Paolo Gabriele będzie odbywał karę 1,5 roku pozbawienia wolności w areszcie domowym w swoim mieszkaniu na terenie Watykanu i nie zamierza odwoływać się od wyroku. Poinformowała o tym w sobotę adwokatka oskarżonego Cristiana Arru.
Po wizycie u rodziny swego klienta Arru powiedziała, że promotor sprawiedliwości (watykański odpowiednik prokuratora) zgodził się na warunki odbywania kary. W przeciwnym razie Gabriele trafiłby do więzienia we Włoszech, ponieważ w Watykanie ich nie ma.
Arru dodała, że w swoim mieszkaniu za Spiżową Bramą były kamerdyner będzie oczekiwał na decyzję Benedykta XVI w sprawie ewentualnego ułaskawienia. Wyrok prawniczka oceniła jako sprawiedliwy.
Według Arru jej klient jest pogodzony ze swoją sytuacją oraz "gotowy ponieść wszelkie konsekwencje". Dodała, że wspiera go rodzina.
Gabriele został w sobotę uznany za winnego kradzieży tajnych dokumentów z apartamentu Benedykta XVI. Został skazany na trzy lata pozbawienia wolności, jednak karę natychmiast zmniejszono o połowę za zasługi dla Kościoła w przeszłości i wyrażenie skruchy.
Media podkreślają, że majordomus niewzruszony wysłuchał wyroku w sali watykańskiego sądu. Wychodząc z niej zaś uśmiechnął się i pozdrowił obecnych.
Ponadto zwraca się uwagę na to, że adwokatka kamerdynera w swej mowie końcowej oświadczyła, że opublikowanie w sierpniu przez Watykan - wraz z informacją o decyzji o postawieniu go przed sądem - akt sprawy i protokołów z przesłuchań było "naruszeniem jego godności osobistej".
- Nawet w przypadku pręgierza kara trwała kilka dni - mówiła obrończyni kamerdynera. Mecenas Arru argumentowała, że rozpowszechnienie przez Watykan akt procesowych włącznie z fragmentami ekspertyzy psychiatrycznej, które natychmiast trafiły do internetu, było "wystawieniem go na publiczne pośmiewisko".