– To zawodowi partyzanci uniemożliwili mi wystąpienie! – skarży się kandydat do Dumy z rządzącej Jednej Rosji, który na skutek reakcji zebranych nie zdołał przemówić na wiecu przeciwników zagęszczenia zabudowy na jednym z petersburskich osiedli. W innym miejscu Rosji, w syberyjskim Kemerowie, spontaniczna reakcja widzów uniemożliwiła wystąpienie konferansjerowi, który w czasie rockowego koncertu usiłował agitować za Jedną Rosją.
– Oddajcie pieniądze! – krzyczeli fani grupy Maszyna Wriemieni. Młody urzędnik miejscowej administracji, który wręczył muzykom pamiątkowe odznaki od gubernatora, a potem zaczął mówić o tym, że koncert odbywa się dzięki wsparciu ze strony Jednej Rosji i putinowskiego Frontu Narodowego, wygwizdany, szybko ewakuował się ze sceny.
Reakcja widzów jest tym bardziej znamienna, że członkowie Maszyny Wriemieni i ich lider Andriej Makarewicz nie zaliczają się do tej części rosyjskiego świata muzycznego, która związana jest z opozycją. Bardzo starają się też, aby w ogóle nie być postrzeganymi w jakimkolwiek kontekście politycznym.
Z kolei w Primorskiej, dzielnicy Petersburga, kandydujący w grudniowych wyborach do Dumy z ramienia Jednej Rosji Maksym Dołgopołow przybył wraz z kilkoma ochroniarzami na wiec zorganizowany na jednym z osiedli przez mieszkańców. Był to protest przeciw planom dogęszczenia tego leżącego nad malowniczym jeziorem Dołgoje terenu poprzez dobudowanie nowych wielkich bloków między już istniejącymi. Protestujący mieszkańcy chcieli napisać w tej sprawie list otwarty do gubernatora. Działacze JR proponowali, aby podpisali się pod podobnym listem, który wysłałaby ich partia.
Polityk wszedł na improwizowaną trybunę – pakę ciężarówki – i chciał przemówić. Spotkało się to ze spontanicznym sprzeciwem uczestników kilkusetosobowego zgromadzenia. Kandydatowi usiłowano zerwać z szyi niebieski partyjny szalik. Grupa ludzi próbowała usunąć „jedynorosów" z trybuny. Doszło do szarpaniny, w trakcie której z ciężarówki spadł i złamał rękę – według opozycjonistów zrzucony przez ochroniarzy kandydata – 72-letni mężczyzna.
Według relacji Dołgopołowa w stronę „jedynorosów" poleciały też kamienie.
W tym momencie policjanci otrzymali rozkaz zatrzymania antyrządowych aktywistów. Kilkunastu młodych ludzi zostało doprowadzonych do policyjnych samochodów, ale tłum postanowił wystąpić w ich obronie. Ludzie zatarasowali wyjazd, rozkołysali maszyny i nie dopuścili do ich odjazdu, żądając zwolnienia zatrzymanych. Funkcjonariusze ostatecznie wypuścili ich. A potem większość ponownie aresztowali – już po zakończeniu wiecu i rozejściu się tłumu. Zatrzymani spędzili noc na komisariacie, dowiedzieli się, że będą oskarżeni o „drobne chuligaństwo".
Opuszczających teren wiecu działaczy JR żegnano okrzykami: „Nie potrzeba nam tu żulików!". „Partia żulikow i worow" (partia złodziei i łajdaków) to spopularyzowana przez znanego blogera i działacza antykorupcyjnego Aleksieja Nawalnego definicja Jednej Rosji.
– To byli profesjonalni partyzanci, profesjonalni prowokatorzy! – komentuje Dołgopołow. I chwali policjantów: – Ci chłopcy działały świetnie, od razu rozpoznali prowokatorów...