygotowania do operacji (wojskowej) zostały zakończone" - informuje turecki resort obrony.

"Jest kluczowe, aby utworzć strefę bezpieczeństwa, korytarz pokojowy, aby przyczynić się do regionalnego pokoju i stabilności i aby Syryjczycy mogli żyć bezpiecznie" - czytamy w komunikacie resortu obrony Turcji.

Z kolei rzecznik tureckiego MSZ Hami Aksoy podkreślił, że "fundamentalnym prawem Turcji jest podjęcie niezbędnych kroków na rzecz swojego bezpieczeństwa narodowego w związku z zagrożeniem terrorystycznym z Syrii".

Turcy uważają kurdyjskie Powszechne Jednostki Ochrony (YPG), będące filarem Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF), kurdyjskich sojuszników USA, za formacje terrorystyczne, będące przedłużeniem Partii Pracujących Kurdystanu, organizacji uznanej za terrorystyczną i zdelegalizowaną w Turcji.