Wojna rosyjsko-ukraińska weszła w fazę, w której o losach starć na linii frontu mogą zadecydować precyzyjne uderzenia w infrastrukturę krytyczną głęboko na terytorium wroga. Ukraińska strategia „sankcji kinetycznych”, polegająca na regularnym niszczeniu rosyjskich rafinerii oraz składów paliw, przynosi wymierne skutki gospodarcze i militarne. Straty te uderzają bezpośrednio w zdolności operacyjne armii Władimira Putina, wywołując deficyty benzyny nie tylko w głębi kraju, ale przede wszystkim na zapleczu działań wojennych. Brak paliwa uniemożliwia sprawny transport amunicji, leków i żywności ciężarówkami, a także paraliżuje pracę generatorów prądotwórczych na pierwszej linii. Efekt ten, potęgowany przez powolne, lecz systematyczne działania ukraińskiej piechoty i dronów, drastycznie ogranicza zdolność Rosjan do przeprowadzania jakichkolwiek większych operacji ofensywnych, np. na kierunku zaporoskim.
Czytaj więcej
Ukraina robi wszystko, by odciąć rosyjskie siły na okupowanym półwyspie od zaopatrzenia. Wygląda to na przemyślaną operację, która może być punktem...
„Te ukraińskie działania jak najbardziej dają skutek pożądany. [...] Siła kinetyczna wywiera w trakcie wojny większy wpływ niż jakiś świstek papieru, mówiąc rzecz brutalnie. [...] Jeżeli tej benzyny na froncie będzie brakować, to będzie jej też brakować do generatorów prądotwórczych i wtedy Rosjanie też będą mieli dodatkowy problem na froncie” – komentuje dr Marek Kozubel.
Front wewnętrzny zaczyna trzeszczeć
Długofalowe koszty prowadzenia inwazji zaczynają destabilizować dotychczasowy porządek społeczny w Rosji, obnażając jej najczulsze punkty. Przejście Kremla od powszechnej mobilizacji do kosztownego zaciągu najemniczego (promowanego kontraktami) pokazało, że rosyjskie społeczeństwo nie wykazuje bezwarunkowego patriotyzmu i woli walki, a lojalność obywateli trzeba po prostu słono opłacać. Dodatkowo sytuację komplikują wysokie straty ludzkie, drastyczny spadek dobrobytu oraz przeniesienie wojny bezpośrednio w przestrzeń życiową Rosjan poprzez ataki dronów na wielkie aglomeracje. Naruszenie niepisanej umowy społecznej – w której obywatele milcząco zgadzali się na imperialną politykę Kremla w zamian za święty spokój i bezpieczeństwo – wywołuje autentyczny niepokój nawet wśród rosyjskich propagandystów i wojskowych. Zaczynają oni głośno ostrzegać przed ryzykiem załamania się tzw. frontu wewnętrznego, porównując obecne nastroje do sytuacji przed historyczną rewolucją lutową z 1917 r.
Czytaj więcej
180 dronów atakowało w nocy i nad ranem Moskwę - informuje mer rosyjskiej stolicy Siergiej Sobianin. Ponownie celem ataku była Moskiewska Rafineria...
„Rosyjscy obywatele zamiast wypełniać obywatelski obowiązek i iść do wojska, bo trwa mobilizacja, oni się tak naprawdę najmują jak zwykli najemnicy. [...] Kreml zamiast odwoływać się do patriotyzmu, obowiązku obywatelskiego, musiał przejść do po prostu płacenia własnym obywatelom za to, żeby walczyli. [...] Sivkov niedawno ogłosił, że on naprawdę boi się powtórki z lutego 1917 r. [...] On widzi po prostu, że według niego rosyjskie tyły [...] front wewnętrzny, zaczyna trzeszczeć. On się chwieje”.
Koniec epoki rosyjskiego „żandarma”
Inwazja Władimira Putina na Ukrainę stała się dla republik Azji Centralnej bezprecedensowym sygnałem alarmowym, który zmusił tamtejsze elity do fundamentalnej rewizji relacji z dotychczasowym hegemonem. Dotychczasowy system opierał się na pragmatycznej umowie, w której Rosja, pełniąc funkcję regionalnego „żandarma” i gwaranta przetrwania autorytarnych reżimów – zobowiązywała się do bezwzględnego szanowania istniejących granic i odrębności państwowej swoich partnerów. Kwestionując podmiotowość narodu ukraińskiego i ogłaszając go „błędem bolszewików”.
Czytaj więcej
Rosja próbuje uczynić z Ukrainy kulturalną pustynię. Od początku wojny zabytki są takimi samymi celami ataków, jak obiekty wojskowe.
Według Krzysztofa Strachoty z Ośrodka Studiów Wschodnich, Kreml wysłał jasny komunikat, że analogiczny los może spotkać każde inne państwo regionu, ze szczególnym uwzględnieniem Kazachstanu, którego status republikański ukształtował się dopiero w latach 30. XX wieku. W rezultacie, postępujące wykrwawianie się rosyjskiej armii oraz konieczność redukcji personelu w kluczowych placówkach, takich jak 201. baza wojskowa w Tadżykistanie, obnażyły słabość militarną Moskwy i ostatecznie zniszczyły mit o jej wszechmocy. Zarówno lokalne elity, jak i budzące się podmiotowo społeczeństwa zrozumiały, że Rosja przestała być atrakcyjnym punktem odniesienia, stając się zamiast tego realnym zagrożeniem politycznym i ekonomicznym.
Pekin wykorzysta próżnię
W powstałą na skutek słabości Rosji próżnię geopolityczną coraz śmielej wkraczają nowi aktorzy międzynarodowi, co pozwala państwom środkowoazjatyckim na skuteczne balansowanie i grę na czas w celu wzmocnienia własnej suwerenności. Zdaniem analityka Ośrodka Studiów Wschodnich, głównym beneficjentem tych przemian staje się Pekin, który sukcesywnie zwiększa swoje zaangażowanie poprzez rozbudowę punktów granicznych na rubieżach tadżycko-afgańskich, obecność prywatnych firm wojskowych chroniących chińskie inwestycje w Kirgistanie oraz dominację w obszarze cyfryzacji systemów bezpieczeństwa wewnętrznego. Co kluczowe, Chiny zaczęły wprost deklarować się jako zewnętrzny gwarant integralności terytorialnej regionu – wymownym tego dowodem była wizyta Xi Jinpinga w Astanie, która zarysowała czytelne „weto” wobec jakichkolwiek agresywnych, hybrydowych prób destabilizacji północnego Kazachstanu przez Kreml. Równolegle swoją pozycję umacnia Turcja, stając się kluczowym, niezależnym dostawcą zaawansowanych technologii militarnych i dronów w ramach formatu państw tureckich, podczas gdy kraje europejskie i Stany Zjednoczone rozwijają instrumenty wsparcia w zakresie tzw. „miękkiego bezpieczeństwa”, traktując dziś Azję Środkową jako niezbędnego partnera w procesie stabilizacji Afganistanu.