Francuskie media poinformowały, że atak przeprowadził 45-letni Michael Harpon, pracownik IT. Z jego rąk zginęło trzech członków wywiadu policji, którzy pracowali na parterze budynku. Następnie mężczyzna zaatakował na klatce schodowej dwie kobiety. Jedna z nich zginęła, druga w stanie krytycznym trafiła do szpitala.

Harpon przeszedł na islam ok. 10 lat temu. Według śledczych miał coraz bardziej radykalne przekonania i pozostawał w kontakcie z radykalnym imamem salafistycznym.

Mimo to miejscowy aktywista Hadama Traore wezwał do zorganizowania w czwartek demonstracji w Gonesse na przedmieściach Paryża. To miejsce, gdzie mieszkał Harpon, który według Traore wcale nie był „religijnym ekstremistą”.

Traore twierdzi, że Harpon cierpiał z powodu dyskryminacji w pracy. Miał być narażony na kpiny, ponieważ miał problemy ze słuchem. „Taki jest kontekst, który wyjaśnia, dlaczego zwariował” - napisał aktywista na Facebooku, potępiając „okropne” zabójstwa.

Szefowa skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen wezwała rząd do zakazania protestu. „Jak możemy wierzyć, że Emmanuel Macron będzie walczył z »islamską hydrą« (takiego określenia użył prezydent Francji - red.), skoro nie może nawet zakazać demonstracji, popierającej zabójcę czterech policjantów” - pytała na Twitterze.

Minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner skrytykował pomysł demonstracji, nazywając ją „nieprzyzwoitością i zniewagą dla pamięci naszej policji”, i uzgodnił z prefektem departamentu Val-d’Oise zakaz demonstracji.

Traore potępił atak nożownika na komendzie, ale zaznaczył, że demonstracja miałaby być „znakiem solidarności dla społeczności, aby uniknąć wykorzystywania zamachu w celu dyskryminacji społeczności muzułmańskiej lub etnicznej”.