Walka między dwojgiem kandydatów do demokratycznej nominacji prezydenckiej jest tak zacięta i dramatyczna jak końcówka niedzielnego Super Bowl. To nie przesada. Jak wynika z sondaży, wtorkowe prawybory wzbudzają wśród Amerykanów niemal taką ekscytację jak Super Bowl, co jest nie lada osiągnięciem, bo finał NFL to dla nich największa impreza sportowa roku.
Ogarnięty euforią po zwycięstwie gigantów Nowy Jork szykował się więc do kolejnego starcia. – W niedzielę Super Bowl, a we wtorek... Superwtorek, ale emocje! – cieszył się Tom Reeves, inżynier z Nowego Jorku, który ucztował triumf gigantów w jednym z lokalnych barów. – Nie wiem, kto wygra, Clinton czy Obama, ale tak czy owak będę zadowolony – dodał.
Dla większości nowojorczyków to dość nowe uczucie. W wyborach powszechnych ich stan jest tak przewidywalny, że republikanie nawet nie próbują w nim wygrać z demokratami. W prawyborach głosowanie odbywało się w nim zazwyczaj tak późno, że nominacje prezydenckie były już zwykle niemal przesądzone. W tym jednak roku termin prawyborów w tym stanie został, jak w wielu innych, przesunięty na początek lutego, a do tego Clinton i Obama idą w sondażach ramię w ramię.
– Wreszcie nasz głos będzie o czymś decydował, będzie miał realne znaczenie – cieszy się Reeves.
Z sondaży wynika, że w Nowym Jorku wyraźne zwycięstwo wśród demokratów odniesie Clinton, która reprezentuje ten stan w Senacie USA. Ale przy proporcjonalnym przydziale delegatów na konwencję, która pod koniec lata przypieczętuje nominację prezydencką, liczy się każdy głos, nawet w przegranym okręgu. Tym bardziej że w wielu innych stanach, które dziś będą głosować, rywalizacja między tą dwójką jest znacznie bardziej zacięta. Szczególnie w Kalifornii, która jest najbardziej łakomym kąskiem.