W weekend tysiące ludzi ma pojawić się na ulicach miast w całych Niemczech, aby demonstrować przeciwko decyzjom władz dotyczących epidemii koronawirusa.
Niemiecki minister spraw zagranicznych ostrzegł, że należy zdystansować się od rosnącego ruchu, w skład którego wchodzą radykalni ekstremiści, zwolennicy teorii spiskowych, antyszczepionkowcy i antysemici. Niemiecka agencj wywiadu ostrzegła, że grupy ekstremistów wykorzystują strach przed wirusem, aby uzyskać poparcie.
- Jeśli radykalni ekstremiści i antysemici używają demonstracji, aby podsycać nienawiść i dzielić, to każdy powinien trzymać się od nich znacznie dalej niż tylko 1,5 metra - powiedział Heiko Maas.
- Ci, którzy rozpowszechniają teorie spiskowe na całym świecie, bez maski, bez zachowania minimalnego dystansu, bez troski o innych, mylą odwagę ze ślepym gniewem, a wolność z czystym egoizmem - dodał.
Wśród protestujących są osoby, które oskarżają rząd o wymyślenie wirusa w celu narzucenia warunków podobnych do dyktatury. Ich gniew skupia się na wszystkich, od kanclerz Angeli Merkel i jej ministra zdrowia Jensa Spahna, po wirusologów i epidemiologów, którzy im doradzają.
Amerykański miliarder Bill Gates, założyciel Microsoftu, który zaangażował się w fundusz na rzecz rozwiązania kryzysu, jest często przedstawiany na demonstracjach jako osoba, która chce poprzez medycynę zdominować świat.
- Dlaczego miałbym być zamknięty w moim własnym domu, skoro tylko 8000 ludzi zmarło na tego wirusa? - pytał Artur Schwarz, uczestnik ostatniego wiecu w Stuttgarcie. - Gospodarka umiera, a mój sąsiad nie mógł odwiedzić żony w domu opieki od 8 tygodni. To przestępstwo - dodał.
Niektórzy demonstranci zaczęli nosić żółtą Gwiazdę Dawida, podobne Żydzi musieli nosić w czasach nazizmu. Chcą w ten sposób podkreślić to, co uważają za stygmatyzację, z jaką spotykają się za odmowę szczepienia przeciwko wirusowi.